Zamknij

La Crema d'Italia: "Sopot z miłości do żony i rodziny" [WYWIAD]

18:00, 17.01.2020 | Anna Nagel
REKLAMA
Skomentuj

Prawdziwa włoska kawa, lody prosto z Mediolanu i spotkania pasjonatów Włoch. La Crema d'Italia jest jednym z obowiązkowych przystanków w Sopocie dla miłośników tego kraju, jego smaków czy języka. Przy filiżance cappuccino porozmawialiśmy z pochodzącym z Mediolanu założycielem kawiarni – Marcello Mastroiannim oraz jego żoną – Anną Golec-Mastroianni, która pomogła w przetłumaczeniu rozmowy. 

Zacznijmy od początku. Jak to się wszystko zaczęło? Dlaczego tego typu kawiarnia i dlaczego w Sopocie?

Marcello Mastroianni: Z miłości do żony i rodziny! Nigdy w życiu nie pomyślałbym, że znajdę się w Sopocie. Wcześniej nawet nie wiedziałem, gdzie to jest. Jak każdy Włoch, lubię kawę. We Włoszech każdy 3 lub 4 razy dziennie pojawia się w barze, by się jej napić. To jest nasz zwyczaj, nasza codzienność. W Sopocie jest dużo różnych kawiarni. Mimo że mają włoskie kawy i maszyny, to nigdzie nie ma prawdziwej włoskiej atmosfery.

Bar we Włoszech oznacza kawiarnie. Jest to miejsce spotkań, niekoniecznie z osobami, które znasz. Barista we Włoszech to psycholog. Wyjście do baru jest taką terapią gratis [śmiech]. Klienci chodzą tam nie tylko ze względu na kawę, jakość produktów, ale też by spotkać się z ludźmi, którzy tam pracują. To był mój pomysł, żeby stworzyć właśnie takie miejsce w Sopocie. Takiego lokalu do tej pory nie było. Chciałem też poczuć się tutaj jak u siebie w domu.

Dla kogo jest to miejsce?

Marcello: Przede wszystkim dla Polaków, dla pasjonatów Włoch i włoskiej kultury. Organizujemy tutaj inicjatywy, które nazywają się Club Italiano. Promujemy je w mediach społecznościowych. W ciągu 3 lat mojego pobytu w Sopocie zorganizowaliśmy wiele takich spotkań. Zrobiliśmy tutaj między innymi wydarzenie dotyczące Ferrari. Przed naszą kawiarnią było zaparkowane żółte Ferrari i rozmawialiśmy na temat historii tych samochodów i założycielu – Enzo Ferrarim.

Innym ciekawym spotkaniem było to, dotyczące historii Fiata. Co ciekawe ta marka narodziła się we włoskim barze. Kilku przyjaciół spotkało się w Turynie i dyskutowało o wspólnym pomyśle na biznes. Kiedy o tym rozmawialiśmy, pod naszym barem zaparkowane było auto z 1932 roku. Dowiedziałem się wówczas, że Fiat istniał w Polsce od lat 30. ubiegłego stulecia. Mamy bardzo dużo wydarzeń dotyczących włoskich miast, kulinariów, wina, degustacji. Są też spotkania ze specjalistami od wina – enologami.

Jak dołączyć do klubu? Po prostu przychodzi się na spotkanie?

Marcello: Za każdym razem wystarczy przyjść, mamy listę mailingową. Zapisać się można w kawiarni lub za pośrednictwem naszego Facebooka.

Anna Golec-Mastroianni: Niektóre osoby, które się zapisały, mówią po włosku i chcą po prostu sobie przyjść i porozmawiać w tym języku, bo im tego brakuje. Tutaj to jest zawsze możliwe, bo Marcello jest na miejscu.

Które z wydarzeń cieszyło się największą popularnością?

Marcello: Dwa wydarzenia były chyba najbardziej popularne. Pierwsze to spotkanie z Nicolą Boccinim, profesorem, który specjalizuje się w produkcji ceramiki. Przygotował wystawę w Muzeum Narodowym w Gdańsku. To była multimedialna prezentacja Memlinga, całkiem nowe spojrzenie na jego dzieło. Kiedy odwiedził naszą kawiarnię, pokazał nam swoją pracę oraz to, czym się zajmuje. To rzeczywiście było ciekawe i wyjątkowe. My wspólnie przygotowaliśmy otwarcie jego wystawy w Muzeum Narodowym. Nicola Boccini, z którym teraz się przyjaźnię, pracuje obecnie w Chinach nad otwarciem jednego z największych na świecie muzeów ceramicznych.

Anna: Niezwykle wyjątkowym aspektem naszego klubu jest to, że w powstają tam przyjaźnie, które są potem kontynuowane. Tak jak relacja Marcello i Nicoli.

Marcello: Drugim popularnym wydarzeniem, było spotkanie z włoskim pisarzem z Florencji Giovannim Agnolonim, który napisał trylogię na temat końca Internetu. Zna również język polski i zaprezentował tutaj swoje książki. Dostał bardzo uznawaną we Włoszech nagrodę literacką na targach w Turynie. Jest bardzo znanym pisarzem i ma on się u nas pojawić też wiosną tego roku, by przedstawić swoją nową książkę.

Jednak to, co zauważyliśmy, to na nasze spotkania po prostu przychodzą osoby, które chcą porozmawiać o Włoszech lub po włosku. Bardzo popularnym tematem są włoskie zwyczaje. Często są to osoby, które mieszkały w tym kraju lub jeżdżą tam na wakacje i brakuje im tego klimatu w Polsce. Polacy uwielbiają Włochy. Z danych, które przedstawiają włoskie instytucje, wynika, że nastąpił ogromny wzrost polskich turystów podróżujących w te rejony. W zeszłym roku było to ponad milion Polaków. Dlatego jak Włosi przychodzą do nas, to oni też trochę czują się jak w domu.

Włosi często odwiedzają to miejsce?

Anna: Tak. To jest dla nich obowiązkowy przystanek w Sopocie. Przychodzą tutaj, bo wiedzą, że to jest jedyne miejsce, gdzie dostaną espresso takie jak we Włoszech. Wszędzie indziej to, co jest serwowane, to dla nich nie jest espresso. My wiemy, jak zrobić prawdziwe, bo Marcello tylko takie pije. Jesteśmy jedyną kawiarnią w Trójmieście, która przygotowuje cappuccino i mleczne kawy na świeżym mleku. W innych lokalach nie robią na świeżym, tylko na UHT. Naszymi częstymi gośćmi są zarówno turyści włoscy, jak i Włosi, którzy mieszkają w Trójmieście. Była też ekipa, która pracowała w grupie LOTOS. Odwiedzali nas zawsze w weekendy.

Czy już zaplanowane jest kolejne wydarzenie w ramach klubu?

Marcello: W lutym będzie wydarzenie dotyczące karnawału. We Włoszech karnawał jest obchodzony hucznie i wygląda inaczej w każdym mieście. Będziemy o tym mówić.

Podczas spotkań Clubu Italiano można było zagrać też w loterię La Tombolę. Co to takiego?

Marcello: Jest to tradycja neapolitańska, która pochodzi z XVII wieku. Każdy z graczy otrzymuje tabliczkę z numerami. Jest to coś w rodzaju bingo, czyli gra, polegająca na trafieniu swojej szczęśliwej liczby. We Włoszech w Tombolę grają rodziny w okresie świąteczno-noworocznym. Spotykają się i wszyscy razem grają przy stole. Ta zabawa odbywała się u nas w ostatnią sobotę, właśnie podczas Clubu Italiano. Całkiem przypadkiem przyszedł do nas klient, który był Włochem. Przyjechał akurat ze swoją dziewczyną na wakacje. Dosiadł się do nas i był bardzo zaskoczony. Dawno nie grał w Tombolę, a tu okazuje się, że w Polsce jest taka możliwość. Ostatecznie to właśnie on wygrał główną nagrodę, czyli kosz produktów włoskich, takich jak kawa, wino, panettone.

Odchodząc od tematu wydarzeń… Która pozycja w menu jest najbardziej popularna?

Marcello: Zdecydowanie lody i kawa. Cappuccino, bo Polacy najbardziej lubią tę pozycję.

A znajdziemy tutaj coś typowego dla Mediolanu?

Marcello: Mamy lody, które przyjeżdżają do nas prosto z Włoch, ale też kawę Milano. We Włoszech jest ona obecna w 700 barach, a my jesteśmy jedyną kawiarnią, która ją tutaj ma. W Mediolanie jest ok. 2 tysięcy barów i w każdym dziennie pije się minimum 200/300 samego espresso. Miejsca, które położone są obok kina, sprzedają ok. 6000 espresso dziennie.

Formuła eat & shop sprawdza się w Sopocie?

Marcello: Nie mamy tutaj dużo przestrzeni, więc nie mamy też zbyt wielu produktów. To jest bardziej dodatek do tej części. No ale sam fakt, że klienci mogą kupić kawę, którą tak lubią czy prosecco i sery. Jest ich mało, ale klienci na pewno lubią po nie wracać.

Lokal na pewno wyróżnia właśnie formuła eat & shop, ale też jak państwo wspomnieli używanie świeżego mleka. Co jeszcze sprawia, że to miejsce jest inne niż wszystkie?

Marcello: Robimy kawę po włosku – nie spolszczamy jej. Mamy bardzo indywidualne podejście do klienta, chcemy z każdym porozmawiać, poświęcić mu chwilę czasu. To, co nas różni, to to, że nasz personel wie wszystko na temat kawy. Dbamy o to, by u nas niesiono wiedzę na ten temat.

Anna: Chcemy, żeby nasz zespół wiedział, na jakiej kawie pracujemy, jakich produktów używamy, jakie mamy wina, z jakiego regionu pochodzą itd.

Marcello: Oliwę przywozimy od naszego znajomego z Toskanii, który był też u nas na spotkaniu Clubu Italiano. Można było wtedy poznać różnice między prawdziwą oliwą a taką sklepową podczas degustacji. Poza tym wszystko jest 100% „made in Italy”, klienci to odczuwają i widzą różnice. Jednak najbardziej wyróżnia nas chyba klimat i atmosfera.

W Sopocie istnieje wiele włoskich lokali – ostatnio pojawiło się Made in Napoli by Siervo, mamy też Tesoro czy Milano. Czy ta sopocka włoska społeczność się zna?

Anna: Tak, wszyscy się znają. My lubimy się ze wszystkimi Włochami, którzy tutaj są. Chodzimy też do nich do restauracji, ale warto wspomnieć, że my jesteśmy jedynym barem.

Marcello: Bardzo lubimy chodzić do Tesoro. Oni natomiast przychodzą do nas na kawę.

Czy to prawda, że w La Crema d’Italia można nauczyć się włoskiego?

Anna: Tak, to jest też taka wyjątkowa rzecz dla naszego miejsca. Odbywa się u nas włoski przy kawie z „native” nauczycielami, którzy tutaj mieszkają i uczą języka. Jeden z nich jest naszym przyjacielem z Rzymu i wykładowcą.

I jak to wygląda? Nauka odbywa się w grupach czy indywidualnie?

Marcello: Różnie. Maksymalnie w grupach dwu lub trzyosobowych, lub indywidualnie. Można umówić się na zajęcia poprzez nas. Ja natomiast zapisałem się na język polski i spotykam się tutaj z moją nauczycielką polskiego. Są też Włosi, którzy tak jak ja, chcą nauczyć się tego języka.  

Dziękuję za rozmowę. 

(Anna Nagel)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© esopot.pl | Prawa zastrzeżone