Sopot niejedno już widział: modne otwarcia, sezonowe zachwyty i lokale, które znikają równie szybko, jak się pojawiają. A jednak są miejsca, które nie potrzebują krzykliwych neonów ani zgiełku Monciaka, żeby uchodzić za warte odwiedzenia. Kawiarnia LAS dolnySOPOTpółnoc przy ul. Haffnera 42 właśnie świętuje 10 lat działalności. Jubileusz, którym właściciele pochwalili się w piątek, 13 lutego, to dobra okazja, by przypomnieć, na czym polega fenomen tego niewielkiego, konsekwentnego w swojej wizji miejsca.
LAS od początku był zaprojektowany nie jako kolejna zwykła kawiarnia, tylko jako przestrzeń... do bycia. Z jednej strony bardzo konkretna, jakościowa kawa: espresso i klasyki, ale też alternatywne metody parzenia, które wymagają uważności i czasu. Z drugiej atmosfera miejsca, w którym nikt nie pogania: możesz przyjść na rozmowę, możesz usiąść z książką, możesz wpaść tylko na chwilę. Tu kawa spotyka się ze sztuką i spokojem.
Wnętrze LAS-u przez lata doczekało się statusu kultowego, paradoksalnie właśnie dlatego, że nie próbuje być „instagramowym salonem”. Surowość, świadomie zostawione faktury, wykończenia balansujące na granicy industrialu i domowego eklektyzmu. LAS nie udaje luksusu. On udaje… remont. I robi to na tyle przekonująco, że wielu przechodniów do dziś potrafi się zatrzymać i zastanowić, czy lokal jest już otwarty. Do tego dochodzą elementy, które bardziej przypominają instalację artystyczną niż klasyczną dekorację kawiarni: światło, detale i podział przestrzeni.
LAS wyrósł z potrzeby stworzenia przystani nieco na uboczu turystycznych tras. Przychodzą mieszkańcy okolicy, osoby pracujące zdalnie, ludzie ze świata kultury, ale też ci, którzy po prostu chcą napić się dobrej kawy i odpocząć od hałasu centrum.
Koncepcja LAS-u to nie tylko kawa. Od lat mocno wybrzmiewa tu wątek jedzenia przygotowywanego z myślą o zdrowiu. Są propozycje wegańskie, bywają wypieki i słodkości w wariantach bez glutenu czy bez cukru, są też opcje dla osób z nietolerancjami. Ważne jest jednak coś innego. Jedzenie tutaj nie ma smakować jak kara za dbanie o siebie. Ma być po prostu dobre. LAS dokładnie na tym buduje zaufanie.

Nieprzypadkowo LAS bywa opisywany jako punkt spotkań. Tu dzieją się wystawy, warsztaty, małe wernisaże i wydarzenia, które nie zawsze mieszczą się w definicji gastronomii. To raczej lokalna mikroinstytucja kultury, tylko że z filiżanką w ręku. W efekcie kawiarnia żyje nie jedynie ruchem przy barze, ale społecznością, która wraca, bo traktuje to miejsce jak stały element sopockiego krajobrazu.
10 lat w gastronomii to nie jest tylko ładna liczba. To test charakteru: powtarzalności, jakości i relacji z gośćmi. LAS przetrwał, bo nie próbował być wszystkim dla wszystkich. Zamiast gonić trendy, robił swoje i w pewnym momencie to stało się trendem samo w sobie. Dziś trudno wyobrazić sobie Dolny Sopot bez tej małej, urokliwej kawiarni.
[ZT]39359[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz