Kolaż. Tłum w okolicach molo. W okręgu: mężczyzna z plecakiem Pyszne.pl jadący na rowerze. Fot. esopot.pl
Coraz więcej mieszkańców Sopotu zwraca uwagę na dostawców jedzenia poruszających się po mieście rowerami, hulajnogami elektrycznymi i pojazdami, które tylko z wyglądu przypominają rowery. Problemem nie jest sama obecność kurierów, lecz prędkość, jazda po chodnikach i to, że takich pojazdów często po prostu nie słychać. Wystarczy jeden nieprzewidziany krok, by doszło do groźnego zdarzenia.
Na sopockich chodnikach i drogach rowerowych coraz częściej można spotkać dostawców jedzenia przemieszczających się elektrycznymi jednośladami. Część z nich jedzie przepisowo i ostrożnie. Mieszkańcy zwracają jednak uwagę, że coraz częściej zdarzają się sytuacje niebezpieczne: szybka jazda między pieszymi, przejazdy chodnikiem, gwałtowne manewry i mijanie ludzi w bardzo małej odległości.
— W ostatnim czasie zauważyłam wzmożony ruch dostawców jedzenia na rowerach i hulajnogach elektrycznych. Przeważnie nie słychać, kiedy jadą, a zdarza się, że błyskawicznie minęli mnie na chodniku. Nie stosują się do przepisów ruchu drogowego, jeżdżą szybko i agresywnie — mówi pani Joanna, mieszkanka Sopotu, w rozmowie z naszą redakcją.
Jej obserwacje nie są odosobnione.
— Czasami taka osoba na hulajnodze elektrycznej czy rowerze elektrycznym śmignie człowiekowi tuż przy ramieniu. Wystarczyłoby pół kroku w tę czy w tę i już mogłoby dojść do wypadku — zauważa pan Marcin, jeden z naszych czytelników.
Jak dodaje, podobne sytuacje spotykały go wielokrotnie.
— Jak dotąd nic poważnego się nie stało, ale bywa różnie. Uważam, że ludziom potrzeba więcej wyobraźni. Tych pojazdów naprawdę nie słychać, a nierzadko jeżdżą bardzo szybko.
W Sopocie problem jest szczególnie widoczny, bo miasto ma zwartą zabudowę, dużo ruchu pieszego i wiele miejsc, w których chodniki, drogi rowerowe, wejścia do lokali, przejścia dla pieszych oraz przystanki komunikacji miejskiej znajdują się bardzo blisko siebie. W sezonie dochodzą do tego turyści, rodziny z dziećmi, seniorzy i osoby, które nie znają lokalnego układu ulic.
W takim otoczeniu szybki, niemal bezgłośny pojazd staje się realnym zagrożeniem. Pieszy może nagle skręcić, wyjść z bramy, ominąć kałużę, zatrzymać się przy witrynie albo odruchowo zrobić krok w bok. Przy zwykłym rowerze jadącym ostrożnie margines bezpieczeństwa jest większy. Przy ciężkim elektrycznym jednośladzie, który porusza się szybko i blisko ludzi, tego marginesu może już nie być.
Nie chodzi przy tym o piętnowanie wszystkich kurierów. Wielu dostawców pracuje uczciwie, jeździ ostrożnie i przestrzega przepisów. Problemem są ci, którzy traktują chodnik jak skrót, drogę rowerową jak pas szybkiego ruchu, a pieszych jak przeszkody.

Część pojazdów wykorzystywanych przez dostawców wygląda jak rower elektryczny, ale w praktyce może nim nie być. Zgodnie z przepisami rower może być wyposażony w pomocniczy napęd elektryczny, ale jego działanie jest ograniczone. Taki napęd powinien wspomagać pedałowanie, a nie zastępować je całkowicie. Wspomaganie powinno też wyłączać się po przekroczeniu 25 km/h.
Jeżeli pojazd jedzie bez pedałowania, rusza z manetki i osiąga prędkości znacznie wyższe niż dopuszczalne dla roweru elektrycznego, może być traktowany jak motorower. A to oznacza zupełnie inne obowiązki: odpowiednie uprawnienia, rejestrację, ubezpieczenie OC, wymagane wyposażenie i jazdę po właściwej części drogi. Taki pojazd nie powinien poruszać się po chodniku ani po drodze dla rowerów tylko dlatego, że z wyglądu przypomina rower.
To właśnie budzi najwięcej emocji w wielu polskich miastach. Na drogach rowerowych pojawiają się maszyny z grubymi oponami, dużymi akumulatorami i manetką gazu. Dla przechodnia nie ma większego znaczenia, jak formalnie nazwać taki pojazd. Liczy się to, że jest szybki, ciężki i trudny do usłyszenia.
::news{"type":"see-also","item":"33671"}

Podobne sygnały płyną z Warszawy, Gdańska, Krakowa, Wrocławia czy Łodzi. Mieszkańcy skarżą się na dostawców jedzenia poruszających się po chodnikach i drogach rowerowych na pojazdach, które mogą osiągać prędkości typowe raczej dla motorowerów niż rowerów. W innych miastach pojawiały się już kontrole policji i straży miejskiej, mandaty oraz przypadki niedopuszczenia pojazdów do dalszego ruchu.
Nagrania publikowane w mediach pokazują powtarzający się schemat: dostawca jedzie drogą rowerową lub chodnikiem, gwałtownie przyspiesza, często bez pedałowania, przeskakuje między infrastrukturą dla rowerów i pieszych, a przy tym ignoruje podstawowe zasady bezpieczeństwa. Właśnie takie zachowania najczęściej budzą sprzeciw mieszkańców.
Sopot nie jest więc wyjątkiem, ale ma szczególny powód, by zareagować szybko. W mieście promuje się aktywną mobilność, a niedawno rozpoczął się Rowerowy Maj, w którym dzieci i młodzież dojeżdżają do szkół oraz przedszkoli na rowerach, hulajnogach, rolkach i deskorolkach. Tym bardziej przestrzeń przeznaczona dla pieszych i rowerzystów powinna być bezpieczna oraz przewidywalna.
Dostawcy jedzenia pracują pod presją. Liczy się czas, liczba kursów i szybkie dotarcie do klienta. To jednak nie może być argumentem za jazdą po chodniku z prędkością, która zagraża pieszym. Zamówiony obiad nie jest ważniejszy niż bezpieczeństwo osoby idącej do pracy, dziecka wracającego ze szkoły czy seniora wychodzącego z apteki.
Dostawca jedzenia przy molo w Sopocie. Wideo: esopot.pl
Zresztą odpowiedzialność nie kończy się na samych kurierach. Platformy dostawcze powinny interesować się tym, na jakich pojazdach realizowane są zamówienia i czy osoby wykonujące dostawy znają oraz stosują przepisy. Same komunikaty o bezpieczeństwie nie wystarczą, jeśli w praktyce opłaca się jeździć szybciej, ryzykowniej i na granicy prawa.
Mieszkańcy nie oczekują zakazu dostaw jedzenia ani walki z rowerami elektrycznymi. Oczekują podstawowego porządku, wolniejszej jazdy, respektowania chodników jako przestrzeni dla pieszych, korzystania z właściwej infrastruktury i eliminowania z ruchu pojazdów, które nie spełniają wymogów prawnych.
W Sopocie szczególnie potrzebne są kontrole w miejscach, gdzie ruch pieszy jest największy, zwłaszcza w centrum, w rejonie Monciaka, przy lokalach gastronomicznych, przystankach, szkołach, drogach rowerowych i trasach prowadzących w stronę plaży. Dostawy są częścią miejskiego życia, ale nie mogą odbywać się kosztem bezpieczeństwa mieszkańców.
Koniec końców chodzi też o zwykłą wyobraźnię. Elektryczny jednoślad może być wygodnym narzędziem pracy. Może też stać się zagrożeniem, jeśli prowadzący zapomina, że obok są piesi, dzieci i inni rowerzyści. W mieście takim jak Sopot różnica między sprawną dostawą a niebezpieczną jazdą bywa niekiedy naprawdę niewielka.
::news{"type":"see-also","item":"41816"}
Piotr14:38, 17.05.2026
Znowu musi dojść do wypadku.
Skończy się na rozmowach, a będzie, tak jak jest.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Pędzą chodnikami i mijają pieszych o włos [OPINIA]
Znowu musi dojść do wypadku. Skończy się na rozmowach, a będzie, tak jak jest.
Piotr
14:38, 2026-05-17
Tak będzie wyglądała nowa toaleta w Sopocie
Toaleta będzie bezpłatna i działająca cały rok?
Piotr
07:56, 2026-05-17
Rosyjski YouTuber zamienił Warszawę na Sopot
Szanowny Panie Redaktorze! Wiaczesław nie jest w Trójmieście nowy, zanim przeprowadził się do Warszawy mieszkał w Gdańsku. Warto dodać, że ma polskie korzenie i... ochronę międzynarodową, jako wróg Putina.
Bubu
17:39, 2026-05-16
Sopot odpowiada w sprawie małżeństw jednopłciowych
Tym ludziom na mózg padło albo ich ktoś bardzo dobrze opłaca! Niemcy mordowali Polaków, a oni pomniki im by stawiali, zamiast np poległym Słowianom! A teraz by jeszcze chcieli kastrować Słowian i wmawiać im niczym hitlerowcy, że nie mieć dzieci i homo-związki to dobra dla nas rzecz! Precz z wami! Historia was popamięta!
Gość
14:06, 2026-05-16