Gdy większość z nas jeszcze śpi, sopocka plaża ma swój własny rytm. Słychać szum fal, czuć chłód poranka, widać pierwsze światło wychodzące zza linii horyzontu. Dla Joanny Smirnow-Grzybowskiej ten moment od ośmiu lat nie jest jedynie pięknym kadrem do zapisania w aparacie. To codzienna praktyka uważności, wdzięczności i powrotu do tego, co w życiu naprawdę ważne.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Sopot o świcie jest innym miastem niż ten znany z popularnego deptaka, sezonowych tłumów, letniego gwaru i popołudniowych spacerów. Jest mniej krzykliwy, a przez to bardziej autentyczny. Morze nie udaje atrakcji turystycznej. Plaża nie jest scenografią do zdjęcia. Horyzont nie czeka na publiczność. A jednak każdego ranka rozgrywa się tu spektakl, który może zmienić więcej, niż nam się wydaje.
„Dzisiaj miałam swój trzytysięczny wschód i był magiczny. Po trzech tysiącach wschodów słońca mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że to nie tylko ładna pocztówka, ale symboliczne przypomnienie o wartości życia, a przede wszystkim możliwość zadbania o nasz dobrostan” — mówi Joanna Smirnow-Grzybowska.
To zdanie mogłoby brzmieć jak poetycka metafora, gdyby nie fakt, że stoi za nim osiem lat regularnej praktyki. Nie wakacyjna fascynacja, nie jednorazowy zachwyt, nie kilka porannych spacerów dla zdrowia. Joanna fotografuje sopockie wschody słońca od 5 lutego 2018 roku. Bez względu na porę roku, temperaturę, wiatr i pogodę wychodziła nad morze, by zobaczyć pierwsze światło dnia. Z czasem aparat stał się nie tylko narzędziem pracy, ale również świadkiem osobistej przemiany.

Dla czytelników Dzień Dobry Sopot — esopot.pl nie jest postacią anonimową. Od lat jej fotografie i poranne relacje pojawiają się w sopockiej przestrzeni internetowej, przypominając mieszkańcom, że miasto zaczyna się wcześniej niż nasze kalendarze, obowiązki i powiadomienia. Joanna Smirnow-Grzybowska jest fotografką, współzałożycielką społeczności Morze Aniołów, założycielką Fundacji z Miłości do Piękna, autorką albumu „Morze Pełne Słońca” oraz twórczynią wystaw poświęconych ludziom, morzu i światłu. Ale jej opowieść nie jest tylko o fotografii.

W świecie, w którym poranki często zaczynają się od ekranu telefonu, wiadomości, pośpiechu i niepokoju, Joanna proponuje ruch w przeciwną stronę. Zamiast pierwszego kontaktu z informacyjnym szumem, kontakt z horyzontem. Zamiast natychmiastowej listy zadań, chwila obecności. Zamiast napięcia, oddech.
„Dobry poranek tworzy dobry dzień, a dobre dni budują dobre życie. Tak jak dobre myśli, słowa, czyny i dobre podejście do wszelkich trudności” — podkreśla.
Nie chodzi tu o naiwny optymizm. Wschód słońca nie rozwiązuje problemów zawodowych, rodzinnych ani zdrowotnych. Nie usuwa lęku z codzienności. Nie sprawia, że świat staje się prostszy. Może jednak pomóc człowiekowi stanąć wobec dnia z innym nastawieniem.
Joanna mówi o wschodach jak o praktyce dobrostanu. Słowo „praktyka” jest tu ważne, bo zawiera w sobie wysiłek, powtarzalność i decyzję. Wschód słońca jest darmowy, dostępny niemal dla każdego, ale nie przychodzi bez naszego udziału. Trzeba wcześniej wstać. Trzeba zorganizować poranek. Trzeba czasem pokonać senność, chłód, ciemność i własną niechęć.
„Wschód słońca jest dostępny prawie dla każdego, ale bywa wymagający, bo wymaga naszego zaangażowania i zorganizowania, by sobie móc na niego pozwolić” — zauważa Sopocianka.
Właśnie w tym napięciu między prostotą a wysiłkiem kryje się jego siła. To nie jest luksusowy rytuał dla wybranych. To raczej codzienna decyzja: czy chcę zacząć dzień od czegoś, co mnie porządkuje?

W opowieści Joanny wschód słońca nie jest wyłącznie obrazem. Jest doświadczeniem cielesnym, psychicznym i duchowym. To chodzenie po piasku, patrzenie na zmieniające się światło, słuchanie morza, obecność w chwili, która trwa krótko i nigdy się nie powtarza.
„Wschód słońca to możliwość zachwytu nad prostym pięknem natury, który przełącza nas do prawdziwego świata. Możliwość powrotu do prostoty i czystej obecności. To możliwość powrotu do siebie jak do ukochanego domu, gdzie dobrze się czujemy” — mówi.
W czasach przeciążenia, rozproszenia i ciągłej dostępności brzmi to nie jak ozdobna fraza, lecz konkretna potrzeba. Bo wielu ludzi żyje dziś tak, jakby stale było gdzie indziej: myślami w pracy, emocjami w przyszłości, uwagą w telefonie, lękiem w sprawach, na które nie mają wpływu.
Wschód słońca, w ujęciu Joanny, działa odwrotnie. Nie przyspiesza. Nie domaga się reakcji. Nie wysyła powiadomień. Po prostu jest, a człowiek, który chce go zobaczyć, musi choć na chwilę również po prostu być.
„To możliwość wylogowania się z tego całego szumu informacyjnego i świata, który nas straszy, a na który nie mamy wpływu, i zalogowania się do siebie, gdzie mamy wpływ na swój stan, mamy wpływ na siebie i możemy zadbać o swój dobrostan” — mówi Joanna Smirnow-Grzybowska.

Sopot zwykle opisuje się przez molo, plażę, architekturę, historię kurortu, wydarzenia i sezonową energię. Joanna proponuje dopisać do tej listy coś mniej oczywistego: doświadczenie porannego światła nad Bałtykiem.
„Sopockie wschody słońca to dla mnie największa niematerialna wartość Sopotu. Mamy tu wyjątkowo sprzyjające warunki. Plażę w sercu miasta, które daje poczucie natury i osobistej intymności” — mówi.
To trafna obserwacja. W Sopocie można wyjść z plątaniny ulic i po kilku minutach znaleźć się w przestrzeni, która działa niemal terapeutycznie. Wciąż jest się w mieście, a jednocześnie jakby poza nim. Wschód słońca nad Bałtykiem ma szczególny charakter. Słońce nie wyłania się zza dachów czy wzgórz, ale prosto z morza. Horyzont staje się linią narodzin dnia.
„Wschód słońca nad Bałtykiem ma wyjątkowy urok, bo słońce wynurza się prosto z morza, tworząc codziennie niepowtarzalne i malownicze obrazy, które koją serce i duszę” — dodaje.
W tej codziennej niepowtarzalności tkwi paradoks. Można zobaczyć trzy tysiące wschodów i nie zobaczyć dwa razy tego samego. Zmienia się światło, chmury, wiatr, kolor morza, ludzie na plaży, własny nastrój. Stały jest tylko rytm. Noc ustępuje, dzień się zaczyna.

Przez lata Joanna nie tylko fotografowała morze. Fotografowała ludzi w relacji z morzem, światłem i własnym przeżyciem. W ramach sesji intencyjnych, zdjęć ze skrzydłami, fotografii silhouette i tzw. „zdjęć mocy” spotykała osoby, które przychodziły na plażę nie tylko po pamiątkę. Często przychodziły po symboliczny początek.
„Poznałam setki, jak nie tysiące niesamowitych ludzkich historii podczas sesji fotograficznych i wspólnego doświadczania wschodu słońca w Sopocie o tym, jak wschody odmieniły ludzi i ich życie. Jak dodały odwagi, by w końcu spełniać marzenia, zacząć robić to, co się kocha. Jak przyniosły inną perspektywę” — opowiada.
To nie są historie o tym, że jeden poranek cudownie zmienia życie. Raczej o tym, że czasem człowiek potrzebuje mocnego, prostego znaku. Czegoś, co pozwoli mu zobaczyć: jeszcze mogę zacząć inaczej, jeszcze mogę wrócić do siebie, jeszcze mogę wybrać coś, co mnie wzmacnia, zamiast tylko reagować na to, co mnie osłabia.
„Nie zapomnę nieopisanego wzruszenia ludzi, którzy po raz pierwszy zobaczyli wschód słońca i stwierdzili, że już nie chcą przegapiać w swoim życiu tego, co istotne, piękne i ważne” — mówi Joanna.
W tym sensie sopocki świt staje się czymś więcej niż motywem fotograficznym. Jest doświadczeniem granicznym, choć cichym. Nie wymaga wielkich deklaracji. Wystarczy stanąć na plaży i zobaczyć, że dzień naprawdę zaczyna się od nowa.

Joanna zwraca uwagę, że „ładny obrazek” wschodu słońca ma w kulturze znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Przypomina obraz Claude’a Moneta „Impresja, wschód słońca” z 1872 roku, od którego nazwę wziął impresjonizm. Artyści odeszli wtedy od obsesji detalu, a skupili się na ulotności światła, koloru i chwili.
To porównanie pasuje do sopockich wschodów. One także uczą, że nie wszystko trzeba opisać ostro i do końca. Czasem najważniejsze jest wrażenie, kolor na wodzie, pomarańczowa linia przy horyzoncie, błękit poranka, cisza miasta.
„To, co widzimy o poranku, to fizyka barw i fizyczny spektakl wynikający z rozproszenia światła w atmosferze” — mówi Joanna. „Kiedy słońce jest nisko nad horyzontem, jego światło musi pokonać dłuższą drogę przez atmosferę. Krótsze fale niebieskie rozpraszają się, a do naszych oczu docierają fale dłuższe, czerwone i pomarańczowe”.
W tym kontekście warto przypomnieć także o Międzynarodowym Dniu Słońca, obchodzonym 3 maja. To dzień poświęcony edukacji w zakresie energii słonecznej, ekologii oraz potencjału odnawialnych źródeł energii, w tym fotowoltaiki. Jego przesłanie dobrze współgra z opowieścią o sopockich wschodach. Słońce jest nie tylko źródłem zachwytu i codziennego światła, ale także warunkiem życia na Ziemi oraz największym odnawialnym źródłem energii.
„Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji zobaczyć wschodu słońca w Sopocie, to może właśnie to jest dobry moment, żeby to zmienić. Międzynarodowy Dzień Słońca to dobry pretekst, żeby nie tylko mówić o ekologii i energii, ale też po prostu wyjść rano nad morze i zobaczyć, jak zaczyna się dzień” — zachęca Joanna Smirnow-Grzybowska.
Patrząc o poranku na linię horyzontu, można zobaczyć coś więcej niż piękny obraz. Można przypomnieć sobie, jak bardzo jesteśmy zależni od natury i jak wiele możemy zrobić, by mądrzej korzystać z jej darów.

Nowa identyfikacja wizualna Dzień Dobry Sopot — esopot.pl powstała z inspiracji praktyką, zdjęciami oraz filmami Joanny Smirnow-Grzybowskiej. Jej kolorystyka nawiązuje do barw sopockich wschodów słońca i Bałtyku: ciepłych pomarańczy, miękkich błękitów, światła oraz spokoju poranka.
Sama Joanna przyznaje, że ta estetyka jest jej bliska.
„Bardzo się cieszę z Waszej nowej identyfikacji, bo jej kolory oddają kolorystykę sopockich wschodów słońca i kolor naszego Bałtyku” — mówi.
To ważne, bo dobra lokalna identyfikacja nie powinna być oderwana od miejsca. Powinna wynikać z jego rytmu, światła, atmosfery i ludzi. A trudno dziś mówić o porannym Sopocie bez obrazów, które Joanna przez lata konsekwentnie pokazywała mieszkańcom.

W Sopocie jest neon z prostym zdaniem: „Każdego dnia człowiek rodzi się na nowo”. Joanna przywołuje go jako naturalne podsumowanie swojej praktyki.
„Każdy wschód słońca to nowa możliwość, nowy dzień i od nas zależy, co z nim zrobimy. Każdy wschód słońca i jego narodziny są przypomnieniem: każdego dnia człowiek rodzi się na nowo” — mówi.
Nie trzeba być fotografem, artystą ani osobą szczególnie uduchowioną, żeby zrozumieć sens tych słów. Wystarczy choć raz wstać wcześniej, pójść nad morze i zobaczyć, jak światło powoli odbiera ciemności przestrzeń. To doświadczenie proste, ale nie banalne. Dostępne, ale wymagające. Piękne, ale nie tylko estetyczne.
Joanna zachęca, by praktykować wschody słońca — w Sopocie, nad Bałtykiem, ale też wszędzie tam, gdzie można znaleźć własną przestrzeń naturalnego dobrostanu.
„Zachęcam do praktykowania wschodów słońca, do odkrywania swoich przestrzeni naturalnego dobrostanu w swoich okolicach i z całego serca polecam mieszkańcom Sopotu, miłośnikom i odwiedzającym nasze miasto doświadczenie tej pięknej możliwości” — mówi.
Wschód słońca to rzeczywiście nie tylko ładna pocztówka. To lekcja obecności. Codzienny dowód, że początek może być cichy, zwyczajny i dostępny. A jednocześnie wystarczająco mocny, by przypomnieć człowiekowi, że ma wpływ przynajmniej na to, jak wejdzie w nowy dzień.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"39848"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Dlaczego wybierasz w Sopocie tę restaurację?
Smak potraw! Dobra kuchani sie zawsze obroni jest kilka restauracji w Sopocie gdzie zawsze jest pelno ludzi!
V
19:35, 2026-04-29
Dlaczego wybierasz w Sopocie tę restaurację?
Cena i menu.
Piotr
19:02, 2026-04-29
Dlaczego wybierasz w Sopocie tę restaurację?
Czy dana restuaracja ma opcje wegańskie, nie jem zwierząt
ew
19:02, 2026-04-29
Sopot na majówkę niemal wyprzedany
A przecież podobno Sopot umarł XD
M
10:43, 2026-04-29