Do naszej redakcji dotarła wiadomość jednego z zaniepokojonych mieszkańców. Choć jak sam przyznaje, martwi się przede wszystkim o przyszłe pokolenia i rosnącą głupotę wśród osób już dojrzałych. Problematyczne okazało się zachowanie rodziców i dziadków na placu zabaw.
Nasz czytelnik (imię i nazwisko do wiadomości redakcji) przedstawił się jako ojciec dziecka, które "jest w wieku umożliwiającym korzystanie z placów zabaw". Zwrócił uwagę, że o ile starsze dzieci potrafią w większości same o siebie zadbać i nie należy ich w niczym wyręczać, sytuacja wygląda inaczej w przypadku "mniejszych pociech". Zwrócił uwagę, że nawet "ledwo poruszające się dzieci" nie są doglądane tak dokładnie jak... telefon w ręce opiekuna.
[ZT]39566[/ZT]
Regulaminy na placach zabaw i ograniczenia wiekowe to nie urzędniczy wymysł, ale zasady mające chronić zdrowie najmłodszych. Przestrzeń miejska jest dla wszystkich, a pilnowanie bezpieczeństwa dzieci to zadanie ich opiekunów, a nie miasta. Jak stanie się tragedia, to pretensje zawsze są do urzędu.
Piszę te słowa, ponieważ niedawno byłem świadkiem kuriozalnej rozmowy na jednym z miejskich placów zabaw. Grupa matek i babć głośno krytykowała urządzenie zaprojektowane specjalnie z myślą o osobach z niepełnosprawnościami. Główny argument? Że rzekomo stanowi ono ogromne niebezpieczeństwo dla ich małych dzieci. Na litość boską – to właśnie te kobiety jako opiekunki odpowiadają za to, żeby ich szkraby nie wchodziły na sprzęt, który ewidentnie nie jest dla nich przeznaczony i dostosowany do ich możliwości.
Domaganie się zabierania atrakcji dla dzieci z niepełnosprawnościami – nawet jeśli z racji statystyk jest ona wykorzystywana zaledwie kilka razy w roku – to po prostu obrzydlistwo. Pokazuje to smutny problem z brakiem elementarnej empatii i niewidzeniem świata poza czubkiem własnego nosa.

Z punktu widzenia prawa utrzymanie infrastruktury w nienagannym stanie technicznym to bezdyskusyjny obowiązek gminy, jednak na samym placu zabaw to dorośli pełnią rolę bezpośrednich strażników bezpieczeństwa dzieci. Ignorowanie regulaminów i tabliczek informacyjnych, które jasno określają ograniczenia wiekowe czy przeznaczenie konkretnych urządzeń (takich jak wysokie konstrukcje przestrzenne czy sprzęt integracyjny), jest łamaniem podstawowych zasad. Dopuszczając do takich sytuacji, opiekunowie na własne życzenie narażają najmłodszych na ryzyko urazów, a zamiast bezpiecznej zabawy fundują im niebezpieczeństwo.
W kwestii ewentualnych roszczeń i odszkodowań procedury są jednoznaczne. Zrzucanie winy na zarządcę terenu w sytuacji, gdy do nieszczęścia doszło z powodu braku nadzoru lub korzystania ze sprzętu niezgodnie z jego przeznaczeniem, jest działaniem pozbawionym podstaw prawnych. Towarzystwa ubezpieczeniowe oraz sądy rutynowo odrzucają żądania wypłat, jeśli ewidentna wina leży po stronie opiekunów. Ratusz poniesie odpowiedzialność finansową wyłącznie w przypadkach udokumentowanych zaniedbań – na przykład wtedy, gdy udowodnimy, że sprzęt był trwale uszkodzony, a miasto zignorowało konieczność jego naprawy.
[ZT]10671[/ZT]
Warto mieć świadomość, że ustalanie winnych to dziś rzadko kiedy słowo przeciwko słowu. Nowoczesne miejskie strefy rekreacyjne są standardowo objęte całodobowym monitoringiem. W przypadku jakiegokolwiek incydentu nagrania z kamer stanowią twardy dowód, który szybko i bezlitośnie weryfikuje przebieg zdarzeń – pokazując czarno na białym, czy przyczyną urazu była pęknięta deska i awaria sprzętu, czy też skrajna beztroska dorosłych.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz