Zanim w Sopocie pojawiły się dyskonty i nowoczesne pasaże handlowe, było jedno miejsce, do którego chodziło się po niemal wszystko. Rynek między ulicami 1 Maja i Sikorskiego przez dziesięciolecia był nie tylko targowiskiem, ale też ważnym punktem codziennego życia mieszkańców miasta. Dziś pozostały po nim zdjęcia, wspomnienia i historia, która wciąż żyje w pamięci Sopocian.
Historia sopockiego handlu targowego zaczęła się jeszcze w XIX wieku. Pierwszy rynek działał na Wzgórzu Morskim, czyli w rejonie dzisiejszego placu Konstytucji 3 Maja, obok kościoła św. Jerzego. Handlowano także na odcinku dawnej Seestrasse, czyli obecnego Monciaka. To tam zjeżdżali lokalni rzemieślnicy i rolnicy, a dni targowe były stałym elementem życia rozwijającego się kurortu.
Z zachowanych opisów wynika, że na sopocki targ przybywali mieszkańcy okolicznych wsi, m.in. z Osowej, Wysokiej i Wielkiego Kacka. Przywozili jajka, masło, mięso, ziemniaki, cebulę, fasolę, ryby i kwiaty. Towar trafiał na stragany, do koszy i skrzyń ustawianych wprost na ziemi.

Po II wojnie światowej targowisko przeniesiono na plac między ulicami gen. W. Sikorskiego a 1 Maja. To właśnie ta lokalizacja zapisała się szczególnie w pamięci mieszkańców. Rynek funkcjonował tu przez dziesięciolecia, aż do ostatniej dekady XX wieku.
W zrujnowanym kraju, przy brakach w sklepach i skromnych przydziałach kartkowych, sopocki rynek stał się faktycznym centrum gospodarczym miasta. Można było tu kupić nie tylko żywność, ale też ubrania, pościel, sztućce, obrazy, futra, meble, a nawet instrumenty muzyczne. Handlowano po prostu wszystkim, co miało jakąkolwiek wartość.
W relacjach mieszkańców rynek powraca jako miejsce wyjątkowo żywe. Czesław Stefanowicz na łamach Projektu Sopocianie wspominał, że na niezabudowany jeszcze teren między 1 Maja a Sikorskiego przyjeżdżali furmankami rolnicy, sprzedając świeże owoce, warzywa, masło, sery i mleko nalewane prosto z kanek, po które trzeba było przyjść z własnym naczyniem.
Podobny obraz wyłania się ze wspomnienia opublikowanego po latach na prywatnym blogu jednego z mieszkańców, posługującego się pseudonimem Lestat. Tradycyjnie sopocki rynek działał we wtorki i piątki, od wczesnego rana do wczesnego popołudnia. Sopocianin wspominał, że sprzedaż ruszała już około 5–6 rano, a rolnicy z Kaszub ciągnęli do Sopotu przez noc.
Furmanki parkowały w górnej części placu, a woźnice przysypiali na wozach albo ucinali sobie pogawędki po kaszubsku. W tym czasie kobiety sprzedawały przywieziony towar. Dopiero w latach 60. i 70. zaczęły pojawiać się też samochody dostawcze.

Dzisiejsze targowiska są uporządkowane, zadaszone i objęte regulaminami. Dawny rynek w Sopocie wyglądał nieco inaczej. Towar rozkładano na drewnianych ławach albo na gazetach leżących na ziemi. Na sznurkach wisiały kury, kurczaki, kaczki i gęsi, a drób oprawiano na miejscu po dokonaniu wyboru przez klienta.
Na targu działała też mięsna jatka. Rzeźnicy w fartuchach dzielili mięso, a zaledwie kawek dalej można było kupić także ryby, węgorze, śledzie, a nawet żywe raki trzymane w beczkach z wodą. To był świat, który miał swój własny zapach, swój własny gwar i swój własny porządek.
Sopocki rynek nie był wyłącznie przestrzenią handlu. Był też ważnym miejscem społecznym. Wspomnienia mieszkańców pokazują, że dla wielu osób przybyłych do Sopotu po 1945 roku z Kresów i innych części Polski targowisko stawało się czymś swojskim w obcym jeszcze mieście. Było namiastką dawnych obyczajów i atmosfery utraconego świata.
Rynek miał też swój lokalny koloryt. Stała przy nim jedyna w okolicy budka telefoniczna, niemal zawsze chętnie wykorzystywana przez mieszkańców. Były też charakterystyczne postacie, o których pamiętano latami.

Po wojnie handel stopniowo przejmowało państwo, a prywatni sprzedawcy mieli trudności z zaopatrzeniem. Wielu z nich kupowało towary właśnie na sopockim targowisku, w miejscu, gdzie później stanęła Billa, następnie Elea, Alma, a obecnie Aldi. Funkcjonowała tam przeszklona hala ze stoiskami spożywczymi, tekstylnymi i rybnymi.
W rzeczywistości żywności wydawanej na kartki i niedoborów rynek był więc miejscem, gdzie można było zdobyć więcej niż w oficjalnym obiegu. To właśnie tam trafiały produkty od rolników, mięso z prywatnej hodowli czy towary, których na sklepowych półkach po prostu brakowało.
Pod koniec lat 80. i na początku 90. rynek wszedł w nowy etap. Sopocki rynek przy Sikorskiego i 1 Maja nadal żył, ale jego czas powoli dobiegał końca. Ostatecznie w grudniu 1991 roku targowisko w centrum zostało zlikwidowane. Handel przeniósł się na w rejon ul. Polnej, na teren po dawnym klubie Non Stop. Tam narodził się dzisiejszy Sopocki Rynek Non-Stop, który przejął wieloletnią tradycję sopockich dni targowych.
Dawnego rynku między 1 Maja a Sikorskiego już nie ma. Nie ma furmanek, mleka z kanki, gazet służących za papier do zawijania ani tłumu ustawiającego się od świtu po towar. Zostały jednak fotografie i wspomnienia, które pokazują, że było to miejsce absolutnie wyjątkowe.
Źródła:
::news{"type":"see-also","item":"35751"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz