Niedawno minęły dwa lata od ostatnich wyborów samorządowych. To czas refleksji nad tym, co udało się osiągnąć, a co wciąż stanowi wyzwanie dla sopockiego samorządu. O bilans dotychczasowych działań, kondycję miasta oraz pomysły na aktywizację Sopocian zapytaliśmy Pawła Petkowskiego, radnego Sopotu z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.
Przemysław Szczygieł: Niedawno minęły dwa lata od ostatnich wyborów samorządowych. Jak mógłby Pan podsumować ten czas?
Paweł Petkowski: Panie redaktorze, podsumowując dwa lata obecnej kadencji Rady Miasta, z dumą patrzę na aktywność wszystkich radnych Prawa i Sprawiedliwości. Złożyliśmy najwięcej interpelacji oraz zapytań, a także przedstawiamy najwięcej merytorycznych i kreatywnych projektów uchwał w historii sopockiej Rady. Jesteśmy aktywni w wielu obszarach, dlatego uważam ten okres za bardzo udany. W moim przekonaniu radny powinien być blisko ludzi i ich spraw, i my te standardy spełniamy. Co do aktywności pozostałych radnych, mam pewne wątpliwości.
Z czego jako radny jest Pan najbardziej zadowolony, a co okazało się największym rozczarowaniem?
Moim największym rozczarowaniem jest fakt, że władze miasta całkowicie odrzucają nasze propozycje, nawet te, które wysuwamy ponad podziałami politycznymi. Chcemy, aby demokracja była bliżej mieszkańców, by mieli oni realny wpływ na swoje bezpośrednie otoczenie. Niestety, władze pozostają głuche na ten głos, nad czym ubolewam, choć nie przestaniemy próbować tego zmienić.
Niepokoi mnie również postawa pani prezydent. Uważam, że nie jest ona blisko mieszkańców i doprowadza do nadmiernego zadłużania miasta. Sopot obecnie „dryfuje” i znajduje się w trudnym stanie – biznesy się wycofują, a brakuje strategii, by ten trend odwrócić. Dodatkowo zmagamy się z katastrofą demograficzną, będąc pod tym względem w czołówce kraju. Miasto nie przedstawiło dotąd żadnego skutecznego programu budującego przyszłość dla młodych ludzi czy tworzącego przyjazną przestrzeń dla przedsiębiorców.
Gdyby miał Pan wskazać jeden aspekt działania władz miasta, który warto by było zmienić, by poprawić jakość pracy samorządu, co by to było?
Władze Sopotu bezrefleksyjnie zadłużają na lata nasze miasto poprzez chybione inwestycje, które nigdy się nie spłacą. Chciałbym, aby mieszkańcy byli bardziej świadomi konsekwencji złej polityki, którą widać dookoła gołym okiem.
Dodatkowo chciałbym też zwiększyć zaangażowanie mieszkańców w prace Rady Miasta. Obecnie bardzo mało osób uczestniczy w sesjach czy komisjach. Wynika to z faktu, że wielu Sopocian oddaje głos raz na pięć lat, ufając, że miasto samo będzie szło w dobrym kierunku. Tak się jednak nie dzieje; głos mieszkańców jest niezbędny.
Jako radni PiS staramy się aktywizować ludzi, by trzeźwo patrzyli na lokalne sprawy i angażowali się w życie swoich „małych ojczyzn”. Niską frekwencję mieszkańców na obradach uważam za porażkę sopockiego samorządu. Władzom najwyraźniej nie zależy na zapraszaniu obywateli do współdecydowania. Nie zgadzam się z postawą, którą czasem słychać ze strony radnych prezydent Magdaleny Czarzyńskiej-Jachim, że mandat wyborczy daje prawo do decydowania bez konsultacji przez całe pięć lat. To podejście oddala nas od prawdziwej demokracji.
Jakie mechanizmy włączania mieszkańców we współdecydowanie o mieście uważa Pan za najskuteczniejsze?
Przez ostatnie dwa lata zgłaszaliśmy mnóstwo propozycji dotyczących konsultacji społecznych, bo chcemy pytać mieszkańców o strategiczne decyzje. Uważam, że przy kontrowersyjnych wydatkach, jak choćby 27 mln zł na odbudowę Zatoki Sztuki (Mamuszki 14) czy 60 mln zł na Operę Leśną w tak niepewnej sytuacji geopolitycznej, powinniśmy zapytać Sopocian, czy to są dla nich priorytety, czy może są inne, pilniejsze potrzeby. Najsmutniejsze jest to, że władze miasta po prostu nie wyrażają zgody na przeprowadzenie takich konsultacji.
Czy mieszkańcy sami zwracają się do Pana ze swoimi problemami?
Tak, mam kontakt z mieszkańcami codziennie. Spektrum spraw jest szerokie, od problemów indywidualnych, w których staram się pomagać, po kwestie ogólnomiejskie. Każdy Sopocianin, niezależnie od swoich preferencji politycznych, może liczyć na naszą pomoc. Jako mieszkaniec z ponad 40-letnim stażem doskonale rozumiem specyfikę różnych części miasta, czy to dolnego tarasu, Brodwina czy Przylesia. Do każdego problemu podchodzę indywidualnie.
To Pana druga kadencja. Jak praca w samorządzie wpłynęła na Pana jako człowieka?
Na pewno kluczowe było dla mnie jeszcze większe zbliżenie się do mieszkańców. Przez te lata znacznie pogłębiłem swoją wiedzę o funkcjonowaniu miasta. Niestety, nie są to wnioski optymistyczne. Widzę brak strategii odbudowy prestiżu Sopotu i ryzyko, że stanie się on jedynie sezonowym miasteczkiem. Ostatnio byłem w Krynicy Morskiej, która poza sezonem zupełnie „śpi”. Tam nawet sklepy są pozamykane. Nie chciałbym, aby Sopot poszedł w tym kierunku. To piękne miejsce, które od lat jest po prostu źle zarządzane.
Czy na zakończenie naszej rozmowy chciałby Pan przekazać coś jeszcze mieszkańcom?
Bardzo bym chciał, aby mieszkańcy w swoich ocenach nie opierali się wyłącznie na emocjach politycznych, ale na racjonalnym spojrzeniu na aktywność radnych. Warto samodzielnie wyciągnąć wnioski: kto działa aktywnie w imieniu mieszkańców, a kto pod dyktando linii rządzącej partii. Bardzo liczę na przebudzenie i aktywność Sopocian bo Sopot to nasz wspólny dom. Radni Prawa i Sprawiedliwości pozostają otwarci na Państwa kontakt i sugestie.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.
::news{"type":"see-also","item":"40394"}
::news{"type":"see-also","item":"40364"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz