Siedzisz w kawiarni. Widzisz ludzi przy stolikach, kelnera w biegu, zamówienia na wynos. Myślisz sobie: „Fajnie tu żyją. Gastro ma się dobrze”. I to bardzo naturalne wrażenie. Problem w tym, że to tylko fragment obrazu - taki, który widać z poziomu stolika.
A teraz spróbujmy spojrzeć na Gdańsk trochę inaczej. Przez liczby. Ale spokojnie, nie będzie tu excela ani wykresów.
W 2024 roku w Gdańsku działały 2 440 restauracje, bary, kawiarnie i inne lokale gastronomiczne (i nie ma w tej licznie restauracji hotelowych). Miasto ma niecałe 490 tysięcy mieszkańców. Co to oznacza w praktyce? Że statystycznie jeden lokal przypada na około 200 osób. To bardzo gęsto. Gęściej, niż większość ludzi sobie wyobraża.
Co ciekawe, mimo że słyszymy coraz więcej o zamknięciach i problemach finansowych, liczba lokali wcale dramatycznie nie spada. Wręcz przeciwnie - bardzo często jedno zamknięcie jest niemal natychmiast zastępowane nowym otwarciem. Rynek już jest przepełniony, a mimo to dalej się rozrasta.

Gdyby cały ten ruch miał „unieść się” wyłącznie na mieszkańcach Gdańska, każdy z nich musiałby jeść na mieście około 15 razy w miesiącu. Praktycznie co drugi dzień. I wydać na to ponad 1 300 zł miesięcznie. Mówimy tu również o dzieciach, seniorach i osobach, które jadają na mieście sporadycznie. To już nie brzmi jak codzienność. To brzmi jak matematyka, która zaczyna się rozjeżdżać.
Turystyka łagodzi problem. Nie rozwiązuje go.
Bo z zewnątrz wszystko wygląda normalnie. A pod spodem zaczyna się robić bardzo ciasno. Lokali jest więcej, niż rynek jest w stanie regularnie utrzymać. To nie kwestia tego, czy jedzenie jest dobre, czy lokal jest „ładny”. To kwestia skali.
Mamy dziś w gastronomii coś, co coraz częściej nazywa się bańką. A gdy bańki pękają, nie pękają tylko biznesy. Pękają marzenia, oszczędności i lata pracy ludzi, których często mijamy, wchodząc „tylko na kawę”. Dlatego, następnym razem, gdy będziesz się zastanawiać, czy wyjść do swojej ulubionej restauracji - może warto to zrobić. Niezależnie od miasta. Dla Ciebie to kolacja. Dla kogoś po drugiej stronie baru może to być bardzo potrzebny oddech.
Źródło danych: GUS / REGON (PKD 56 – aktywne podmioty), Raport o stanie miasta Gdańska.

Autorka artykułu:
Edyta Okroj-Wierzbicka – CEO Akademii Gastronomii
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz