Marcowe podwyżki cen biletów kolejowych na Pomorzu wywołały szeroką dyskusję wśród mieszkańców Trójmiasta. Najbardziej odczuwalne są wzrosty cen biletów miesięcznych, z których korzystają osoby codziennie dojeżdżające do pracy, szkół i uczelni, oraz biletów jednorazowych na krótkich odcinkach. Czy droższe przejazdy SKM mogą wpłynąć na transport w Sopocie? Czy miasto ma narzędzia, by zachęcić mieszkańców do komunikacji publicznej mimo rosnących cen?
O tym rozmawiamy z Barbarą Brzezicką, radną Sopotu, pracownicą Uniwersytetu Gdańskiego, od lat zaangażowaną w działalność społeczną i polityczną. Była uczestniczką protestów w obronie praw kobiet oraz działań klimatycznych. W wyborach samorządowych w 2024 roku zdobyła mandat radnej, jest również współzałożycielką pomorskiego okręgu partii Razem.
::news{"type":"see-also","item":"39905"}
_______
Przemysław Szczygieł: Może zacznijmy od podstawowego pytania – co Pani sądzi o podwyżkach cen biletów kolejowych na Pomorzu?
Barbara Brzezicka: Myślę, że to jest bardzo zła zmiana, szczególnie dla mieszkańców, bo przede wszystkim podrożały bilety miesięczne. Średnio jest to wzrost cen o około 17 procent, a na najkrótszych odcinkach nawet 25 procent więcej. To są już duże kwoty przy biletach, które powinny nas odciążać i zachęcać do korzystania z transportu publicznego.
SKM powinna być połączona z komunikacją miejską. Wiemy, że ustawa metropolitalna na to pozwoli. Tymczasem dziś poruszamy się pociągami w obrębie miasta właściwie tak, jak w Warszawie metrem, ale trzeba za taki przejazd zapłacić nawet 7 zł. W żadnym innym mieście w Polsce nie ma takiej ceny za przejazd w granicach miasta.
Przejazd między stacjami Sopot i Sopot Kamienny Potok trwa przecież zaledwie około dwóch minut.
No właśnie. To jest absurdalne. W wielu miastach za przejazd trwający 15–20 minut płaci się około 3–4 zł. U nas za kilka minut jazdy wychodzi nawet dwa razy więcej.
W efekcie ludzie zaczynają liczyć koszty. Kiedy trzeba kupić osobno bilet na kolej i osobno na autobus, okazuje się, że wiele osób wybiera samochód, mimo że wolałoby korzystać z komunikacji publicznej. To wygodniejsze, bardziej ekologiczne i nie stoi się w korkach. Ale jeśli ceny biletów są wysokie, to rachunek ekonomiczny często jest inny.
Czy Sopot ma jakiekolwiek narzędzia działania, żeby wpłynąć na tę trudną sytuację komunikacyjną?
Transport to nie tylko kolej. W ostatnim czasie apelowałam do pani prezydentki o rozwiązanie, o które zabiegają sopoccy rodzice. Chodzi o to, żeby oprócz darmowych przejazdów autobusami dla dzieci wprowadzić także możliwość przejazdu z dzieckiem dla opiekuna, na przykład mamy, taty czy babci, na tej samej Karcie Sopockiej.
To byłoby realne wsparcie dla rodzin. Dzięki temu na przykład rodzina 2+2 mogłaby pojechać autobusem na plażę albo wrócić z niej do Górnego Sopotu czy na Brodwino bez dodatkowych kosztów. To mogłoby zachęcić mieszkańców, żeby zostawić samochód, szczególnie że równolegle wprowadzamy politykę parkingową i opłaty za parkowanie w weekendy.
Wydaje mi się, że taki ukłon w stronę mieszkańców, zwłaszcza rodzin, byłby bardzo potrzebny. To jest coś, co jako miasto możemy zrobić. Bo wiele innych decyzji zapada niestety na poziomie metropolii.

To prawda, ale mimo wszystko miasto ma jednak niewielkie udziały w SKM. Może w związku z tym sopoccy samorządowcy powinny bardziej zaangażować się w całą sprawę?
Uważam, że władze całego Trójmiasta powinny zabrać w tej sprawie głos.
Mieszkamy w Trójmieście i na co dzień korzystamy z całej aglomeracji. Jeździmy do pracy, do szkół, na zakupy, czy do urzędów w Gdańsku czy Gdyni. SKM jest najszybszym środkiem transportu i powinna być dostępna. Tymczasem przy obecnych cenach biletów miesięcznych wiele osób dochodzi do wniosku, że jeśli nie jeździ codziennie, to taki bilet po prostu przestaje się opłacać.
Dlaczego w Warszawie tania komunikacja publiczna jest możliwa, a w Trójmieście nie?
Warszawa przeznacza ogromne środki na komunikację. To jest świadoma decyzja polityczna. Transport publiczny nigdy nie utrzymuje się z samych biletów. To inwestycja miasta w mniejsze korki, czystsze powietrze i wygodę mieszkańców.
Oczywiście Warszawa jest bogatsza, ale można spojrzeć na Wrocław. Tam bilet piętnastominutowy kosztuje około 3,20 zł, czyli mniej niż w Warszawie. Nie trzeba więc być stolicą, żeby mieć tańsze bilety. W Trójmieście bardzo brakuje takich 15- czy 20-minutowych biletów i apelowałam o ich wprowadzenie na forum MZK ZG, gdzie jako radna reprezentuję Sopot. Niestety, póki co bezskutecznie.
Jeśli chcemy mieć dostępny transport publiczny, to miasta muszą do niego dopłacać. Tak działa polityka transportowa.

Tak, i to bardzo. Jeśli chcemy ograniczać ruch samochodów i dbać o czyste powietrze w uzdrowisku, to transport publiczny powinien być łatwo dostępny i przystępny cenowo.
To jest koniec końców tragiczne dla Sopotu. W efekcie zniechęcamy do korzystania z naszego pięknego kurortu. Bo tak, ceny paliw poszły w górę przez atak Trumpa na Iran, więc samochodem jest drogo. Dodatkowo mamy opłaty za parkowanie, które co do zasady są słuszne, ale powinny łączyć się ze wspieraniem transportu publicznego i z tanim dostępnym transportem.
Tymczasem dzieje się coś odwrotnego. Z jednej strony rosną opłaty za parkowanie, co jest zrozumiałe, ale z drugiej strony rosną też ceny biletów kolejowych, które stają się niemal zaporowe.
Już wcześniej było widać, że wiele osób korzysta z autobusów jadących wzdłuż linii kolejowej, bo są tańsze. Przykładem jest linia S – często bardzo zatłoczona. Ludzie wybierają wolniejszą trasę tylko dlatego, że jest tańsza. Teraz może być podobnie, a przecież pociąg jest szybszy i bardziej ekologiczny.
Jak ocenia Pani ostatnie zmiany w siatce autobusowej: likwidację starej trasy linii 122 i wprowadzenie linii 177?
My jako radni postulowaliśmy faktycznie od dawna, żeby jakiś autobus z Sopotu jeździł bezpośrednio do szpitala na Zaspę, gdzie często mamy bliskich czy jeździmy na badania. To jest szpital, który obsługuje naszych mieszkańców, więc taki postulat był. Natomiast nie chodziło o przeniesienie linii prowadzącej na lotnisko do szpitala.
Wiem, że bardzo wiele osób z tej linii korzystało. I teraz w ankiecie, która będzie przeprowadzana, jest takie pytanie, czy przywrócić dawną trasę. Zabiegaliśmy też o to jako radni, żeby to nie był właśnie wybór „albo–albo”, bo uważamy, że obie te rzeczy są potrzebne i mieszkańcy powinni móc dotrzeć i do szpitala, i na lotnisko, do IKEI, do centrum handlowego, do szpitala na Srebrzysku czy na cmentarz.
Mam też wrażenie, że szczególnie poszkodowani są mieszkańcy Świemirowa i okolic, którzy mają dziś trudniejszy powrót z Dolnego Sopotu. Mieszkańcy wypowiedzą się jeszcze na ten temat w ankiecie. Mam nadzieję, że zrobimy tak, żeby było dobrze i żeby właśnie żadna dzielnica nie była poszkodowana.

A czy Pani, jako radna oraz działaczka pomorskiego Razem, planuje jakieś działania w sprawie tych podwyżek komunikacyjnych w najbliższym czasie?
Tak. Jako Razem będziemy zachęcać do podpisywania petycji i nagłaśniać temat. Ale potrzebne są też zmiany systemowe.
Po pierwsze – ustawa metropolitalna. Ona wciąż czeka na uchwalenie, a jest bardzo potrzebna. Po drugie – integracja transportu. Dziś system biletowy jest bardzo skomplikowany. Gubią się w nim turyści, gubią się też mieszkańcy.
Zdarza się, że trzeba kupować bilety w dwóch częściach albo trudno ustalić, który bilet będzie właściwy. To nie powinno tak wyglądać.
::news{"type":"see-also","item":"40145"}
Jak ocenia Pani system ulg w komunikacji?
On jest bardzo nieczytelny i czasem niesprawiedliwy. Docierały do nas głosy mieszkańców dotyczące na przykład osób z niepełnosprawnościami. Dla mnie absurdem jest sytuacja, w której wsparcie zależy od wieku, choć sytuacja zdrowotna się nie zmienia.
Podobnie jest z innymi ulgami. Nie wszyscy wiedzą, że dzieci z Kartą Sopocką mogą za darmo jeździć po całej sieci gdyńskiej, ale w Gdańsku już tylko na liniach łączących Gdańsk z Sopotem. To pokazuje, jak skomplikowany jest ten system.
Na koniec – czy jest coś, co Pani zdaniem szczególnie powinno wybrzmieć w tej dyskusji?
Po pierwsze: Sopot powinien zabiegać o niższe ceny biletów SKM, bo te podwyżki są sprzeczne z polityką uzdrowiskową miasta. Jeśli kolej będzie droga, więcej osób wybierze samochód, a większy tranzyt przez Sopot, to więcej spalin, które wdychają mieszkańcy i odwiedzający nas goście
Po drugie: jako miasto powinniśmy wspierać różne grupy mieszkańców. Rodziny z dziećmi, ale być może także emerytów, którzy nie mają jeszcze 70 lat i nie mogą korzystać z darmowych przejazdów.
To są działania, które możemy podejmować lokalnie, żeby zachęcać mieszkańców do korzystania z komunikacji publicznej.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
::news{"type":"see-also","item":"39959"}
0 0
To bardzo odkrywcza myśl.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz