Są w Sopocie miejsca, które działają jak magnes. Jednym z nich stał się świetlny napis „❤ Sopot” w okolicy kościoła garnizonowego. Ktoś robi zdjęcie, ktoś nagrywa rolkę, ktoś przystaje, żeby w kadrze złapać i serce, i literki, i atmosferę miasta. I tu pojawia się pytanie, które wraca jak bumerang: czy Sopot powinien mieć swój całoroczny, stały symbol promocyjny, ale w niekoniecznie świątecznej formie?
Bo choć molo, Monciak, plaża i Opera Leśna promują kurort od dekad, świat się zmienił. Dziś miasto żyje nie tylko w folderach, ale też w Instagramie, TikToku i relacjach turystów, którzy w sekundę potrafią zrobić z Sopotu „trend” albo… ominąć go w sieci bez śladu.
W ubiegłym roku na naszych łamach zapytaliśmy wprost: czy dekoracja „❤ Sopot” powinna być eksponowana przez cały rok? Wyniki są jednoznaczne, choć pokazują też wyraźny podział.

W sumie 69% uczestników ankiety zagłosowało za obecnością napisu w przestrzeni miejskiej przez cały rok (w tej lub zmienionej formule), a 31% – „przeciw”. To nie jest niszowy temat. To dyskusja o tym, jakim miastem chce być Sopot w przestrzeni publicznej.

Wielu czytelników zwraca uwagę, że w Polsce takie symbole stały się standardem. Duże napisy i instalacje działają jak punkt obowiązkowy do zdjęcia, do spotkania, do oznaczenia lokalizacji. W Sopocie podobną rolę spełniał dotąd właśnie sezonowy „I ♥ SOPOT” – efektowny, ale jednak „świąteczny”, kojarzony z zimą. Co więcej, jak pamiętamy, zostawał już po sezonie na dłużej, bo mieszkańcy i turyści zwyczajnie go lubili. Problem w tym, że to nadal symbol okazjonalny: raz jest, raz go nie ma.
I tu dochodzimy do sedna. Skoro napis działa, skoro ludzie go chcą, skoro tworzy punkt zdjęciowy z prawdziwego zdarzenia, to czy nie lepiej zrobić coś trwałego, zaprojektowanego na lata, a nie sezonową dekorację?

Wśród argumentów „za” warto wymienić chociażby następujące trzy. Po pierwsze, to czytelna wizytówka miasta, coś, co od razu mówi „to jest Sopot”. Po drugie, to charakterystyczny punkt do zdjęć i orientacji w terenie. Po trzecie, promocja, która „dzieje się sama”, bo treści robią mieszkańcy i turyści. To ważne, bo taki napis nie promuje Sopotu tylko w sezonie. On promuje go każdego dnia, kiedy ktoś wrzuci zdjęcie: z weekendu, spaceru, wyjazdu, wizyty u rodziny. Bez budżetów reklamowych, bez kampanii, bez banerów.
Z drugiej strony w komentarzach internautów powraca wątek: najpierw miasto, potem ozdobniki. I to jest argument, którego nie da się zbyć. Bo część mieszkańców patrzy na takie instalacje jak na „ładny gadżet do zdjęć”, a nie realną potrzebę. Do tego dochodzi kwestia stylu, bo obecne „❤ Sopot” jest urocze, ale jednak wyraźnie świąteczne.
Czy całoroczny napis to rzeczywiście symbol, który mógłby stać się ikoną kurortu? Czy może raczej modny gadżet, który za kilka sezonów by się opatrzył, a później byłby tylko kolejnym elementem do utrzymania i napraw? Czy Sopot potrzebuje własnego znaku rozpoznawczego, który będzie działał cały rok, czy wystarczą nam molo, Monciak i nadmorski klimat? A jeśli napis – to jaki: podświetlany, minimalistyczny, elegancki, a może artystyczny? Czy powinien nawiązywać do morza, secesji, uzdrowiskowej tradycji, a może do współczesnego Sopotu?
Czy w ogóle chcemy, żeby Sopot szedł drogą innych miast z wielkimi literami i serduszkami, czy raczej powinien stworzyć coś oryginalnego, co nie wygląda jak „kopiuj-wklej” z innych kurortów? I wreszcie: gdzie taki symbol miałby stanąć, by był dostępny dla turystów, ale nie przeszkadzał mieszkańcom? Czy powinien być w samym centrum, czy może w spokojniejszej przestrzeni? A może wystarczyłoby zostawić obecny napis nie tylko na zimę?
[ZT]38497[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz