Po ponad trzech latach w drodze Aleksandra i Marcin Górscy wrócili do Polski z wyprawy rowerowej dookoła świata. Pokonali setki tysięcy metrów przewyższeń, spali setki razy pod namiotem, korzystali z gościnności ludzi z różnych kontynentów i udowodnili, że największe podróże zaczynają się od decyzji, by przestać odkładać marzenia na później.
To była podróż, której nie da się zamknąć w kilku zdjęciach z egzotycznych miejsc. Aleksandra i Marcin Górscy przez ponad trzy lata przemierzali świat rowerami, mierząc się z pogodą, zmęczeniem, formalnościami, ograniczonym budżetem i codziennością, która w drodze wygląda zupełnie inaczej niż w domu.
Według informacji przekazanych PAP, para pokonała łącznie 494 tysiące metrów przewyższeń. To tyle, jakby 56 razy wjechać na Mount Everest. Najwyższy punkt, na który dotarli rowerami, znajdował się na wysokości 4818 metrów nad poziomem morza.
W trakcie wyprawy podróżnicy nocowali pod namiotem 487 razy. Nie zawsze jednak byli zdani wyłącznie na siebie. Skorzystali także z gościnności 135 różnych gospodarzy, którzy otwierali przed nimi swoje domy, podwórka i codzienne życie.
Budżet wyprawy był mocno ograniczony. Aleksandra i Marcin podkreślają, że stawiali przede wszystkim na niezależność. Jak podsumowali w rozmowie z PAP, na jedzenie i noclegi wydali ostatecznie tylko 45 procent całego budżetu. Dzienny koszt wyniósł około 31 zł na osobę.
Największym finansowym obciążeniem nie były codzienne wydatki, lecz wizy oraz loty międzykontynentalne. Ważną rolę odegrała też społeczność internetowa, która wspierała podróżników między innymi poprzez tzw. wirtualne kawy.
Jednym z najmocniejszych doświadczeń tej wyprawy okazały się spotkania z ludźmi. Górscy szczególnie ciepło wspominają Iran. Jak relacjonowali, każdego dnia byli tam zatrzymywani na drodze i pytani, czy mają gdzie spać.
Nie brakowało też sytuacji, które z perspektywy bezpieczeństwa mogły budzić napięcie. W pakistańskim Beludżystanie para poruszała się pod opieką służb mundurowych. Podróżnicy wspominali, że eskorta uważnie obserwowała każdy krzak przy drodze. Mimo to nie odczuli tam bezpośredniego zagrożenia.
Za jeden z najtrudniejszych etapów wyprawy Aleksandra i Marcin uznali końcówkę trasy w Ameryce Południowej. Szczególnie zawiódł ich odcinek od lodowca Perito Moreno, gdzie było płasko, zimno, deszczowo i bardzo wietrznie. Jak przyznali, w tym momencie napędzała ich już przede wszystkim myśl o dotarciu do Ushuaia, nazywanego często końcem świata. To właśnie takie fragmenty podróży najlepiej pokazują, że wyprawa dookoła globu nie składa się wyłącznie z zachwytów. Czasem trzeba po prostu jechać dalej.
Ponad trzy lata wspólnej podróży to także test relacji. Pytani przez PAP o trudy nieustannego przebywania razem, podróżnicy wskazali na wzajemne zrozumienie. Przyznali, że kłótnie i różnice zdań pojawiały się najczęściej wtedy, gdy byli głodni albo bardzo zmęczeni.
Jednocześnie sama jazda dawała im przestrzeń dla siebie. Jak tłumaczyli, podczas pedałowania rzadko zdarzały się warunki do swobodnej rozmowy, więc każdy miał także własny czas na myśli, emocje i odpoczynek od ciągłego dialogu.
Po powrocie do kraju Aleksandra i Marcin mierzą się z kolejnym wyzwaniem: codziennością. Aleksandra, z zawodu nauczycielka przedszkola, wraca do swojej profesji. Marcin, wcześniej związany z bankowością elektroniczną, szuka nowego miejsca zawodowego.
Podróżnicy nie ukrywają, że jednym z najtrudniejszych elementów całej decyzji było odejście z pracy, w której się spełniali. Teraz normalne życie traktują jako następną nieznaną trasę. Tyle że zamiast mapy świata jest praca, mieszkanie, plany i pytanie: co dalej?
Historia Aleksandry i Marcina Górskich jest opowieścią o podróży, ale też o autentyczności. Para przekonuje, że właśnie prawdziwość była jednym z powodów, dla których ich wyprawa przyciągnęła uwagę internautów.
Podsumowując swoje doświadczenia, zachęcają innych, by nie nakładali sobie ograniczeń i nie bali się realizacji marzeń. Nie wykluczają również kolejnych projektów. Jak stwierdzili, najlepsza wyprawa byłaby taka, z której nie trzeba byłoby już wracać do normalnego życia i pracy na etacie.
Górscy przypomnieli także, że pierwszą polską parą, która objechała świat rowerem, byli Adela Tarkowska i Krzysztof Józefowski. Dokonali tego w latach 2010–2019.
Źródło: PAP / Piotr Mirowicz
::news{"type":"see-also","item":"43259"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Czy strzelnica powinna działać obok osiedli?
Konstytucyjne prawo do korzystania ze swojej własności i życia bez hałasu. Jak chcecie się przekrzykiwać na *%#)!& argumenty, to ilu właścicieli nie może korzystać ze swoich praw? 1 dzierżawca strzelnicy, kontra kilkuset właścicieli innych nieruchomości. Pytanie jest inne, czy decyzja o zezwoleniu na działalnie strzelnicy na działce sąsiadującej z Rezerwatem Przyrody została w ogóle wydana legalnie? A co do huku, to nie można pójść na spacer w okolicy z psem bo dla zwierząt huk jest tak dojmujący, że wyrywają się żeby uciekać. Niewątpliwie z Rezerwatu wypłoszono wszystko co żyło. Tak wiem, bierzcie i czyńcie sobie ziemię poddaną..., moja jest mojszość itd. A wplątywanie w temat patriotyzmu to już wyjątkowe sk----syństwo...bo przecież nie o to chodzi. A chodzi o pieniądze.
Greg
09:51, 2026-06-16
Jak internauci widzą przyszłość Małego Monciaka?
Po co tam turyści?Wystarczy, ze w sezonie trzeba omijać Monciak bo jest tak tłoczno. I zaśmiecanie przestrzeni parasolkami i innymi dzieactwamo wymyślonym przez AI kompletnie niepotrzebna.
M
09:47, 2026-06-16
Zakaz najmu krótkoterminowego będzie możliwy?
Oby... ale znając naszą władzę - "ee dobra, w przyszłym roku". *przyszły rok* - "Nie no teraz to nie, panie, czerwiec już. No to za rok...". I tyle będzie w temacie.
Mieszkaniec
07:45, 2026-06-16
Jak internauci widzą przyszłość Małego Monciaka?
Rabaty ogrodowe, kwiaty, krzewy oraz girlandy świetlne i parę secesyjnych ławeczek jak najbardziej na tak, a zdecydowanie na nie - jakieś instalacje artystyczne typu parasolki z mewami i inne potworki co będą kosztować z 200-300 tys.
Duży Monciak
19:43, 2026-06-15