Zamknij

"Przyjechałem do Sopotu późną jesienią 1945 roku. Smutno było w tym mieście" - wspomnienia

13:42, 03.11.2019 | J.F
REKLAMA

Zapiski powstałe w ramach projektu Sopocianie, realizowanego przez Muzeum Sopotu, przy pomocy finansowej Miasta Sopotu i dofinansowaniom ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach Programu Patriotyzm Jutra. Fragment wspomnień Bogdana Trzeciaka przybliża losy mieszkańców Sopotu w pierwszych powojennych latach

Bogdan Trzeciak - kim był, kiedy i w jakich okolicznościach zamieszkał w Sopocie?

Przyjechałem do Sopotu późną jesienią 1945 roku. Smutno było w tym mieście, źle, drzewa bez liści, długo nie mogłem się odnaleźć, bo to nie był mój dom. To nie była Brzozowica. Pamiętam, że na peronie była ciągle jeszcze tablica Zoppot i to właśnie, ta tablica, jest moim pierwszym wspomnieniem z tego miasta. Ciężko było się przyzwyczaić. Ojciec przyjechał w 1945 roku, dostał rozkaz wyjazdu do Sopotu celem objęcia leśnictwa. To było leśnictwo Gręzowo (obecnie Leśna Polana). Ojciec ukończył przed wojną Szkołę Leśną w Białokrynicy. Las trzeba było rozminować. Zamieszkaliśmy pod lasem, na ulicy 23 Marca pod numerem 74. Mieszkanie było zrujnowane, przewody powyrywane ze ścian, szyby żadnej, dach przeciekał. Nie było mebli, wszystko wyszabrowano. Zresztą mieliśmy swoje meble. Mama pozostała w domu. Pomagała ojcu w leśnictwie i prowadziła domowe lekcje dla uczniów.

rok 1946/47  Eufozyna i Edward Trzeciakowie, rodzice Bogdana/ Sopot

Nie miałem zbyt wielu kolegów. Ze względu na pracę ojca, który zarządzał wielkim państwowym majątkiem, za który się odpowiada, ludzie, w tym i moi koledzy, od nas stronili, nie rozumieli, że to wielka odpowiedzialność Chodziłem do szkoły, w której obecnie mieści się II LO. Tam dyrektorem był pan Wąsiewski. Pan Kowalewski był wychowawcą, zresztą świetnym nauczycielem. Prosto ze szkoły wracałem do domu.
Chodziło się do lasu na grzyby, do leśniczówki. Na początku brakowało jedzenia. Obsiewało się pole. Jak dostał ojciec parę koni z UNRRA zrobiło się łatwiej.
Na początku pensje wypłacali śledziami. Nawet takie powiedzenie: mama ze swoją wychowanką ułożyły: O śledziu, ty pociecho nasza. Tylko śledzie były do jedzenia, jeśli chodzi o coś treściwego.
Na sankach później jeździłem do sklepu, po chleb, po kiełbasę. Sklep mieścił się na rogu 23 Marca i Stalina. Prowadzili ten sklep państwo Drobnikowie, po drugiej stronie po schodkach to był rzeźnik. Tam mieliśmy najbliżej.
Rodzice mieli jakiś znajomych, odwiedzali się, chodzili do Straży Pożarnej na zabawy. Prawdopodobnie zaraz po wojnie w leśnej szopie czasami zatrzymywali się ludzie od Łupaszki. Tam było łóżko i kołdry, można się było przespać. Kiedyś przypadkiem tam wszedłem i widać było, że ktoś nocował.

- fragment wspomnień B. Trzeciaka, źródło: http://sopocianie.muzeumsopotu.pl/relacja/bogdan-trzeciak-relacja

(J.F)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© esopot.pl | Prawa zastrzeżone