Sklep z tkaninami ul. 3 Maja w Sopocie. W okręgu z lewej strony: Maria i Grzegorz Tokarscy. Fot. Magdalena Moll-Szutenberg
Przy ul. 3 Maja 6 w Sopocie bele tkanin stoją wysoko, manekiny w oknie przyciągają turystów, a klienci wracają tu nie tylko po len, jedwab czy kaszmir, ale też po rozmowę, poradę i poczucie, że ktoś naprawdę chce im pomóc. O sklepie, który miał nigdy nie powstać, z Grzegorzem i Marią Tokarskimi rozmawia Magdalena Moll-Szutenberg.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Są takie miejsca, które nie próbują udawać modnych konceptów, a po prostu trwają nieprzerwanie przez dziesięciolecia. Choć na przestrzeni lat zmieniają się ich sąsiedzi i pobliskie witryny, a przyzwyczajenia klientów ulegają kolejnym modom, one zdają się stawiać opór zgubnemu wpływowi czasu. W Sopocie jednym z takich miejsc jest sklep z tkaninami prowadzony przez Marię i Grzegorza Tokarskich.
Wnętrze sklepu robi wrażenie. Bele tkanin są ułożone gęsto, wysoko, niemal od podłogi po sufit. W sklepie można znaleźć szeroki wybór materiałów, w tym również tkaniny inspirowane malarstwem. Jest „Klimt”, są jedwabie ze „Słonecznikami” Van Gogha. Są też sygnowane materiały projektantów.
_______
Magdalena Moll-Szutenberg: Jak to się stało, że trafili Państwo właśnie do tej branży?
Grzegorz Tokarski: Bardzo przypadkowo. Mieliśmy właściwie wyjechać z kraju, spróbować lepszego życia. Zrobiłem nawet kurs na drwala-pilarza, ale ostatecznie firma z nas nie skorzystała i zostaliśmy. Wtedy pojawiła się propozycja współpracy z firmą łódzką, która sprzedawała tkaniny i podszewki. Po krótkim czasie zrezygnowałem ze współpracy z tą firmą i założyłem własny sklep na ul. 3 Maja.
Czyli zamiast lasu tkaniny?
G.T.: Tak wyszło. I tak jesteśmy tutaj ponad 40 lat.
Sklep zawsze był w tym samym miejscu?
G.T.: Najpierw byliśmy pod numerem 12, kawałek dalej. Potem udało się wydzierżawić lokal od spółdzielni Kolejarz i przenieśliśmy się pod numer 6. Ale ulica cały czas ta sama.
Jaki asortyment można dziś u Państwa znaleźć?
G.T.: Na początku chcieliśmy ubierać panie i panów, bo to jest fajne, ale rynek się zmienił. Dziś trzeba szukać takich tkanin, które klient rzeczywiście kupi. Staramy się mieć praktycznie wszystko, po co ktoś może do nas przyjść.
W sklepie są więc bawełny, lny, wiskozy, dzianiny z elastanem, wełny, żakardy, tkaniny zasłonowe, futerka, jedwabie, podszewki, zamki, gumki i dodatki krawieckie. Wszystko po to, by klientka po zakupie materiału mogła od razu dobrać to, czego potrzebuje do uszycia spódnicy, sukienki, żakietu czy płaszcza.

Skąd pochodzą tkaniny?
G.T.: Kiedyś było łatwiej, bo istniały polskie zakłady. Jeździło się do Łodzi, Bielska, Andrychowa, Bielawy. Dziś polskiego przemysłu tkaninowego została śladowa ilość. Mamy jeszcze polskie lny, zdarzają się wełny z Bielska czy Łodzi, ale dużo sprowadzamy z Włoch, Hiszpanii i Portugalii.
Czy przedstawiciele tych zakładów przyjeżdżają do Sopotu?
G.T.: Tak, niekiedy nawet dwa, trzy razy w roku. Przywożą próbniki. Czasem sprawdzamy też coś w internecie. Dogadujemy się trochę po angielsku, a w szczegółach pomaga nam córka, która mieszka w Anglii. Łączymy się przez WhatsAppa i jakoś sobie radzimy.
Czym kierują się Państwo przy wyborze tkanin?
G.T.: Trendy trzeba śledzić, bo Włosi zawsze dyktowali modę i nadal to robią. Bywa tak, że kupimy coś modnego, a u nas ta moda przychodzi dopiero po roku. Klientki muszą to zobaczyć, oswoić się. Dlatego najważniejsze jest słuchać, czego potrzebują.
Co króluje latem?
G.T.: Kiedy lato naprawdę przychodzi, sprzedają się tkaniny mocno nasycone kolorystycznie. Od kilku lat królują naturalne materiały, takie jak len czy bawełna, a niekiedy także materiał sztuczny pochodzenia naturalnego, czyli wiskoza.

To ważne, zwłaszcza dla osób z alergiami.
G.T.: Tak. Mamy bawełny, mamy lny. Na szczęście jeden dobry zakład lniarski w Polsce jeszcze został. Do tego posiłkujemy się lnami włoskimi, bo mają ładniejsze wzory: kwiaty, kraty. U nas częściej robi się gładkie.
Przez tyle lat musiały przydarzyć się Państwu historie, które zostają w pamięci na lata. Czy chcieliby Państwo podzielić się z naszymi czytelnikami taką opowieścią?
G.T.: Kiedyś na przykład był u nas reżyser związany z filmem o Koperniku. Szukał tkaniny do stroju i powiedział, że gdyby wcześniej na nas trafił, to by nas zatrudnił. Zafascynowaliśmy go i materiałem, i obsługą.
Maria Tokarska: A rodzice Kopernika sprzedawali tkaniny. Reżyser powiedział nawet, że pasowalibyśmy jako aktorzy, bo pochodzimy z Torunia.
G.T.: Była też historia z wyjazdem do królowej Anglii. Jedna z Sopocianek jechała do królowej, bo jej syn pracował tam przy koniach. Był koniuszym. Kupiła u nas tkaniny, uszyła strój i nie odróżniała się od angielskich dam.
MMS: A czy zdarzało się, by Państwa materiały trafiały też na scenę?
G.T.: Tak, przez te 40 lat często ubieraliśmy aktorów. Kupują u nas Teatr Wybrzeże, Teatr Miniatura, Opera Bałtycka czy Teatr Gombrowicza. Przyjeżdżają też scenografowie z Polski, bo takich sklepów jest coraz mniej.

Jaka jest Państwa recepta na przetrwanie w tak niszowej branży?
Grzegorz Tokarski: Byłem sportowcem i wiem, że to jest jak trening. Trzeba systematycznie, codziennie po kilka godzin robić swoje. Ja rzadko kiedy nie jestem tu w niedzielę. Wtedy układam półki, modernizuję, porządkuję.
Trzeba powkładać tkaniny na regały, żeby wszystko miało swoje miejsce: bawełna, bawełna z elastanem, jedwabie, wełny, żakardy, dodatki. Inaczej sami byśmy tego nie odnaleźli. A gdy przyjdzie dwóch, trzech klientów naraz, trzeba szybko pokazać, doradzić, zachęcić.
Czy taki układ ma budować atmosferę dawnych składów bławatnych?
Może nie aż tak. Chodzi o to, że towaru nie ma skąd wziąć. Klient, zwłaszcza jeśli szuka tkaniny na płaszcz, marynarkę czy żakiet, musi ją zobaczyć i dotknąć. Dziś dana sztuka jest, a jutro może już się nie powtórzyć.
Czy tkaniny się starzeją?
G.T.: Tkanina to nie chleb. Czasem robimy obniżki na prostsze rzeczy, ale bardziej wyszukane materiały czekają. Może przyjść teatr albo opera z mniejszym budżetem i wtedy obniżymy cenę, żeby mogli skończyć sztukę.
A ile właściwie kosztują u Państwa tkaniny?
G.T.: Najtańsze bawełny są od 19 do 29 zł za metr. Grubsze bawełny od 29 do 59 zł. Jedwabie z Włoch, z dodatkiem 3 proc. elastanu, kosztują 299 zł za metr. Mamy też wełnę kaszmirową po 459 zł.
Co można uszyć z takiego kaszmiru?
G.T.: Przede wszystkim płaszcz. Kiedyś mówiło się dyplomatka, dziś po prostu płaszcz.
Co jest dziś największą siłą tego miejsca?
G.T.: Klienci wracają. Z Polski i z zagranicy. Czasem przychodzą po prostu zobaczyć, czy my jeszcze istniejemy i co mamy nowego. Kupują coś na pamiątkę, z sentymentu. Ludzie kochają Sopot i wracają też do miejsc, które zapamiętali.

Czy sklep da się jeszcze rozwijać?
G.T.: Jesteśmy w mieście turystycznym. Chcielibyśmy, żeby sezon trwał cały rok, ale to niemożliwe. Dokupujemy nowe materiały, staramy się zaskakiwać klientów. Mamy manekiny w oknie, układamy na nich tkaniny, żeby ktoś od razu zobaczył: to może być bluzka, sukienka, spódnica.
A te parasolki przy manekinach?
G.T.: One są też po to, żeby tkaniny mniej płowiały. A przy okazji reklamują parasole, bo je również sprzedajemy.
Czytałam w sieci opinie klientów, którzy często podkreślają atmosferę u Państwa. Mówią, że czują się tu jak w domu.
G.T.: Musimy być mili dla klientek, bo chcemy, żeby wracały. Klientka, która dziś ładnie wygląda, za kilka dni albo za miesiąc znowu będzie chciała mieć coś nowego. Chce być modna, na czasie. Staramy się temu sprostać.
M.T.: Klient jest dla nas bardzo ważny, bo bez niego by nas nie było. Musi przyjść i zostać zaopiekowany. To nie jest z przymusu. My lubimy ludzi i ich szanujemy. Chcemy sprzedać jak najlepiej, żeby klientka wróciła. Często zdarza się, że przychodzą z bombonierkami, czekoladkami i dziękują, że pomogliśmy przygotować je do jakiejś imprezy.

Próbowali Państwo pracować z personelem?
G.T.: Nie. Musimy być sami. Pracownik nie ogarnie klienta tak jak właściciel.
Czy jest plan sukcesji?
Na razie mamy z tym problem. Liczę może na cud. Jedna córka jest w Anglii, druga w Sopocie prowadzi szkółkę jazdy konnej. Na razie nie mamy osoby, która chciałaby to przejąć.
Co powiedzieliby Państwo osobom, które jeszcze nigdy u Państwa nie były?
G.T.: Niektórzy klienci traktują nas wręcz jak muzeum. Przychodzą pooglądać tkaniny, bo w wielu miastach takich sklepów już nie ma. To niszowa branża. Ale u nas można dotknąć materiału, porozmawiać, doradzić się i znaleźć coś, czego może już nigdy nie będzie.
Dziękuję za rozmowę.
_______
Sklep państwa Tokarskich jest czymś więcej niż tylko kolejnym punktem handlowym w Sopocie. To lokalne miejsce pamięci o rzemiośle, tkaninach, szyciu, cierpliwości i relacjach, których nie da się kupić w żadnej sieciówce.
W czasach, gdy wiele zakupów odbywa się szybko, anonimowo i bez rozmowy, Maria i Grzegorz Tokarscy przypominają, że handel ma szansę być także przestrzenią spotkania, a każda bela tkaniny może stać się sukienką na ważną uroczystość, płaszczem na lata, teatralnym kostiumem albo pamiątką z Sopotu.
Sklep działa od poniedziałku do piątku w godzinach od 10.30 do 18.00 oraz w soboty od 10.00 do 13.00. Z jego asortymentem można się zapoznać przy ul. 3 Maja 6 w Sopocie.
Oprac. red. Przemysław Szczygieł
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"30786"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Sopot najlepszy wśród mniejszych miast
Jak mozna tak kłamać i oszukiwać mieszkańców Sopotu??? Jakie bezpieczeństwo jaka stabilizacja dla mieszkańców Sopotu.. Władze Sopotu nie robia ABSOLUTNIE NIC aby pomóc i chronić Sopocian. ZERO. TOTALNE ZERO!!! Pozwalają na wykup całych kamienic pod wynajem, które wcześniej były objęte planem zagospodarowania jako obiekty mieszkalne. A teraz to obiekty hotelarskie (ulokowane pośród budynków mieszkalnych) z całą ich uciążliwością: darcie japy cały dzień i całą noc, pijackie burdy, szczanie/sranie pod ścianami sąsiednich budynków, bo narąbani goście nie zdąża dotyczyć się do "apartamentów", pokojów hotelowych czy hostelu. Ale właściciel przybytku uwagi im nie zwroci przecież, za to osobiście śniadanko do łóżka im przyniesie, żeby dobre noty wystawili na bokingu. Biznes musi sie kręcić i następną kamienice obok przecież trzeba dokończyć wykupywac. Władze Sopotu nic nie robią, nie mają absolutnie żadnej władzy, kontroli i egzekucji nad tym co siętu dzieje.. bo d..y zza biurka nie chce się im ruszyć, żeby przypadkiem ich ktoś nie podsiadł za ich nieudaczność. A wiedzą doskonale co się dzieje w naszym mieście. Bynajmniej tak mówią.. I jak tu mieszkać i żyć w tym naszym najlepszym na świecie Sopocie...???
Siwek
09:27, 2026-05-10
Sopot najdroższym miastem w Polsce? Znamy aktualne ceny
Brodwino sie rozpada. Te bloki maja prawie 50 lat ...
.
09:26, 2026-05-10
Ciemna strona remontów. Mieszkańcy Sopotu na miesiąc...
Nie tylko w 3 gracje stracili dojazd, cala reszta Pulaskiego i Sobieskiego tez, a swoje garaże mamy
Siwek
09:25, 2026-05-10
Ciemna strona remontów. Mieszkańcy Sopotu na miesiąc...
Jaki miesiąc???? Od grudnia nie mogę do domu dojechać swoim autem, a parking mam na mojej dzialce!!! Nic w zamian nie dostałem od miasta, tylko dodatkowe koszty za parkowanie na ulicy, nawet ponad kilometr od domu!
Siwek
09:21, 2026-05-10