Zamknij
REKLAMA

Rydelek - słodki smaki dzieciństwa - cukiernicza tradycja od 1957 r. [foto]

19:38, 02.10.2019 | J.F
REKLAMA

"Rydelek"  to najstarsza cukiernia w Sopocie. Jej założycielem jest Kazimierz Rydelek, który przybył po wojnie do Sopotu i zaczął pracę w fachu cukierniczym. Po kilku latach, razem z Anną Rydelek otworzyli własną działalność w 1957r. - Ciastkarnię Rydelek. Niezmiennie, do dnia dzisiejszego, mieści się na przeciwko dworca PKP, przy ul. Kościuszki 11 A. Znana jest wszystkim sopocianom, a także turystom, którzy lubią tu wracać. Dzisiaj cukiernię prowadzi trzecie pokolenie i działa od 62 lat!

Tradycja to podstawa

Pączki, ptysie, bajaderki, sokoły, lody i wiele innych wyrobów cukierniczych zachwycają podniebienia klientów od lat. Obecnie stosuje się dużo lepsze jakościowo produkty, jednak podstawą są tradycyjne smaki. Rydelek wprowadzał również nowe produkty do swojej oferty, tj, gorąca czekolada w sezonie zimowym czy nowe smaki lodów latem, jednak stali bywalcy domagali się znanych im ciastek. "Tajne" receptury sprzed lat wciąż ich zachwycają i przenoszą w czasy dzieciństwa. 

Kazimierz Rydelek, Grudządź 1939r. 

 Karol Szatybełko (wnuk Kazimierza Rydelka) w wywiadzie w ramach projektu Sopocianie wspomina początki rodzinnego biznesu. 

- Dziadek Kazimierz zawodu uczył się w Grudziądzu – opowiada Karol. – W 1947 r. – jeszcze jako kawaler, z jedną walizką przyjechał do Perły Bałtyku. Annę, Kaszubkę spod Kościerzyny poznał dopiero w Sopocie. Zaczął od pracy w pierwszej otwartej tutaj po wojnie cukierni „Marzewska”, mieściła się przy Grunwaldzkiej 10, tam, gdzie dziś jest Dom pod Wieżą. W „Marzewskiej” pracował przez dziewięć lat, jednocześnie planując uruchomienie własnej działalności. Kiedy bowiem jechał pociągiem z Grudziądza do Sopotu, poznał niejakiego pana Langowskiego. Zaprzyjaźnili się, postanowili założyć spółkę rzemieślników. I tak też zrobili – w 1957 r. wspólnie wybudowali pawilon z cukiernią przy ul. Kościuszki 11 A. Pozwolenie dostali na pięć lat, ale umowę regularnie przedłużano i tak ten skromny budynek wytrzymał ponad 50 lat. 

Torty z kremem russel
Pracowici Rydelkowie świetnie sobie radzili – Kazimierz z jednym uczniem zajmował się produkcją towaru, Anna, choć z zawodu krawcowa z uczennicą zajmowały się sprzedażą. W asortymencie były serniki, jabłeczniki, ciasta drożdżowe (np. placek z kruszonką i rabarbarem), biszkoptowe rolady z galaretką. – Na szczególne okazje królowały torty z kremem russel – powinien być na maśle, ale trudne warunki sprawiały, że zastępowano go margaryną oraz torty marcello – opowiada Karol. – Do tej pory regularnie odwiedzają nas klienci, którzy pamiętają tamte wypieki i dopytują o smaki dzieciństwa. To właśnie dla nich wciąż robimy ptysie, sokoły, ciastka orzechowe czy ciepłe lody. Albo moje ulubione bajaderki.

Podeścik dla córki

Anna (dziś już po 90.) i Kazimierz dochowali się dwóch córek: Kazimiery i Grażyny. Obie dorastały wśród pączków i ciastek francuskich z jabłkiem, ale tylko Kazia, zwana Kają naprawdę pokochała ten świat. Mając ledwie kilka lat pomagała sprzedawać lodyA że była jeszcze maluchem nie sięgającym do lady, Kazimierz zrobił dla niej specjalny podeścik. Gdy dorosła, skończyła studia ekonomiczne, poznała Zbigniewa Szatybełko, pobrali się. – Tata po Wydziale Transportu na Uniwersytecie Gdańskim pracował jako urzędnik. Ale poznał moją mamę, poznał teściów-cukierników i już wiedział, że jest skazany na ciasta – śmieje się Karol. – Zrezygnował z dotychczasowej posady, zrobił dyplom mistrza cukiernictwa i zaczął pracować u teściów. Nie wiem czy ja bym się na taki krok na jego miejscu zdecydował. Miał przecież swój zawód, swoją pracę od 8 do 16, a tu trafił jako kompletny nowicjusz, praca od świtu, również w weekendy. Podziwiam go. 

Kto kupuje słodkości w Rydelku?

„Rydelek” szybko zdobył sobie grono stałych odbiorców. Ale zachodzili tu nie tylko rodowici sopocianie. Niedzielni spacerowicze z innych części Trójmiasta lubili połączyć przechadzkę po molo i monciaku z wizytą w cukierni – kupić sernik czy jabłecznik na wagę, na miejscu zafundować dzieciom po ptysiu. W sezonie liczba klientów rosła niczym drożdżowa baba: turyści, kuracjusze, rodziny na wczasach, ale także gwiazdy ówczesnej estrady przybywające na Festiwal Piosenki z Ireną Santor i Ireną Jarocką na czele.  Na coś słodkiego wpadał tu też słynny Parasolnik, w późniejszych czasach Adam Michnik, Donald Tusk, jego żona Małgorzata, Jacek Karnowski czy Wojciech Rajski, dyrygent i pedagog. 

Cukiernia Rydelek - lata 90.

Z ojca na syna - zmiany po roku 2000 

Dziadek Kazimierz pracował w cukierni do 1990 r. Kiedy przeszedł na emeryturę, firmę przejęło młodsze pokolenie: Kaja i Zbigniew Szatybełko. W 2000 r. wybudowali w tym samym miejscu nową siedzibę cukierni. Zmienili wyposażenie na nowoczesne, dostosowali produkcję i sprzedaż do obecnych wymogów. 
Wśród codziennie pieczonych słodkości, niczym Charlie w Fabryce Czekolady dorastał Karol i jego siostra Agnieszka. – Jestem tym szczęściarzem, który spędził dzieciństwo w cukierni – uśmiecha się przedstawiciel trzeciego już pokolenia sopockich cukierników. – Pamiętam jak mając 5-6 lat przychodziłem tutaj, a dziadek mnie rozpieszczał podsuwając ulubione smakołyki. Później, już jako 10-, 12-latek nieraz pomagałem ojcu. Budził mnie przed świtem, na 4 rano przyjeżdżaliśmy do piekarni. Otwieraliśmy o 7, ale trzeba było przecież zrobić ciasto drożdżowe, poczekać aż wyrośnie, potem upiec te wszystkie placki i drożdżówki. Ciężko? Nie, dla mnie to była atrakcja. Jaki inny dzieciak miał taką możliwość?
Ze swym ojcem, Zbigniewem Karol pracował długo. – Tata mnie szkolił, pilnował, zachęcał. Czy miałem problemy z jakimś ciastem? Nie szczególnie, nic takiego nie zostało mi w pamięci. Pod koniec podstawówki (chodziłem do „Szóstki” w Górnym Sopocie), jako jedyny z klasy wybrałem technikum (gastronomik), oprócz mnie jedna koleżanka zdecydowała się na szkołę zawodową. Cała reszta szła do liceów, wszyscy dziwili się mojemu wyborowi. A dziś z radością obserwuję renesans rzemiosła. Sam, gdy tylko mogę zamawiam meble u dobrego stolarza, szyję u krawca.
Rewolucja w „Rydelku” przyszła wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Zmieniły się przepisy, przybyło dokumentów do wypełniania. - Do tej pory ojciec sam prowadził cały dział kadr, księgowość, zarządzanie – wszystko miał w jednej szufladzie. Gdy zobaczył, co czeka go po zmianach, uznał, że nie ma siły ogarniać tych wszystkich nowości. Wtedy razem z Anitą, moją żoną przejęliśmy firmę – kontynuuje Karol Szatybełko. - Produkujemy wypieki, które były i zawsze będą, m.in. ciasta drożdżowe czy francuskie. Robimy też te, które weszły kilka lat temu: ciasta jogurtowe albo na bezie. Nowe trendy obserwujemy na targach cukierniczych w Warszawie i w Rimini. W światowym cukiernictwie świetni są dziś Japończycy, Włosi, Francuzi, ale i my, Polacy. Słyniemy z fantazji i zdolności improwizacyjnych. Brakuje jakiegoś składnika? Nie szkodzi, zastąpimy go innym, efekt będzie równie dobry. 


 

Odchudzone ciastka i 10 tys. pączków

Ale choć dzisiejsze ciasta i kremy zdecydowanie „schudły” w porównaniu z ciężkimi tortami sprzed dwóch-trzech dekad przekładanymi tłustymi masami, to dziś „Rydelek” piecze mniej niż za czasów dziadka Kazimierza. – W tym roku na „tłusty czwartek” upiekliśmy około 10 tysięcy pączków. Dużo? Wcale nie. Z roku na rok pieczemy ich coraz mniej – przyznaje Karol. – Po pierwsze dlatego, że teraz wszystko musi być „fit” i „light”, a prawdziwy pączek, bez polepszaczy powinien być zrobiony z odpowiedniej ilości żółtek, świeżych drożdży, dobrego tłuszczu - co niektórych odstrasza, po drugie klientów odciągają nam wielkie markety, gdzie pączka można kupić już za 39 groszy. Tylko co to za pączek? Wyłącznie z nazwy, o jakości trudno tu mówić.
Zmieniły się też zwyczaje. Kiedyś, gdy wypadały popularne imieniny albo Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Babci zachodziło się do kwiaciarni, potem do cukierni. Solenizanci kupowali ciasto do pracy, by przy szklance „sypanej” kawy „po turecku” ugościć koleżanki i kolegów z biura, goście zgodnie z obowiązującą etykietą bez kwiatka i ciacha nie stanęliby przed świętującym. Teraz, gdy co drugi Polak jest na diecie (nierzadko bezglutenowej czy wegańskiej) kupno ciasta to ryzyko. Ludzie wolą świeże owoce, czasem dobre czekoladki. – Też robimy wykwintne praliny – mówi Karol. – Ale obecnie tylko na zamówienie, na co dzień nie schodziły.
Nie zmieniła się za to sezonowość. Wciąż jesteśmy przywiązani do tego, że słodkościami odmierzamy pory roku. Mazurki i drożdżowe baby wiosną, lody i owocowe babeczki latem, pierniki i ciastka korzenne późną jesienią i zimą. I może dobrze, że tak jest. Skoro w lipcu nieraz brakuje słońca, niech o lecie przypomną nam chociaż lody, a gdy na Wigilię śnieg o nas zapomni, niech pierniki zapewnią świąteczny klimat.
 

Zachęcamy do zakupów słodkości w cukierni Rydelek - tradycyjnych lub nowych smaków! Smacznego!

 

źródło informacji i zdjęcia: http://sopocianie.muzeumsopotu.pl/relacja/kazimierz-rydelek  oraz http://www.rydelek.sopot.pl/ofirmie.html

(J.F)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
W okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji wyborczej na rzecz kandydatów w jakiejkolwiek formie. Publikacja na na portalu internetowym jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów ustawy Kodeks Wyborczy oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny (art. 498 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. - Kodeks wyborczy (t.j. Dz. U. z 2019 r. poz. 684 z późn. zm.).

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© esopot.pl | Prawa zastrzeżone