Zamknij
REKLAMA

Lewica w Sopocie i na Pomorzu. Adrian Zandberg: "Wybory samorządowe w 2023 roku to będzie kolejny krok" [WYWIAD]

20:00, 02.10.2020 | P.S
Skomentuj Fot. z lewej: ędrzej Włodarczyk, Michał Piękoś i Anna Górksa, trójmiejscy działacze Lewicy. Z prawej: Adrian Zandberg
REKLAMA

Urodził się 4 grudnia 1979 r. w Aalborgu. Jest polskim historykiem, doktorem nauk humanistycznych, nauczycielem akademickim, przedsiębiorcą i politykiem. Nieformalny lider polskiej lewicy.  

Z Adrianem Zandbergiem, współzałożycielem Partii Razem i posłem na Sejm IX kadencji, rozmawia Przemysław Szczygieł.

________

Jak Pan ocenia sytuację polityczną na Pomorzu? Pomimo znacznego poparcia dla Lewicy ze strony młodych, wciąż rzadkością jest to, by ich poglądy znajdowały swoją reprezentację w radach miast. Możemy to zaobserwować m.in. na przykładzie Sopotu. Z czego to wynika?

Krok po kroku. Lewica rok temu weszła do Sejmu. Mówiąc obrazowo, na razie włożyliśmy stopę pomiędzy drzwi a futrynę. Wybory samorządowe w 2023 roku to będzie kolejny krok. Mam nadzieję, że po nich na Pomorzu będzie sporo radnych z Razem, i szerzej - z całej lewicowej koalicji.

Na Pomorzu samorząd na pierwszy rzut oka wygląda na zabetonowany. Ale to się zmienia. Lokalne organizacje Razem są aktywne w miastach, podejmują wiele interwencji. W Gdańsku już ostatnio lewicowy komitet przekroczył próg i był bardzo blisko zdobycia mandatów samorządowych. Wierzę, że w kolejnych wyborach uda się je wywalczyć.

W jaki sposób zamierzają Państwo rozwijać swoje struktury na terenie Trójmiasta? Co należałoby zmienić, a co okazało się skuteczną strategią działania?

Te struktury cały czas się rozwijają, otworzyliśmy tu niedawno nowe biuro. Inne partie naszej koalicji też mają struktury w Trójmieście. Ale Razem to nie tylko Trójmiasto. Nasi posłowie pomagają też w sprawach lokalnych. Ja sam niedawno interweniowałem w okolicach jeziora Mausz. Mieszkańcy walczą tam, żeby obronić to piękne miejsce przed żwirownią. Tak rozbudowujemy Razem. Ludzie działają, żeby walczyć w obronie środowiska, praw pracowniczych, swoich lokalnych spraw.

Koalicja Obywatelska coraz częściej zdaje się mówić językiem Lewicy – przynajmniej w kwestiach takich jak prawa człowieka czy ekologia. Ostatnio prezydent Sopotu, były członek sztabu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, wspominał o tym, że chciałby przyjąć uchodźców z Lesbos, głównie dzieci. Co Pan myśli o takich deklaracjach?

Myślę, że jeśli chodzi o prawa człowieka, liczy się to, żeby nie kręcić, tylko mówić uczciwie. Są politycy, którzy zanim się odezwą, patrzą w sondaże. I mówią tylko to, co akurat się opłaca. A jak się zmienią sondaże, to zmieniają poglądy.

Ja wolę politykę przewidywalną. Dlatego mówię od lat spokojnie to samo. Jak jest wojna, to ofiarom wojny należy pomóc. Przyjąć rannych, zaopiekować się chorymi, pomóc im stanąć na nogi. Bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Oczywiście całego świata nie uratujemy, ale zamykanie drzwi przed kobietami, dzieciakami, które uciekają przed przemocą, to świństwo. Liberałowie zdążyli już sto razy zmienić w tej sprawie poglądy. Ja mówiłem to samo w 2015 roku i mówię to samo dzisiaj.

Jaka powinna być przyszłość samorządów? Z jednej strony prezydenci miast mówią o polityce małych ojczyzn, z drugiej strony mamy narrację o „rozbiciu dzielnicowym” i destabilizacji państwa. W jakim kierunku powinna być kształtowana polska polityka? Zarządzanie z centrum czy jednak lokalne, oddolne inicjatywy?

Można dyskutować o tym, ile odpowiedzialności, za które dziedziny przekazujemy w dół. Ale podstawowa sprawa jest taka - jak się umawiamy, że samorządy mają odpowiadać za szkoły, to państwo musi dać na to wystarczające środki. A to jest dziś potężny problem. Rząd zrzuca kolejne zadania na dół, ale nie zapewnia środków. W Sopocie czy innych bogatych miastach to nie problem. One sobie poradzą, mają skąd czerpać. Ale w biednych gminach ta polityka stawia samorządowców pod ścianą. I potem kończy się tak, że zgadzają się na inwestycje, które niszczą środowisko naturalne, szkodzą ludziom - żeby tylko zdobyć jakiekolwiek środki na działanie.

Kiedy więc słyszę przedstawicieli PiS, którzy narzekają na samorządy, to tylko się uśmiecham pod nosem. Bo najbardziej destabilizuje nasze państwo, kiedy ono zawodzi ludzi. Nie dowozi. Tu medialne przepychanki z samorządowcami niczego nie rozwiązują.

Samorządy mają za sobą ogromne środki na promocję i komunikację medialną. Patrząc po stażu najbardziej doświadczonych przedstawicieli lokalnych władz, z których niektórzy sprawują swoje urzędy już od ponad 20 lat, można wysnuć wniosek, że wybory do władz gmin czy powiatów w znacznej mierze są konkurencją tylko pozorną. Jak w takich warunkach mogą odnaleźć się członkowie ruchów miejskich lub partii o mniejszościowym poparciu w danym regionie?

My w Razem jesteśmy przeciwni betonowaniu władz. Sami mamy w naszych organach ograniczenie kadencyjności. Myślę, że to dobre rozwiązanie także we władzach publicznych. Kadencyjność utrudnia budowanie takich lokalnych partii władzy, które trzymają łapę na wszystkim.

Wielu tych wiecznych samorządowców już nawet nie wierzy w to, że ktoś mógłby im na serio rzucić wyzwanie. Mam nadzieję, że to się zmieni. My robimy swoje - budujemy nowoczesną, demokratyczną, prospołeczną opozycję. Tak, żeby w kolejnych wyborach powiał nowy wiatr.

[ZT]5960[/ZT]

(P.S)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (1)

Tadeo K.Tadeo K.

0 0

Kadencyjność w radach, Sejmie, Senacie itd., w organach przedstawicielskich i na stanowiskach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Co trzy lata zmiana miejsca wykonywania pracy dla sędziów (np.zmiana SR w-wa Mokotów na W-wa Praga Płd) i prokuratorów, urzędników państwowych na stanowiskach kierowniczych. Przestaną tworzyć się lokalne sitwy i układy zamknięte blokujące dostęp do pracy osobom kompetentnym, nie zaprzyjaźnionym z układami. Będzie można dobrać kadry na podstawie kryterium kompetencji i dokonań, nie układów i znajomości. Konieczne jest stworzenie od początku Służby Cywilnej z prawdziwego zdarzenia, bo kraj nierządem stoi. I mieszkania, mieszkania, mieszkania, dostępne dla przeciętnie zarabiającego obywatela. Styropian poza wyjątkami do muzeum. Ciężko będzie, bo naród okrzepł w złych nawykach i przykład zły z góry idzie. Służba zdrowia do reorganizacji całkowitej, system pomocy społecznej, edukacji na wszystkich poziomach, wyszstko od nowa trzeba budować.A wyższe standardy trzeba zacząć stosować od siebie. 22:33, 04.10.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA