Przy ul. Grunwaldzkiej 71 od blisko dwóch dekad działa miejsce, które trudno zamknąć w jednym słowie. Jahmajka jest herbaciarnią, kawiarnią, yerbaciarnią, winiarnią i rodzinnym sklepem z akcesoriami. O tym, jak zmieniała się kultura picia herbaty w Sopocie, dlaczego jakość wygrywa z przypadkiem i co sprawia, że goście zostają tu dłużej, niż planowali, z Wojciechem Sampem rozmawia Magdalena Moll-Szutenberg z redakcji Dzień Dobry Sopot.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
________
Magdalena Moll-Szutenberg: Jesteśmy w Jahmajce w Sopocie, przy ul. Grunwaldzkiej. Słyszałam, że to miejsce ma już prawie dwudziestoletnią tradycję. Jak wyglądał Sopot i kultura picia herbaty, kiedy zaczynaliście?
Wojciech Samp: Dwadzieścia lat temu nie było jeszcze takiej kultury picia kawy czy herbaty jak obecnie. Teraz kawiarnie są właściwie na każdym kroku, ale wtedy takie miejsca były niszą. Ludzie musieli przywyknąć do herbaciarni, do tego, że można przyjść, usiąść, spróbować czegoś innego. To było przełamywanie rynku.
W Sopocie wiele lokali działa sezonowo. Często po roku czy dwóch znikają, bo poza sezonem trudno to utrzymać. Jahmajka przetrwała, bo miała pomysł, zaplecze i ludzi, którzy naprawdę są w tym miejscu obecni.
Tu wcześniej była drogeria, prawda?
Tak. Przez około 40 lat była tu drogeria. Pamiętam ją jeszcze z dzieciństwa. Kupowało się tu lakiery do paznokci dla mamy, petardy. Potem lokal został całkowicie wyremontowany. Trzeba było zmienić instalacje, podłogi, ściany, właściwie wszystko.
Skąd wziął się pomysł na herbaciarnię?
To było marzenie mojej mamy. Mój tata stworzył to miejsce właśnie dla niej. Kupił lokal, wyremontował go i powstała herbaciarnia. Ja jestem tutaj od sześciu lat, ale historia miejsca jest dłuższa i bardzo rodzinna.
Czyli to rodzinny biznes?
Tak, bardzo rodzinny. Są trzy pokolenia. Moi rodzice, ja i moje córki, które pomagają w weekendy. Tata prowadzi też drugi lokal w Gdańsku. Ja zajmuję się Sopotem. To jest zupełnie inna motywacja, kiedy pracujesz nie u kogoś, tylko dla siebie i dla swojej rodziny.

Powiedziałeś, że jesteś sercem tego miejsca. Co to znaczy w praktyce?
To znaczy, że robię to z pasją i z przyjemnością. Jak robię kawę albo herbatę, to robię to z zaangażowaniem. Ludzie to czują. Przychodzą na chwilę, a potem siedzą godzinę albo dwie i nie mogą wyjść. Jest muzyka, kolory, atmosfera. Dla mnie to jest moje miejsce na ziemi.
Co było najtrudniejsze, kiedy zacząłeś prowadzić Jahmajkę?
Szczerze? Nie miałem poczucia, że coś było trudne. Szybko adaptuję się do nowych warunków. Dużo pracuję nad sobą, nad spokojem, świadomością, podejściem do ludzi. Mam w sobie taki wewnętrzny spokój, którego zewnętrzne sytuacje łatwo nie naruszają.
Nawet wymagający klient?
Nie. Klienci są różni, ale ja staram się podchodzić do każdego spokojnie i z szacunkiem. Znajomi czasem mówią mi, że mam ogromną cierpliwość. Ja po prostu tak mam.
Z jakich regionów świata pochodzą herbaty dostępne w Jahmajce?
Z całego świata. Mamy herbaty z Chin, Indii, Sri Lanki i wielu innych miejsc. W sumie około 150 rodzajów herbat: czarne, zielone, białe, owocowe. Do tego około 50 rodzajów kaw i około 100 gatunków win. Wybór jest naprawdę duży.
Czy są smaki albo kraje, do których szczególnie wracasz?
Jeśli chodzi o wina, mam szczególny sentyment do Argentyny, konkretnie do Mendozy. Byłem tam przy okazji wyprawy na Aconcaguę. Widziałem winnice, dotykałem winogron, próbowałem win na miejscu. Kiedy potem mamy wina z Mendozy w sprzedaży, to mogę opowiedzieć klientom coś więcej niż tylko to, co jest na etykiecie.
Wspomniałeś o górach. To ważna część twojego życia?
Tak, mam wiele pasji. Zdobyłem Mont Blanc i Aconcaguę. Dla amatora to duże przeżycie. Góry uczą pokory, spokoju, konsekwencji. To też wpływa na to, jak prowadzę lokal.
A kawa? Co w Jahmajce jest szczególnie popularne?
Mamy kawy smakowe i naturalne. Bardzo popularna jest Brazylia, bo jest łagodna. Z kaw premium mamy Jamaica Blue Mountain i Konę z Hawajów. To są jedne z najbardziej cenionych kaw. Są droższe niż standardowe, ale ludzie je kupują, bo doceniają smak. Można ich spróbować na miejscu albo kupić na wagę.
Po czym laik może poznać dobrą herbatę jeszcze przed zaparzeniem?
Pierwszym sygnałem jest cena. Dobra herbata nie kosztuje kilku złotych. Jakość idzie z ceną, choć oczywiście cena sama w sobie nie wystarczy. Liczy się dostawca, świeżość, selekcja i to, czy ktoś naprawdę sprawdza produkt, zanim wstawi go na półkę.
Czyli nie wszystko, co drogie, automatycznie jest dobre?
Dokładnie. Miałem sytuację z kawą Jamaica Blue Mountain. Ktoś zaproponował mi zakup dużej partii w bardzo atrakcyjnej cenie. Mógłbym dobrze zarobić, ale przetestowałem ją i oddałem, bo jakość nie była taka, jakiej oczekuję. Jednorazowy zysk nie ma sensu, jeśli klient kupi coś słabego i już nie wróci.

To brzmi jak zasada, która trzyma lokal przy życiu.
Tak. Dla nas liczy się jakość produktu, jakość obsługi i zaufanie. Jesteśmy lokalnym, rodzinnym biznesem. Nie możemy działać jak sieciówka, w której sprzeda się wszystko. U nas klient wraca dlatego, że wie, czego może się spodziewać.
Kilka lat temu był duży boom na yerba mate. Jak obecnie wygląda zainteresowanie yerbą?
Yerba cały czas się sprzedaje. Mamy kilkadziesiąt rodzajów: naturalnych i smakowych. Można napić się jej na miejscu, można kupić na wagę. Mamy też cały sprzęt: matero, bombille, pojemniczki. Jahmajka od początku była mocno związana z yerbą.
Co jest w niej wyjątkowego?
Yerba daje energię, ale inaczej niż kawa. Dłużej utrzymuje pobudzenie. Dla wielu osób jest alternatywą dla energetyków. Ja akurat mam w sobie dużo energii, więc częściej potrzebuję melisy niż dodatkowego pobudzenia, ale rozumiem ludzi, którzy szukają takiego naturalnego „kopa”.
A matcha? Mam wrażenie, że teraz to ona jest numerem jeden.
Matcha od kilku lat bardzo dobrze się sprzedaje. Serwujemy ją na miejscu, można ją też kupić na wagę. Mamy akcesoria do jej przygotowania. To nie jest chwilowa moda, zainteresowanie cały czas jest duże.
Co powiedziałbyś osobom, które jeszcze nigdy nie były w Jahmajce? Dlaczego warto tu zajrzeć?
To miejsce tworzą ludzie z pasją. Kawa, herbata, domowe ciasta, gorąca czekolada, wszystko robimy z zaangażowaniem. Do tego dochodzi muzyka, kolory, wnętrze, atmosfera. Ludzie czują, kiedy coś jest robione z serca. I dlatego wracają.
Dziękuję za rozmowę.
________
Adres: ul. Grunwaldzka 71, Sopot
Godziny otwarcia:
Oprac. red. Przemysław Szczygieł
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"42398"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Sopot wysoko w światowym rankingu
Jak zwykle ciągłe narzekania jak ci w życiu nie wyszło to nie znaczy że w Sopocie jest zle. Byłem w ponad 100 krajach w tysiącu różnych miastach i stwierdzam że to świetne miejsce do życia a mając pod uwagę bliskośc Gdańska i Gdyni wręcz idealne.
Sopocianin
15:56, 2026-05-21
Radny apeluje o modernizację ulicy w Sopocie
To teraz krótka lekcja fizyki dla opornych. W jakiej sytuacji dowolny pojazd mechaniczny zużywa najwięcej energii, a co za tym idzie paliwa? Otóż podczas ruszania z miejsca lub przyspieszania, więc niech ktoś z decydentów mi w końcu wytłumaczy, dlaczego przy całym szaleństwie ekologicznym na świecie, coraz bardziej wyśrubowanych normach emisji spalin, emitowania pyłów z hamulców, itd. wymusza się korkowanie ulic, zmniejszanie płynności w ruchu pojazdów i zmuszanie kierowców do ciągłego zatrzymywania się i przyspieszania? To jest hipokryzja. Dyscyplinować należy pieszych, ustawiać patrole i wlepiać mandaty za przechodzenie w niedozwolonych miejsach oraz brak zachowania ostrożności na pasach, a nie stawiać kolejne bezsensowen przejścia dla pieszych, bo ktoś tam przechodzi raz na dzień.
Janusz z Sopotu
15:38, 2026-05-21
Sopot wysoko w światowym rankingu
PRZESTAŃCIE KŁAMAĆ TO NIE JEST PRAWDA W Sopocie żyje się coraz gorzej, przez to, że wszystko jest robione pod turystów, a nie mieszkańców. Kino zamknięte, autobusu na lotnisko brak, mieszkania tak drogie, że ludzi z Sopotu zwyczajnie na nie nie stać, przez co musimy się wyprowadzać, np. do Gdyni, restauracje się zamykają, władza marnuje pieniądze na kible dla turystów, które są w cenie kawalerki w mniejszym mieście, zalewanie betonem i patodeweloperką czego się da... wymieniać dalej? PRZESTAŃCIE UPRAWIAĆ PROPAGANDĘ, BO MIESZKAŃCY SERIO NIE SĄ SZCZĘŚLIWI W SOPOCIE, A PRZYNAJMNIEJ SĄ CORAZ MNIEJ SZCZĘŚLIWI.
Mieszkaniec
12:39, 2026-05-21
Bałtyk to tykająca bomba? Tego nie wiesz o morzu
87 lat od początku II wojny światowej w Polsce, a jej realne skutki i konsekwencje odczuwamy do dziś. Oczywiście należy sobie uczciwie uświadomić, że to nie tylko zatoka Gdańska, ale cały rejon morza Bałtyckiego, z tym problemem borykają się sami Niemcy oraz kraje bałtyckie. Warto pamiętać o tym, zanim uwikłamy się w kolejne konflikt zbrojny.
Janusz
12:20, 2026-05-21