Joanna S-Grzybowska, znana sopocka fotografka i współzałożycielka społeczności Morza Aniołów, świętuje właśnie niezwykły jubileusz. Przez osiem lat, bez względu na pogodę i porę roku, stawała rano z aparatem w dłoni, by łapać pierwsze promienie słońca. O potędze błękitu, cyfrowym detoksie i o tym, dlaczego dyscyplina jest jedyną drogą do prawdziwej wolności, rozmawiamy świeżo po jej powrocie z urodzinowej wyprawy na Gran Canarię.
W świecie, który pędzi i bombarduje nas powiadomieniami, Joanna S-Grzybowska wybrała drogę pod prąd, a konkretnie: drogę ku brzegowi morza, zanim jeszcze miasto na dobre się obudzi. Osiem lat temu, 5 lutego 2018 roku, po raz pierwszy wyszła na plażę, by sfotografować wschód słońca. Wtedy nie przypuszczała, że ten prosty gest stanie się fundamentem jej nowej rzeczywistości. Dziś, bogatsza o tysiące kadrów i głęboką wewnętrzną przemianę, udowadnia, że kontakt z naturą to nie tylko estetyczny dodatek, ale realne narzędzie budowania odporności psychicznej.
Z Joanną S-Grzybowską rozmawiał Przemysław Szczygieł.
________

Przemysław Szczygieł: W tym roku świętowałaś osiem lat codziennego fotografowania wschodów słońca. Zdecydowałaś się celebrować ten wyjątkowy jubileusz na Gran Canarii. Jak to jest świętować taką rocznicę na oceanicznej plaży?
Joanna S-Grzybowska: Cudownie jest świętować taką rocznicę w cieple i z ukochaną osobą, a następnego dnia celebrować swoje 53. urodziny. To było spełnienie mojego marzenia i mój osobisty czas refleksji. Od dziecka marzyłam o tym, żeby zimowe urodziny obchodzić latem. Tym bardziej, że kocham słońce i ciepło i w takim klimacie dosłownie rozkwitam. W zeszłym roku 7-lecie obchodziłam dość hucznie i cudownie w Sopocie w Limitless Autopay wśród społeczności Morza Aniołów, a w tym bardzo osobiście i kameralnie.
Przy naszym hotelu mieliśmy przepiękną i bardzo spokojną „swoją plażę", gdzie słońce wschodziło zza horyzontu oceanu. Dla mnie moment wchodu słońca jest zawsze wyjątkowym czasem dla mnie, dla Boga i czasem budującego zachwytu nad pięknem natury.

Osiem lat to kawał czasu. Gdy patrzysz wstecz na cały ten proces, co według Ciebie było w nim najważniejsze?
Systematyczność, konsekwencja i odwaga, które przyniosły w moim życiu piękne owoce. Te małe codzienne kroki doprowadziły mnie do wielkich zmian. Ten czas całkowicie odmienił mnie i moje życie. Z wewnętrznie smutnej osoby o nadaktywnym i lękowym umyśle stałam się spokojną i szczęśliwą kobietą, która odkrywa swój artystyczny potencjał i swoją misję. Dziś jestem pełna zaufania, wiary i miłości do życia. Choć na początku tej drogi straciłam praktycznie wszystko, ale ta praktyka pozwoliła mi przez to przejść i na nowo odbudować siebie i swoje życie. Osiem lat to naprawdę bardzo duży okres czasu zachęcający do głębszej refleksji.
Mam takie poczucie, że głęboki kontakt z naturą przywraca nas do fundamentalnych wartości i oczyszcza nas z „cywilizacyjnego szumu".
Bardzo mocno czuję, że jestem prowadzona i do czegoś przygotowywana. Czas i życie pokażą do czego.

Właśnie! Żyjemy w świecie informacyjnego szumu, internetu, smartfonów, a Ty konsekwentnie wybierasz poranki „offline". Jak cyfrowy detoks i ta poranna przestrzeń natury wpływają na Twoją higienę umysłu?
Jestem praktykiem i pasjonatką wczesnych, pięknych poranków. One budują dobry dzień i dobre życie, a przede wszystkim budują nasz dobrostan. Zarówno psychiczny, biologiczny, jak i duchowy. Pozwala to na głęboki kontakt z samą sobą i zbudowanie stabilnych fundamentów spokoju i obecności.
Od ponad 8 lat nie oglądam telewizji, praktycznie nie słucham radia, nie słucham wiadomości i bardzo to polecam. Ograniczyłam też bardzo social media praktycznie tylko do Facebooka, gdzie jestem bardziej nadawcą niż odbiorcą. To naprawdę daje inną jakość życia.
Lubię prawdziwe życie, kontakt z naturą, dobre relacje, bo to mnie odżywia. To, co oglądamy, słuchamy, jak myślimy, na co patrzymy, też nas karmi. Dlatego warto wybierać piękno natury, dobre myśli, dobre słowa, wartościowe działanie i wspierających ludzi. Wokół mnie mam bardzo dużo ludzi, którzy również praktykują poranki offline i to naprawdę odmieniło jakość ich codziennego życia.

Co takiego magicznego jest w bliskości wody i błękitu, że tak silnie oddziałują one na nasz dobrostan?
Zauważyłam, że kontakt z naturą ma naprawdę uzdrawiający wpływ na mnie i moim znajomych, którzy go praktykują. W wieku 53 lat czuję się o wiele lepiej niż w wieku 25. Od lat w ogóle nie choruję. Jakiś czas temu zaczęłam zgłębiać ten temat i jest to bardzo ciekawe.
Są takie zjawiska jak Blue Space i Blue Mind. Pierwsze to obszary natury, w których dominuje woda, a drugie stan spokoju umysłu, jaki wywołuje bliskość wody.
Przebywanie nad wodą uspokaja nasz układ nerwowy stymuluje wydzielanie endorfin i dopaminy, dając nam większe poczucie szczęścia.
Woda działa jako naturalny „szum biały", który maskuje hałas miejski, pomagając wyciszyć gonitwę myśli i poprawić zdolność skupienia uwagi.
Samo patrzenie na wodę lub słuchanie jej szumu wprowadza mózg w stan łagodnej fascynacji, znany jako Blue Mind. Obniża to poziom kortyzolu (hormonu stresu) i tętno, pozwalając na głęboką regenerację psychiczną.
Nad morzem lub oceanem mamy jeszcze takie zjawisko jak aerozol morski: to naturalna zawiesina mikroskopijnych kropelek wody morskiej w powietrzu, która powstaje w wyniku rozbijania się fal i działania wiatru. Jest on bogaty w cenne minerały, takie jak jod, sód, magnez i wapń, które są uwalniane do atmosfery, tworząc leczniczy mikroklimat. Wdychanie go wspomaga układ oddechowy i tarczycę i mamy tu kolejne zjawisko znane od lat: talasoterapię, czyli naturalną metodę lecznicza i odnowę biologiczną, wykorzystująca morski klimat (powietrze bogate w jod), wodę morską, piasek, algi i błoto.
Bliskość słonej wody daje też efekt ujemnej jonizacji powietrza, co poprawia nastrój i może łagodzić objawy depresji sezonowej.
Częsty kontakt z wodą buduje długofalowe efekty przede wszystkim naszą odporność psychiczną, reguluje nasz układ nerwowy i redukuje stres.

Codziennie patrzysz na poranny spektakl kolorów. Jak konkretne barwy natury, które łapiesz w obiektywie, przekładają się na Twoje codzienne samopoczucie?
Szczególnie poranne kolory wschodu słońca w odcieniu różu, czerwieni, pomarańczu, złota i delikatnego fioletu uszczęśliwiają mnie, a to nie tylko uczta dla oka. Każda barwa ma nieco inne oddziaływanie psychologiczne.
Złoty i pomarańczowy to kolory optymizmu, witalności i ciepła. Pomagają zmniejszyć lęk i budują poczucie bezpieczeństwa. Róż i fiolet działają kojąco na układ nerwowy. Subtelne przejścia tych barw sprzyjają wyciszeniu gonitwy myśli. Czerwienie mają silne, aktywizujące działanie na naszą psychikę, pobudzając organizm do działania. Błękit poranka zwiększa naszą uważności i koncentrację.
Patrzenie na słońce o wschodzie i jego kolory doenergetyzowuje organizm i reguluje rytm dobowy, dzięki ekspozycji na naturalne światło, które jest dla nas bardzo ważne. Wschodzące słońce jest bogate w bliską podczerwień, która przenika głęboko do tkanek, wspomagając regenerację komórkową i działając przeciwzapalnie.
Przede wszystkim naturalnie wywołuje w nas efekt zachwytu, który zmienia nas bardzo pozytywnie.
Zobacz niezwykłe zdjęcia sopockich wschodów słońca oraz inspirujące kadry z podróży:
[FOTORELACJA]1730[/FOTORELACJA]

Dla wielu wczesne wstawanie to przykry obowiązek, dla Ciebie to źródło wolności. Jak budować nawyki, które zamiast męczyć, dają wewnętrzny spokój i odporność psychiczną?
Przede wszystkim przez systematyczność i zadbanie o samego siebie. Żeby wcześnie wstać trzeba się wcześniej położyć i zadbać o jakość snu, więc najlepiej wieczorem zadbać o spokój o wyciszenie. Wymaga to autorefleksji, żeby zobaczyć, gdzie marnujemy swój czas i energię i wprowadzić tu zmiany.
Paradoksalnie dyscyplina jest droga do wolności, a nie ograniczeniem. Codzienne powtarzanie tego rytuału buduje naszą odporność psychiczną i rezyliencję, czyli umiejętność elastycznego przystosowania się do wymagających warunków i skutecznego radzenia sobie ze stresem czy wszelkimi przeciwnościami. Umiejętność wręcz niezbędna w tych czasach.
Poranne wstawanie na wschody słońca było i jest dla mnie idealnym nauczycielem takiej kompetencji, bo różnica w godzinach wschodów w Sopocie jest bardzo wymagająca. Latem najwcześniej jest to o 4.10, więc wstaje przez parę miesięcy ok. 3.30, a zimą to 8.10 i to jest już dość późno.
A co ciekawe dla mnie samej, po 8 latach wstawania przed wschodem, dziś wstaje z lekkością, radością i ciekawością, choć wcześniej bywało różnie.

Twoja motywacja nie dąży do konkretnego punktu, ale jest „wytrwaniem w procesie". Jak nauczyć się czerpać radość z samej drogi, a nie tylko z odhaczania kolejnych sukcesów?
Żyjemy w czasach szybkiej gratyfikacji, a to co jest bezcenne, to cierpliwie „doczekanie się owoców". Nasze życie jest drogą i procesem. Fundamentem chyba jest wdzięczność i docenienie tego, co jest, co przekierowuje nas na cieszenie się samą drogą i każdym etapem procesu.
Tego przede wszystkim nauczyło mnie fotografowanie. Pokory, cierpliwości i cieszenia się z tego co wyszło.
Były takie sesje i takie warunki, na które czekałam parę lat. Tak samo jak z niektórymi ujęciami. Z ilości wykonanych zdjęć z czasem dopiero powstawała ich jakość.
Nauczyły mnie też tego podróże, bo czasami sama droga była o wiele ciekawsza i przyjemniejsza niż dotarcie do celu. Dlatego warto cieszyć się każdym etapem, a nie skupiać się tylko na samym końcowym efekcie. Wtedy zwyczajne życie może być przygodą, a my sami stajemy się bardziej radośni i otwarci.

Twoje zdjęcia to coś więcej niż ładne widoki. Jaka idea i jaki głębszy przekaz kryje się za kadrami, które publikujesz?
Fotografia od dziecka miała dla mnie głębokie znaczenie. Lubię tworzyć fotografię, która ma większe znaczenie intuicyjnie łącząc piękno natury, uczucia i wizję. Pokazuje piękno, które porusza, budzi i uzdrawia zarówno mnie jak i moich odbiorców.
Fotografowanie jest moim językiem miłości i językiem mojej Duszy, który przemawia do innych Dusz i Serc. Jego przesłaniem jest miłość do piękna i życia, bo w życiu najważniejsza jest miłość.
Najpiękniejsze co możemy dzielić ze światem i z innymi, to wszystko to, co kochamy robić. To ma wtedy inną jakość i dużą wartość. Głęboko wierzę, że piękno uzdrawia i leczy, i jest fundamentalną potrzebą każdego człowieka, i szczęśliwego życia.
Usłyszałam od miłośnika mojej fotografii, że moje zdjęcia uczą go pięknego spojrzenia i pięknego codziennego prostego widzenia.
Można powiedzieć, że naturalnie stałam się takim nauczycielem wizualnym, gdzie moje fotografie czy obrazy uczą patrzenia na świat inaczej. Uczą zauważania prostego piękna i wprowadzania go do swojego świata i życia.
W moich fotografiach można rozróżnić trzy podstawowe grupy.
Zdjęcia dokumentujące codzienność i ukazujące niezwykłą zmienność natury, które powstają na potrzeby codziennych relacji na moim profilu.
Fotografie energetyczne, których nie da się zaplanować. Powstają, gdy jest wyjątkowe światło, słońce, energia, kolory nieba, które oddziałują na nasze zmysły i samopoczucie.
Fotografia artystyczna i intencyjna, która powstaje podczas sesji, pokazuje piękno chwili, człowieka doświadczającego wzniosłych uczuć lub wzruszenia płynącego z doświadczenia.

Fotografowałaś wschody w wielu miejscach Europy. Czy nasze sopockie słońce ma w sobie coś unikalnego, czego nie znalazłaś nigdzie indziej na świecie?
To zależy też od pory roku, ale to, co jest wyjątkowego w sopockich wchodach słońca, to ich codzienna niepowtarzalność, jakbym codziennie odwiedzała inne miejsce. To jest niezwykłe.
Moje miejsce, czyli plaża przy wejściu nr 28, to miejsce nad zatoką, które ma całkowicie inny charakter niż wybrzeże nad otwartym morzem. Tu często mamy efekt lustrzany, gdy słońce odbija się w spokojnej tafli wody. Morze jest wtedy pełne słońca. Taki też tytuł ma mój album fotograficzny.
Przez te osiem lat miałam przyjemność fotografować wschody słońca w Grecji, gdzie zdecydowanie bardziej spektakularne są jednak zachody słońca. We Włoszech i tu jest podobnie. W Tajlandii było przepiękne światło, ale wschody nie były zamglone i nie są aż tak zachwycające. Za to podobały mi się wschody na Fuerteventurze i Gran Canarii przez swoją różnorodność i bardzo przyjazną stałą godzinę.
Często też fotografowałam wschody na południu Polski i nad Wisłą, w Warszawie na Zawadach, gdzie mam „swoją plażę", co nie zmienia mojego przekonania, że najpilniejsze wschody słońca są w Sopocie. Po każdej podróży jeszcze bardziej doceniam to miejsce.
Zapraszam do Sopotu na doświadczenie wyjątkowości wschodu słońca, które wschodzi z morza, a plaża otoczona jest zieloną przestrzenią.
Zapraszamy wszystkich do odkrywania swoich naturalnych przestrzeni offline, do praktyki wczesnych poranków i do rozwijania pięknego widzenia, które czyni nas lepszymi ludźmi, bo piękno to nie kwestia lokalizacji, a naszej wewnętrznej perspektywy.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję.
[ZT]37773[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz