Upadłość właściciela kompleksu dworcowego w Sopocie budzi ogromne emocje wśród mieszkańców i samorządowców. Choć decyzja sądu o bankructwie została zaskarżona, władze kurortu obserwują już walkę o strategiczną nieruchomość. Wiadomo, w jaki sposób syndyk najprawdopodobniej spróbuje sprzedać majątek.
Bałtycka Grupa Inwestycyjna od lat zmagała się z poważnymi problemami finansowymi, co finalnie doprowadziło do sądowej decyzji o upadłości pod koniec 2025 roku. Temat przyszłości dworca, hotelu i popularnej Sopoteki stał się głównym punktem obrad lokalnych samorządowców, wywołując spór o metody działania. Prezydentka Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim jasno określiła, jakie kroki może podjąć miasto w tej skomplikowanej sytuacji prawnej, studząc jednocześnie zapał opozycyjnych radnych.
[ZT]38416[/ZT]
Problemy finansowe Bałtyckiej Grupy Inwestycyjnej (BGI), właściciela sopockiego kompleksu, nie są nowością. Pierwszy wniosek o upadłość zgłoszono już w 2022 roku. Sytuacja zaostrzyła się jesienią 2025 roku, kiedy wprowadzono zarządcę przymusowego, a wierzyciele złożyli kolejne wnioski o ogłoszenie bankructwa. Finalnie, 23 grudnia 2025 roku gdański sąd wydał postanowienie o upadłości i wyznaczył syndyka.
Batalia prawna wciąż trwa. Decyzja o upadłości została zaskarżona przez dłużnika. Proces wydłuży całe postępowanie, ale raczej go nie zniweczy. W międzyczasie BGI próbowała składać wnioski restrukturyzacyjne, jednak zostały zwrócone przez sąd z przyczyn formalnych, takich jak brak opłaty.
Mimo trzęsienia ziemi w strukturach właścicielskich, mieszkańcy i turyści mogą na razie spać spokojnie. W kompleksie utrzymywana jest dotychczasowa działalność, co oznacza, że dworzec i punkty usługowe funkcjonują bez zakłóceń. Miasto zabezpieczyło też interesy mieszkańców, podpisując umowę na dalsze działanie Sopoteki.
Na ostatniej sesji Rady Miasta Sopotu doszło do politycznego starcia dotyczącego przyszłości obiektu. Radni PiS zgłosili projekt uchwały, który miał zobowiązać władze do podjęcia negocjacji w sprawie nabycia kompleksu dworcowego przez gminę. Ich zdaniem, takie działanie pozwoliłoby uzyskać rzetelną wiedzę na temat sytuacji finansowej i prawnej tej strategicznej nieruchomości.
Władze miasta, w tym prezydentka oraz wiceprezydent Michał Banacki, stanowczo odrzucili pomysł, uznając go za niezgodny z prawem. Wiceprezydent Banacki określił propozycję opozycji mianem happeningu, tłumacząc, że prawo upadłościowe nie przewiduje negocjacji z syndykiem w takim trybie. Podkreślono, że syndyk nie negocjuje sprzedaży przedsiębiorstwa „przy stoliku”, lecz przeprowadza sformalizowaną procedurę przetargową.
Radcy prawni urzędu również ocenili projekt radnych PiS negatywnie. Magdalena Czarzyńska-Jachim wyjaśniła, że miasto nie może wchodzić w kompetencje sądu i syndyka, narzucając warunki czy próbując negocjować poza trybem. Ostatecznie większość radnych odrzuciła projekt uchwały proponowany przez klub PiS.
[ZT]38302[/ZT]
Z informacji przekazanych przez sopocki ratusz wynika, że syndyk planuje sprzedaż nieruchomości w drodze przetargu nieograniczonego. To standardowa procedura, której celem jest zaspokojenie roszczeń wierzycieli poprzez uzyskanie jak najlepszej ceny za majątek upadłej spółki. Syndyk, za zgodą sądu, dysponuje majątkiem swobodnie i może go zbyć w całości lub częściach.
Władze Sopotu deklarują chęć udziału w tym procesie i nie wykluczają zakupu kompleksu. Prezydentka miasta zapowiedziała, że gmina czeka na oficjalne ogłoszenie warunków oraz ceny wywoławczej. Samorząd jest w stałym kontakcie z syndykiem i monitoruje sytuację, aby w odpowiednim momencie zgłosić akces.
Do finału sprawy jest jeszcze daleko. Ze względu na zaskarżenie decyzji o upadłości, właściwy przetarg może odbyć się np. za rok. Do tego czasu biegli muszą dokładnie wycenić majątek, który obejmuje nie tylko samą nieruchomość, ale całe przedsiębiorstwo.
2 0
Wyburzyc molocha i po problemie.
0 0
Od początku budowy to centrum handlowe z wydzielonym miejscem na kasy biletowe.