Zamknij
REKLAMA

Gdańsk: Jaki los czeka dwulatkę odnalezioną w namiocie? Sąd Rodzinny wydał decyzję

14.42, 24.11.2022 PAP
Skomentuj Fot. Komenda Miejska Policji w Gdańsku
REKLAMA

"Sąd Rodzinny działając w trybie zabezpieczenia, zdecydował o umieszczeniu dziecka w pieczy zastępczej wskazanej przez Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Gdańsku. Wszczęte z urzędu zostało też postępowanie o pozbawienie lub ograniczenie władzy rodzicielskiej nad małoletnią - przekazał w czwartek PAP rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku sędzia Tomasz Adamski.

Dwuletnia dziewczynka, którą policjanci zabrali z namiotu rozstawionego w lesie na gdańskiej Zaspie, ma zostać umieszczone w pieczy zastępczej. 24-letnia matka dziecka w rozmowie z PAP przyznała, że jest roztrzęsiona sytuacją.

Dziewczynka nadal przebywa w szpitalu. Po jego opuszczeniu zostanie przewieziona przez pracowników socjalnych do rodziny zastępczej albo pogotowia rodzinnego. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła.

Matka dziecka usłyszała w środę zarzuty narażenia córki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Tego samego dnia Sąd Rejonowy w Gdańsku nie stosując się do wniosku prokuratury, która chciała tymczasowego aresztu dla kobiety, zdecydował o zastosowaniu wobec niej dozoru policyjnego.

Sąd zadbał natomiast o podstawowe bezpieczeństwo kobiety.

Sędzia Adamski poinformował, że skontaktował się z ośrodkiem zajmującym się osobami bezdomnymi, gdzie kobieta miała spędzić noc.

"Ale żeby mogła na dłużej przebywać w ośrodku, będzie musiała uzyskać skierowanie z MOPR" - zaznaczył.

Kobieta - jak ustalił korespondent PAP - nie trafiła na noc do żadnego z działających w mieście ośrodków dla bezdomnych kobiet. Prawdopodobnie wróciła do namiotu.

W czwartek rano na koczowisku, skąd została zabrana w poniedziałek dziewczynka, nie było 24-latki i towarzyszącej jej wcześniej pary. Wokół, tak jak w poprzednich dniach, rozstawione były dwa namioty, wokół porozrzucane śmiecie, stare wózki dziecięce i zdezelowany sprzęt gospodarstwa domowego.

Kobiecie tego dnia pomogli lokalni dziennikarze, którzy zawieźli ją do psychologa, a następnie skierowali się do jednego z gdańskich ośrodków.

Korespondent PAP przez krótką chwilę rozmawiał z matką dziewczynki. Powiedziała, że jest roztrzęsiona. Nie chciała jednak wyjaśnić, dlaczego przebywała z dzieckiem pod namiotem i dlaczego przyjechała z okolic Lublina do Gdańska.

"Widzi pan, w jakim jestem stanie" - zaznaczyła.

Matka dziewczynki - jak przekazała PAP rzeczniczka gdańskiego MOPR Sylwia Ressel - nie była podopieczną ośrodka.

Dziewczynka wraz z matką została zabrana z namiotu, który znajdował się w lesie przy al. Jana Pawła II w Gdańsku, w poniedziałek.

O tym, że w koczowisku może znajdować się dziecko pracownicy MOPR zostali zaalarmowani przez strażników miejskich, których poinformowali mieszkańcy.

Fot. Komenda Miejska Policji w Gdańsku

W poniedziałek w namiocie znajdowały się trzy osoby, które nie pozwoliły wejść do środka.

"Były agresywne i nie chciały wyjść z namiotu" - powiedział inspektor Andrzej Hinz z gdańskiej straży miejskiej. Dodał, że zaprzeczały, że wśród nich przebywa małoletni. Mundurowi nie uwierzyli w ich zapewnienia i wezwali na miejsce patrol policji.

Policjanci w namiocie znaleźli dwuletnią dziewczynkę.

"Ze środka wydobywał się dym papierosowy, a dwulatka wyglądała na wyziębioną i miała na sobie koszulkę z krótkim rękawkiem" - przekazała wówczas oficer prasowa KMP w Gdańsku podinsp. Magdalena Ciska.

W środę kobieta została przesłuchana przez prokuratora i usłyszała zarzuty.

Prokurator Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk podkreśliła, że kobieta była zobowiązana opiekować się dzieckiem, jednak nie sprawowała tej opieki w sposób należyty.

"W okresie od października do 21 listopada, zamieszkiwała z dzieckiem w namiocie, przy ujemnej temperaturze powietrza, co spowodowało u niego rozstrój zdrowia poniżej siedmiu dni w postaci ostrego zapalenia nosa i gardła" - dodała.

Wawryniuk stwierdziła, że dziecko było narażone na poważniejsze skutki, w postaci bezpośredniego niebezpieczeństwa ciężkiego rozstroju zdrowia, a nawet ciężkiego obrażenia ciała, w postaci wychłodzenia, powodującego ciężkie schorzenia, np. układu oddechowego.

Zaznaczyła, że nie ma informacji, żeby kobieta uciekała do Gdańska z powodu jakiekolwiek zagrożenia.

W środę prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego w Gdańsku wniosek o zastosowanie wobec kobiety tymczasowego aresztu. Zdaniem prokuratury istniało ryzyko, że kobieta może uciec.

Sąd jednak nie przychylił się do tego wniosku. Prokuratura zamierza skierować zażalenie na tę decyzję. (PAP)

autor: Piotr Mirowicz

pm/ ok/

[ZT]15225[/ZT]

(PAP)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (3)

ToyaToya

5 0

Fhciałabym wiedzić dlaczego matka z dwuletnią córką nie ma normalnego dachu nad głową.
Czy służby są tylko od wsadzania za kraty? 17:22, 24.11.2022

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

dziwne todziwne to

0 0

Ma taki styl zycia ? 19:58, 25.11.2022


MałgorzataMałgorzata

1 0

Informowałam Policję o tej sytuacji 28.10.22 ( telefoniczne zgłoszenie na numer alarmowy ogólnopolski) przez miesiąc nic nie zrobili w tej sprawie. Zresztą nie tylko ja, bo i inne osoby z dzielnicy to zgłaszały. Kiedy straż miejska czy policja słyszy ,że są tam bezdomni to nawet informacja o małym dziecku ich nie mobilizuje. Ciekawe czy tym razem to jednak dziennikarskie zainteresowanie nie uratowało dziecka. Koczowisko istniało tam od lipca, oprócz spacerowiczów jeżdżą tamtędy służby dbające o ujęcia wody, których jest w tej okolicy kilkanaście.
09:17, 25.11.2022

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%