Zamknij

Rozmawiamy z Magdaleną Westą i Miłoszem Dzenisem, reprezentantami Klubu Gry w Palanta "PSPal Trójmiasto".

15.40, 24.11.2022 . Aktualizacja: 15.40, 24.11.2022
Skomentuj Wygrana Puchar Polski w Palanta / fot. PSPal Trójmiasto
REKLAMA

"Od początku czułem, że ta drużyna ma w sobie potencjał." - mówi Miłosz Dzenis, prezes "PSPal Trójmiasto". Rozmawiamy z założycielem klubu gry w palanta oraz jego członkinią Magdaleną Westą. Przeczytajcie o historii gry w palanta, o tym, dlaczego każdy z nas powinien znać tą grę oraz o 24-godzinnym meczu bez przerwy! 

_______

A: Jak to się zaczęło? Jak stworzyliście zespół i skąd wzięła się cała idea?

MD: Zaczęliśmy grać w Trójmieście w 2015 roku. Pierwszy trening odbył się w Gdyni, na Polance Redłowskiej. Ta idea przyszła do nas, od naszego znajomego z Warszawy Łukasza Szymborskiego, który założył później Polskie Stowarzyszenie Palantowe - pierwszą organizację, z którą my też działamy. Łukasz przyjechał do nas, zagraliśmy pierwszy trening i od tego się zaczęło. I do 2019 roku to były spotkania nieregularne, ponieważ odbywały się co 2-3 tygodnie, czasem raz w miesiącu. To były wtedy bardziej grillowe spotkania niż systematyczne treningi.

A: Takie hobby, aby dobrze spędzić czas?

MD: Tak, właśnie tak. Mieliśmy czasami na treningach naprawdę bardzo dużo ludzi, bo 50-60 osób, ale były to takie spotkania na które oprócz gry przychodziło się porozmawiać ze znajomymi i zjeść kiełbaskę z grilla. Spędzaliśmy tam dużo czasu, bo przychodziliśmy rano – około godz. 10-11 i tak naprawdę do samego wieczora byliśmy razem na świeżym powietrzu. To było połączenie gry w palanta z towarzyskim spotkaniem rodzin. Mieliśmy już grupę działającą na Facebooku i tam wstawialiśmy relacje ze spotkań oraz wymienialiśmy się informacjami, np. kiedy będzie trening. Dawaliśmy znać naszym znajomym i po prostu co chwilę przychodziły też nowe osoby.

A: Czyli stricte towarzysko?

MD: Tak, ale z tego czasu w zespole zostały osoby, które do dzisiaj z nami są i grają w zawodach. Na przykład “Tonio” - Michał Toński i Kacper Lewalski. Są to takie osoby, które przychodziły od samego początku. Tak jak Magdalena Dzenis, Karol Stańczyk i ja.

MW.: Ja jestem od 2019 roku i jestem właśnie z tych osób, które to wszystko zobaczyły i dołączyły. Przechodziłam przez Park Regana, zobaczyłam taki wielki napis ,,Palant powraca” i widziałam, że jakaś grupka tam w coś gra. Wtedy pojawił się Miłosz i powiedział: "Cześć, jestem Miłosz i gramy w palanta. Zapraszamy, można dołączyć".

MD: Na naszych spotkaniach jest zawsze przyjaźnie, towarzysko i, tak jak zauważyłaś, gromadzi się masa ludzi, która spędza ze sobą czas i ma jakąś wspólną inicjatywę. Podczas treningów letnich, np. na Placu Kusocińskiego w Sopocie, skupiamy uwagę przechodniów, ale też bardzo dużo ludzi, również starszych, zatrzymuje się i po prostu wiedzą, że to jest gra w palanta. Często do nas podchodzą i mówią, że grali w palanta w dzieciństwie, ale na innych zasadach i może innym sprzętem. Patrzą na to z sentymentem. Sięgając jeszcze dalej, to mieliśmy takiego pana, który mówił, że grał w Gdańsku, jeszcze na ruinach miasta, które dopiero po wojnie zostało odbudowane. Opowiadał, że grali na ulicach wśród ruin w palanta zwykłą deską lub kijem. Piłki wtedy nie było, więc robiło się ją na przykład z włosów końskich.

A: To taka historia?

MD: Tak, piłkę można też zrobić ze skóry. Mamy taką nawet. W bagażniku wożę jedną. Jest bardzo ciężka i twarda. My obecnie gramy piłkami tenisowymi, które są bezpieczniejsze gdy zbijamy nią przeciwników i łatwo dostępne do zakupu. Dzięki temu można grać w każdym klubie, mieście tą samą piłką. No i żeby nie była zbyt droga, ponieważ takie palantowe, szyte piłki dużo więcej kosztują. Taka jedna kosztuje nawet 50 złotych, a my potrafimy zgubić lub zniszczyć na treningu kilka piłek. Wybicie następuje drewnianym kijem i naturalne jest, że sprzęt się zużywa.

A: Czy moglibyście opowiedzieć historię tej gry? Jak i kiedy to się zaczęło?

MW: Ja mam wrażenie, że wstanę o czwartej w nocy i przedstawię historię gry w palanta, dlatego że miałam już okazję tyle razy o tym mówić. Jest to tradycyjny polski sport. To aż 400 lat tradycji, więc ludzie już dawno, dawno temu grali w palanta. Niektóre źródła podają, że palant był prekursorem baseball'a. Mówi się, że baseball do Ameryki zawieźli nasi emigranci. Tam rozpoczęli grę w palanta i tak przekształcił się on w baseball, więc możemy się w sumie tym leciutko poszczycić, bo może tak rzeczywiście było.

A: Zawsze myślałam, że palant, to taka spolszczona wersja baseballa.

MD: Właśnie, niektórzy na to mówią ,,polski baseball”.

MW: No, a tak szczerze, to jest amerykański palant, tak można powiedzieć. Myślę, że w tym jest dużo prawdy, dlatego że grano u nas w palanta, zanim jeszcze powstały Stany Zjednoczone. Takie Stany Zjednoczone, które znamy teraz. I grano w wielu regionach i krajach - chociażby na terenie Europy zachodniej i środkowo-wschodniej. Te gry zalicza się do tak zwanych gier ,,kija i piłki”. Polegają one na tym, że odbija się po prostu to, co się trzyma w ręku np. piłkę innym przedmiotem np. kijem, patykiem, trzymanym w drugiej ręce. Te gry były znane od wieków i w różnych miejscach. W Polsce na przykład właśnie jako palant, ale w Niemczech obowiązująca nazwa to ,,schlagball”, natomiast w Rumunii – „oina” a w Finlandii „pesapallo”, które uznawane jest za ich narodowy sport.

MW: U nas palant jest od włoskiego ,,la palla”. Słowo to oznacza po prostu piłkę. Nazwa została przywieziona przez królową Bonę Sforzę z Włoch do Polski. W literaturze można znaleźć spolszczone nazwy tego sportu, ale palant przyjął się najbardziej. Była to gra dworska.

MD: Spotykamy się z tym, że każdy, gdy słyszy o palancie i mówi ,,super”, to zawsze ma uśmiech na twarzy. Nazwa może kojarzyć się bowiem nie tylko ze sportem. Wzięło się to zapewne stąd, że kij do palanta jest drewniany i nazywany potocznie tak jak gra - palantem. Skoro jest drewniany to także twardy, ale również może być łączony z takim przymiotnikiem jak „niemyślący”. I to jest pewnie przyczyna takiej konotacji dla tej nazwy. To tak jak nazwać kogoś obraźliwie „taboretem”, albo „młotkiem”. Te negatywne skojarzenia dla palanta nie budzą w nas jednak złych emocji. Tłumaczymy je zawsze na spokojnie właśnie włoskim pochodzeniem nazwy i wielowiekową tradycją gry w naszym kraju. A nawet jeśli ktoś dla żartu nazwie nas palantami to mówimy, że gracze w palanta to "palancistki" i "palanciści".

Druga sprawa - myślę, że też czasy PRL-u nam nie pomagały w tym, żeby to rozwinąć. Sport o dużych tradycjach polskich – to myślenie nie było dobrze odbierane przez władze komunistyczne i to, co było tradycyjne, polskie, raczej nie było zbyt mile widziane. Do lat 70. ubiegłego wieku istniał nawet Polski Związek Piłki Palantowej, który później został przekształcony w Polski Związek Baseballa i Softballa, czyli nawet władze komunistyczne wolały mieć u siebie sport amerykański, jako baseball, a nie nasz tradycyjny polski.

Jeszcze przed II wojną światową palant był prawie najpopularniejszą dyscypliną. Piłka nożna się mocno też rozwijała, czyli można powiedzieć, że palant był wśród najpopularniejszych sportów w naszym kraju. Ja się często śmieję, że to sport elit II Rzeczypospolitej, bo nawet Mieczysław Fogg w swojej autobiografii opowiadał o tym, że grał w palanta ze znajomymi dla prestiżu. Jego wtedy bardziej interesowało chodzenie do operetki, ale do utrzymania swojego prestiżu w towarzystwie, tak jak dosłownie pisze w swojej biografii „Od palanta do belcanta", chodził grać ze znajomymi w palanta. Czyli grano po to, żeby się pokazać. Można powiedzieć, że było to coś takiego jak obecnie gra w golfa czy gra w tenisa. Pewnie przed II wojną światową nie jeden biznes zrobiono przy grze w palanta. 

A: Mimo wszystko teraz ta dziedzina nie wydaje się zbyt popularna. Dlaczego?

MD: Dopiero od niedawna działamy (śmiech).

MW: Po pierwsze ten ówczesny związek sportowy gdzieś zatracił swoją działalność już wiele lat temu, a po drugie właśnie ta negatywna wymowa nie pozostawała bez znaczenia. W ten sposób trochę zaczął upadać ten sport. Choć wciąż w wielu szkołach gra się w palanta na zajęciach wf-u. Bardzo byśmy chcieli wskrzesić tę grę żeby była dostępna nie tylko dla młodzieży ale również dla dorosłych.

A: Myślę, że po części już to robicie. Ile teraz obecnie osób jest takich stałych? Mówiłeś wcześniej, że 50-60.

MD: Średnio na treningach mamy między 20-25 do 30 osób. To nie są stałe osoby, bo wiadomo, że każdemu zawsze coś wypadnie. Żeby utrzymać liczbę 25-30 graczy, musi być zainteresowanych osób 60-70 lub nawet więcej. Stowarzyszenie, które założyliśmy, czyli Klub PSPAL Trójmiasto założyły 22 osoby plus w międzyczasie doszło do nich jeszcze 5 osób. My mamy obecnie 27 członków stowarzyszenia. Wydaje mi się, że jak na tak niszową dyscyplinę, to nie jest mało.

MW: Dodam, że w palanta gramy w drużynach koedukacyjnych. Na treningach i turniejach zawsze w składzie są zarówno kobiety i mężczyźni.

A: Czy to są osoby z całego Trójmiasta? Czy ktoś spoza Trójmiasta też dojeżdża na treningi?

MW: Nie, ale chcielibyśmy poszerzać naszą działalność. No, ale to trzeba trafić na grupę ludzi zainteresowanych, takich jak my. No, bo robimy to trochę amatorsko i wolontaryjnie, raczej z pasji, niż dla jakichś korzyści. Liczymy oczywiście, że i takie kiedyś przyjadą ale obecnie to działalność na rzecz rozwoju społeczności i klubu.

A: Ale odnosicie sukcesy. W końcu zdobyliście ostatnio wyróżnienie i to dość duże.

MD: Tak, zaraz o tym opowiem, ale jeszcze chce dokończyć swoją myśl związaną z II Rzeczpospolitą i z Januszem Kusocińskim, czyli naszym mistrzem olimpijskim w biegu na 10 km z Los Angeles z 1932 roku. On też zanim zaczął biegać, grał w palanta. Jego biografia nazywa się ,,Od palanta do olimpiady”, czyli można powiedzieć, że palant był mocno obecny w przestrzeni społecznej, skoro takie wybitne osoby nazywały w ten sposób swoje biografie. Idealnie się złożyło, bo plac Janusza Kusocińskiego jest w Sopocie. Jest częścią Parku Północnego. Tam często graliśmy. Nie dość, że jest to park bardzo fajny do gry - duża przestrzeń zieleni, to dla nas idealne miejsce w czasie letnim, żeby tam grać - w miejscu, które ma dodatkowo jeszcze taki wymiar trochę ponad sportowy, historyczny.

Można powiedzieć, że palanta to nie jest coś, co wprowadzamy skądś, co jest zabrane z „zewnątrz”, jak np. nordic walking, ultimate frisbee czy jakiś inny sport. Trzeba szeroko mówić, co mamy i że gramy w palanta od pokoleń. I mamy swój polski, tradycyjny sport, z czego powinniśmy być dumni.

A: Nadal zastanawiam się czemu ta dyscyplina trochę „wygasła”. Przecież nie jest to sport taki jak np. jeździectwo lub żeglarstwo, że trzeba mieć na to większe nakłady finansowe.

MD: Tak to prawda. Bariera wejścia, w porównaniu do innych sportów, jest bardzo nieduża.

MW: Może ta oferta - tego teraz wszystkiego jest po prostu dużo. Jest dużo możliwości spędzania wolnego czasu.

A: Czyli, że palant np. nie jest modny? Na tej zasadzie - że ktoś wpierw musiałby zacząć go promować? Wydaje się, że to naprawdę fajna dyscyplina, a z drugiej strony nie jest taka trudna przecież. No, chyba, że tak łatwo mi mówić, bo nie trenuję jej na co dzień...

MD: Jeśli ktoś od najmłodszych lat jest sportowo rozwinięty, to bardzo szybko załapie, o co w tym chodzi. Oczywiście potem jest tak, że jak w każdej dyscyplinie czy drużynie sportowej, mamy swoje taktyki i żeby potem grać na najwyższym poziomie, to potrzeba ogrania i doświadczenia. Jak ktoś widzi nasze turnieje albo my oglądamy nasze nawyki zespołowe, to rzeczywiście widać to, że my po prostu gramy w to już długi czas regularnie i rozwijamy się w tym kierunku. Ale jeśli ktoś na przykład jest tenisistą, gra nawet nie tyle zawodowo, co po prostu nawet amatorsko i potrafi uderzyć piłkę w odpowiednim kierunku, to też sobie poradzi.

MW: Na początku mi się wydawało, że to jest łatwiejsze. Właśnie pierwszy raz gdy przyszłam na trening i pomyślałam o piłka, kijek, dam radę, ale jednak to pierwsze doświadczenie okazało się trudne. Po prostu jak ktoś już w to gra, to widać dobre umiejętności i nawyki. Jest taka zasada w palanta, że jak wybijasz i ktoś z obrońców złapie piłkę w jedną rękę od razu z powietrza, to wybijający jest wyautowany. Nie chodzi o to więc, żeby gdzieś huknąć wysoko, bo zaraz pojawia się szansa, że cię wyautuje ktoś dobry. Na początku myślałam inaczej, dlatego że wcześniej grałam w tenisa. Myślałam sobie ,,podejdę, uderzę i będzie okej.” I tak na pierwszym treningu często łapali mnie w jedną rękę i musiałam pauzować. Później było już znaczenie lepiej z moją grą [śmiech].

MD: A między bazami biegamy sprintem. To też jest bardzo wymagające. Czasem, żeby zdobyć kolejne bazy i punkt – bo tylko przebiegniecie przez wszystkie cztery bazy przez zawodnika atakującego daje punkt drużynie będącej na wybiciu, trzeba się trochę nabiegać. Nie każde wybiegnięcie z bazy kończy się dobiegnięciem do kolejnej. W tym przeszkadza drużyna broniąca, dla której jest to główne zadanie. Dystans między pierwszą a drugą bazą to 20 m, podobnie jak między trzecią a czwartą. Między drugą a trzecią natomiast jest od 12 do 14 metrów – w zależności od szerokości boiska na jakim gramy. No i jednak trzeba sprintem przebiec między tymi bazami i nie dać się zbić przez obrońców. Bo złapanie to jest jedna rzecz, która eliminuje zawodnika atakującego z gry, a druga, to jest zbicie, czyli po prostu rzucamy piłeczką w osobę, która biegnie i ona jest wyautowana.

A: Ah, zapomniałam właśnie o tym, że jeszcze trzeba zbijać, gdy ktoś biegnie.

MD: Tak, to wielka atrakcja naszej gry. Ja też lubię sobie rzucić z daleka, jak ktoś biegnie między bazami. Niejednokrotnie się udaje nawet z kilkudziesięciu metrów kogoś trafić. Mamy kilka takich osób, które się w tym specjalizują. A każde zbicie kończy się brawami, nie tylko od koleżanek i kolegów z własnej drużyny, ale też od przeciwników. Podobnie z resztą jak złapanie w jedną rękę. W zasadzie to każde świetne zagranie w obronie i ataku nagradzamy brawami. To daje zawsze dodatkową motywację do gry.

MW: Ja przyprowadzam dużo znajomych i każdy mówi ,,a co tam, tylko tak pobiegamy sobie. Przecież nawet się tu nie zmęczę”. Cóż... na drugi dzień odbieram sms-y pt. "Boże, jak mnie boli ręka albo biodro”. Takie zakwasy. (śmiech)

MD: Tak. Bolą mięśnie, które są nieużywane nawet w innych sportach. Jak ktoś gra w siatkę czy w kosza, to nie wykorzystuje tych wszystkich mięśni. Palant to po prostu osobna dyscyplina sportu, która ma swoje reguły i wyzwania na boisku. Rzadko zdarza się np. że w innych dyscyplinach sportowych musisz tak często biegać sprintem. No i samo wybicie piłki znad głowy angażuje wiele partii mięśni – ręka, bark, plecy.

A: No i ten refleks, prawda?

MD: Tak, musimy to zmierzyć. Ostatnio patrzyłem. jak tenisiści odbijają piłki - serwują z prędkością nawet ponad 200 km/h. Oni odbijają piłeczkę tenisową rakietą, a my odbijamy kijem i myślę, że czasem jak odbijają najlepsi nasi gracze, to nie wiem czy to nie jest porównywalne - szybkość piłki po wybiciu, może to być nawet ponad dwieście kilometrów na godzinę.

A: Oj... dostać taką piłką... (śmiech)

MD: Jeśli chodzi o sukcesy, to od 2015 zaczęliśmy grać "grillowo" i „towarzysko”, ale przejdźmy do 2019 roku, w którym zebraliśmy typowo sportową ekipę. Część to były osoby z mojej ówczesnej pracy. Pojawiła się również m.in. Magda i tak pojechaliśmy na pierwsze Mistrzostwa Polski w Palanta do Starych Jabłonek.

Wtedy wyjątkowo Polskie Stowarzyszenie Palantowe zorganizowało turniej w tym miejscu, a dokładnie na plaży w Starych Jabłonkach. Na niej również odbywały się przez jakiś czas Grand Prix Piłki Plażowej, które były znane na cały świat. Grając już wcześniej z zespołem czułem, że ta drużyna ma w sobie potencjał. Mistrzostwa odbywały się we wrześniu ale już prawie całe wakacje dużo trenowaliśmy. Mimo, że nie byliśmy jeszcze dobrze zgrani, byliśmy bardzo zdeterminowani do tego, żeby grać. Zawodnicy nawet nie wierzyli, że jedziemy po jakiś medal. Nasza drużyna miała białe i czarne koszulki z herbem Gdańska. Jak dojechaliśmy na miejsce to zobaczyliśmy te wszystkie profesjonalne drużyny poubierane, np. Kraków w czarno-złotych strojach.

A: Myśleliście, że wyglądacie jak amatorzy?

MD: Na pewno nie jedna osoba z zespołu pomyślała wtedy dokładnie tak: „Zagramy dwa mecze i pojedziemy do domu.”. Okazało się, że oba pierwsze mecze eliminacyjne wygraliśmy. Potem weszliśmy do strefy medalowej, zwyciężyliśmy w półfinale, później w finale zagraliśmy zacięty mecz z Rzeszowem, który wygraliśmy po zbiciu naszego kolegi Sebastiana Orłowskiego, i zostaliśmy Mistrzami Polski.

A: Wygrana to był dla was przełom?

MD: Tuż przed tym wydarzeniem, postanowiliśmy, że to nie będą już spotkania przy grillu, tylko wzięliśmy to na poważnie i były to spotkania typowo sportowe. Spotykaliśmy się bardzo często po pracy na 2-3 godziny grania przed Mistrzostwami.

A: Czyli wzięliście to bardziej na poważnie?

MD: Zobaczyliśmy, że to granie ma sens i postanowiliśmy, że nie przestajemy grać w zimę. Wynajęliśmy wtedy halę na całą zimę. Mistrzostwo dało nam wielki impuls do działania i rozwoju, który według mnie wykorzystaliśmy w najlepszy możliwy sposób.

MW: I potem zrobiliśmy sobie stroje.

A: Czyli można rzec, że postawiliście sobie jakąś poprzeczkę?

MW: Zobaczyliśmy, że dobrze nam to idzie, są sukcesy, jesteśmy dobrym team'em – to trzeba iść w tę stronę sportową. Wiedzieliśmy, że w przyszłym roku miały być organizowane Mistrzostwa w Warszawie, które odbywają się teraz cyklicznie w tym mieście. Wtedy pojechaliśmy na dwa składy - coraz więcej osób zaczynało regularnie u nas grać i tam wygraliśmy drugie mistrzostwa Polski. Zaczęliśmy być uznawani za poważną drużynę, z którą można konkurować. Generalnie jest też tak, że drużyna, która wygra Mistrzostwa Polski, w następnym roku jest organizatorem Pucharu Polski na trawie. Dzięki temu mieliśmy możliwość zorganizować dużą imprezę w Gdańsku na Stadionie Lekkoatletycznym i Rugby należącym do Gdańskiego Ośrodka Sportu, gdzie także zwyciężyliśmy i zajęliśmy również 2.miejsce.

A: W którym to było roku? 

MD: W 2021, w 2020 mieliśmy robić, ale wtedy była pandemia i Gdański Ośrodek Sportu nie organizował w tym czasie żadnych dużych imprez. W sumie zdobyliśmy trzy mistrzostwa z rzędu i również mieliśmy okazję zorganizować już dwa turnieje o Puchar Polski na trawie. 

A: To było dla Was wyróżnienie?

MW: Musieliśmy zadbać o zakwaterowanie, wyżywienie, dodatkowo rozegrać turniej, wypromować, zdobyć środki... Bardzo dużo ciężkiej pracy organizacyjnej ale też sportowej.

MD: O tak, ostatnim razem bardzo dobrze nam się udała organizacja. Zdobyliśmy sporo partnerów. Po zorganizowaniu wydarzenia wiele osób przekazywało nam informacje, że to był najlepszy turniej palanta w historii pod względem zarówno sportowym, jak i organizacyjnym. Po wydarzeniu tradycyjnie spotkaliśmy się ze wszystkimi uczestnikami już „na spokojnie” w Sopocie na afterparty w klubie przy plaży. Była okazja do świętowania i rozmów - nie tylko o palancie.

MW: Mamy ogólnie bardzo dobrze zorganizowaną drużynę. Przy organizacji wydarzenia podzieliliśmy się zadaniami. Bez tego osiągnięcie takiego poziomu nie byłoby możliwe. Jedni zajmowali się cateringiem, inni promocją w mediach czy sprawami związanymi z zakwaterowaniem i potem wszystko zbieraliśmy w całość . Oprócz tego turnieju już dwa razy byliśmy organizatorami Plażowego Pucharu Polski na Stadionie Letnim w gdańskim Brzeźnie. Było to w 2021 i 2022 roku. Tutaj także nasze drużyny zdobywały najwyższe miejsca na podium. A w tym roku organizowaliśmy również w Noc Muzeów grę w palanta pod hasłem: „Palant oświecony” w Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie. My wystąpiliśmy w naszych klubowych strojach, a reprezentacja muzeum w strojach dawnych. Była fantastyczna zabawa.

MD: Jednak jednym z największych naszych przedsięwzięć była próba ustanowienia rekordu świata i wpis do Księgi Rekordów Guinnessa, grając 24 godziny w palanta bez przerwy. I udało nam się to. Graliśmy przez całą dobę, a teraz czekamy jeszcze na potwierdzenie tego rekordu przez organizację Guinness World Records i wpis do księgi. Jak to się stanie to będzie dla nas wielkie wyróżnienie. Na pewno zrobimy duże wydarzenie, żeby się tym pochwalić.

A: A jakie były dopuszczalne przerwy?

MD: Nic takiego, żadnych przerw. Bez przerwy graliśmy przez 24 godziny w palanta. Każda z drużyn grała w składach 8-osobowych i w każdej było po 8 zmienników. To dopuszczał regulamin przedsięwzięcia. Zmiany składów robiliśmy co godzinę, a w nocy co dwie, żeby skład który odpoczywał mógł dłużej spać.

MW: Narzekaliśmy wtedy na pogodę i akurat jak graliśmy 18-19 czerwca, był to najgorętszy weekend 2021 roku.

MD: Nie mogliśmy opuszczać tego miejsca przez 24 godziny grania. Nie było możliwości, że ktoś sobie pojedzie na godzinę do domu i wróci. Wszyscy musieli być w kamerze, bo my to nagrywaliśmy – na potwierdzenie dla Guinnessa, że takie przedsięwzięcie się odbyło zgodnie z regułami. Boisko zamieniło się w taki cygański obóz, jedni grali drudzy odpoczywali na materacach. To było bardzo wycieńczające, nawet przez tę pogodę.

A: Ale to bardzo wytrzymałościowe, zdecydowanie!

MD: Nie wiedzieliśmy, z czym tak naprawdę się mierzymy i przez następne lata nie będziemy tego rekordu pobijać. (śmiech)

MW: Rano na zegarku miałam wybiegane 36 kilometrów (śmiech).

A: Ale takie wspólne inicjatywy chyba jednoczą, prawda?

MD: Zdecydowanie tak!

MW: Ten Puchar Polski w 2021 był tydzień później po tym naszym 24-godzinnym meczu i zastanawialiśmy się, jak zeszliśmy po całej grze z boiska, czy my teraz damy radę wystartować w zawodach (śmiech).

A: To nikt nie przysnął w kącie? 

MD: Nie, no, spaliśmy, robiliśmy zmiany, żebyśmy mogli pospać i odpocząć.

MW: Fajna atmosfera, przychodzili do nas znajomi z imprezy o 4 w nocy, rodzina nam przynosiła jedzenie. Super doświadczenie.

MD: Mieliśmy bardzo dużo rzeczy do zorganizowania. Chociażby musieliśmy przygotować duży zegar sportowy, ale też część techniczną do nagrywania, co nie było łatwym zadaniem. Musiały być też leżaki dla kibiców, dla nas, namioty, jedzenie, woda, zraszacze, żeby się schłodzić - zmęczenie było niesamowite. No i do tego organizacja osób. 36 osób uczestniczyło w meczu, ale byli też sędziowie, obstawa medyczna, regulaminowi sędziowie itd. W sumie ponad 50 osób. Próba nie odbyłaby się bez wielkiego wsparcia ZSO 5 w Nowym Porcie. Na ich szkolnym obiekcie miało miejsce nasze wydarzenie.

A: A nikt nie chciał zapewne odpuścić, żeby nie zawieść reszty.

MW: O 7 rano był kryzys, bo ogólnie graliśmy do 11, ale to już bliżej końca.

MD: Mieliśmy ratowników medycznych. Jedna osoba była podłączona pod kroplówkę z wycieńczenia. Znajomy lekarz nam zaproponował, żebyśmy włączyli muzykę i o 11, jak już schodziliśmy z boiska, mieliśmy w sobie dużo energii. Wynik meczu zakończył się 444:425, gdzie wyniki podczas normalnych meczów kończą się wynikiem 1:0, 2:0, czasami 15:14. Nadal czekamy na wpis do księgi, jest wiele procedur. Musieliśmy złożyć wiele dokumentów, ale warto czekać na tę chwilę.

MW: Guinness to wielka sprawa. Będziemy mieli co wspominać i czym się chwalić do końca życia. Tak jak sukcesami z zawodów ogólnopolskich. Do tej pory wywalczyliśmy 3 Mistrzostwa Polski, 2 Puchary Polski na trawie i 2 Plażowe Puchary Polski. Wystawialiśmy często 2 teamy i czasami na podium znalazły się obie drużyny, a nawet była sytuacja, że 3 nasze drużyny zajęły trzy pierwsze miejsca.

MD: Mamy również inne zwycięstwa np. w Pucharze Słubic, Pucharze Morąga, Pucharze Gdyni, czy Pucharze Warszawy. W sumie 24 medale ogólnopolskich imprez palantowych. A prawie wszystkie turnieje po 2019 roku.

A: Czyli to był taki przełom?

MD: Tak zdecydowanie tak. Na tegorocznych Mistrzostwach Polski w Warszawie niestety nie wygraliśmy, ale zajęliśmy 2. i 3. miejsce, co też jest dla mnie wielkim sukcesem. Czwarty rok z rzędu mamy medale na najważniejszym turnieju w kraju i wciąż jesteśmy liczącą się ekipą. To dla nas wielka sprawa, pokazująca że w dobrym kierunku zmierza nasz klub i dyscyplina. W tym roku wystartowało w tym turnieju 9 drużyn i był to bardzo dobry turniej pod względem sportowym.

MW: To też jest jakaś presja na nas, bo już mamy 3 mistrzostwa i wiele osób liczy na kolejne. Nas to cieszy, że palant się rozwija, że są drużyny, z którymi można rywalizować na bardzo wysokim poziomie.

MD: W tym roku Mistrzem została słubicka Kampa. Właśnie podczas wielu turniejów ta drużyna pojawiała się na wysokich miejscach, blisko nas. Nie była to drużyna, która pojawiła się znikąd. Kampa Słubice była od miesięcy dobrym zespołem i zagrali bardzo dobry turniej.

A: A ile jest drużyn w Polsce? Wspominałeś, że 20, dobrze pamiętam?

MD: 15-20 zespołów. Teraz było 9 drużyn, ale też wszystko zależy od sytuacji pieniężnych, organizacyjnych. Wszystko też zależy od liderów i cykliczności treningów. Jeżeli drużyna nie trenuje regularnie, to osoby nie traktują tego wyczynowo.

A: Dyscyplina musi być...

MW: W 2019 r. np. ominęłam 2 treningi, bo leżałam w szpitalu, a tak to nie chciałam omijać treningów. Jedynie jak wyjeżdżamy na urlop, to omijamy treningi.

MD: W najbliższym czasie wracamy na halę - już od października. Do kwietnia co tydzień będziemy grać dzięki naszemu sponsorowi. Otwieramy również stronę internetową.

A: Pojawiła się taka potrzeba?

MD: Pojawiła się okazja, żeby zrobić to w fajny sposób, profesjonalnie, na dobrych warunkach, ale potrzeba w sumie też. Możemy zebrać nasze sukcesy, historię palanta, ale również możemy wyjść z naszą ofertą do firm, szkół, dorosłych, dzieci. Nasza strona internetowa będzie esencją tego, co robimy.

MW: W sumie kiedyś też podczas WOŚP-u jedna firma wylicytowała trening z nami.

A: Ale super! Jest to szansa na integrację, a nie tylko wyjście na kolację czy na drinka.

MD: Tak, dokładnie. Oprócz wsparcia Orkiestry można zdobyć coś wyjątkowego dla siebie czy organizacji. W tym roku na licytację mamy już przygotowane kije z podpisami wybitnego szczypiornisty Artura Siódmiaka, a do wylicytowania będzie również trening i mecz pokazowy z nami. Oprócz tego jeszcze w tym roku będziemy organizować turniej gwiazdkowy i wystartujemy w zawodach halowych w Warszawie. Jak widać cały czas dużo się u nas dzieje. A co w przyszłym roku? Postaramy się o odzyskanie Mistrzostwa Polski, ale też zwycięstwa w innych turniejach.

A: A chciałabym jeszcze zapytać - czy są organizowane Mistrzostwa Międzynarodowe?

MD: No, właśnie nie ma. W palanta gra się obecnie praktycznie tylko w Polsce, ale wszystko przed nami (śmiech).

MW: Na koniec zapraszam wszystkich gorąco do spróbowania sił w naszej grze. Trenujemy w każdą środę na hali w Gdańsku w godzinach od 17.00 do 20.00. Zapraszamy po pełne informacje na nasz fanpage.

A: Dziękuję Wam bardzo za rozmowę.

-

fb: https://www.facebook.com/pspaltrojmiasto/

grawpalanta.pl

 

 

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%