Wiadomości Sopot newsy wydarzenia relacje

Zamknij

Dodaj komentarz

Mandaryna o pamiętnym występie w Sopocie: „To jestem ja i tyle”. Po latach mówi o sile, nie porażce

Przemysław Szczygieł Przemysław Szczygieł 17:38, 21.06.2026 Aktualizacja: 16:28, 19.06.2026
Skomentuj Mandaryna o pamiętnym Sopocie: „To jestem ja i tyle” W tle: Opera Leśna w Sopocie, fot. esopot.pl. W okręgu z prawej strony: Mandaryna w 2019 roku, fot. Fryta 73 - Flickr (CC BY-SA 2.0).

Ponad dwie dekady po występie na Sopot Festivalu Mandaryna nie próbuje wymazać tamtego wieczoru z własnej historii. W rozmowie z Anną-Marią Sieklucką w podcaście „P.S. I LOVE YOU” artystka nazwała sopocki epizod „strasznie zgranymi kartami”, ale jednocześnie uznała go za część swojej tożsamości. Mówiła o cenie błędów, odzyskanej pewności siebie i sile, która pozwala przestać żyć cudzą oceną.

Odcinek zatytułowany „MANDARYNA: SCHOWANIE DUMY W KIESZEŃ TO SIŁA, NIE SŁABOŚĆ” ukazał się w środę, 17 czerwca 2026 roku, na platformie YouTube. Podczas rozmowy Anna-Maria Sieklucka zapytała Martę „Mandarynę” Wiśniewską między innymi o początki jej kariery, medialną popularność, rozwód z Michałem Wiśniewskim oraz występ w Sopocie, który przez lata wpływał na sposób postrzegania artystki.

::addons{"type":"youtube","url":"https://www.youtube.com/watch?v=NuCVaeGowTQ"}

„To już są strasznie zgrane karty”

Mandaryna przyznała, że dzisiaj dobrze radzi sobie ze wspomnieniem sopockiego koncertu. Nie chce jednak po raz kolejny szczegółowo analizować wydarzenia sprzed ponad 20 lat.

Artystka określiła tamtą historię jako „strasznie zgrane karty” i zaznaczyła, że nie sięga już do niej myślami.

W rozmowie nie wracała do technicznych kulis koncertu ani do pojawiających się przez lata teorii dotyczących przyczyn krytycznie ocenionego wykonania. Zamiast tego skupiła się na tym, jak zmieniło się jej życie i co ostatecznie wyniosła z trudnych doświadczeń.

Podkreśliła, że ważniejsza od medialnych niepowodzeń pozostaje dla niej rodzina. Mówiła o dwojgu dorosłych już dzieci, Xavierze i Fabienne, oraz o relacji z ich ojcem, Michałem Wiśniewskim.

Mandaryna stwierdziła, że ma „wspaniałe dzieci”. Jak dodała, jest przekonana, że wychowała je na „cudownych, wrażliwych, otwartych, zdolnych ludzi”. Jej zdaniem już z tego powodu droga, którą przeszła, była wspaniała.

Mandaryna o cenie potknięć. „To wszystko to są jakieś rysy”

Choć Mandaryna traktuje historię związaną z Sopotem jako zamknięty rozdział, nie odcina się od niego. Przeciwnie, uważa, że niepowodzenia, podobnie jak sukcesy, budują człowieka i wpływają na to, co ma później do powiedzenia.

– Uważam, że za wszystkie nasze potknięcia płacimy jakąś cenę – powiedziała.

Artystka dodała, że „to wszystko to są jakieś rysy”. Jej zdaniem doświadczenia, także te bolesne, sprawiają, że człowiek staje się pełniejszą i bardziej świadomą siebie osobą.

Jak wyjaśniła, osobiste przeżycia ukształtowały jej charakter i artystyczny język. To właśnie dzięki nim może dziś opowiadać o trudnych sprawach bez udawania i bez budowania wizerunku osoby, której zawsze wszystko się udawało.

– Mam za sobą pewne doświadczenia, które ukształtowały mój kręgosłup – mówiła Mandaryna.

Dodała również:

– Jeśli mówię o czymś mocnym, to to jest mocne. I z tego się bardzo cieszę.

„Wszystko, co się wydarzyło, jest moją tożsamością”

Jedne z najbardziej wymownych słów padły, gdy rozmowa zeszła na akceptację własnej przeszłości. Mandaryna zaznaczyła, że nie potrzebuje już odcinać się od błędów ani przekonywać odbiorców do innej oceny wydarzeń.

– I chociażby dlatego to wszystko, co się wydarzyło, po prostu jest moją tożsamością. To jestem ja. I tyle. I może się to komuś podobać, może nie – powiedziała.

Dodała, że opinie innych ludzi nie są już dla niej najważniejszym punktem odniesienia. Jak podkreśliła, wie, kim jest, zna swoją wartość i własną wrażliwość.

Mandaryna przyznała także, że dzięki swoim doświadczeniom ma „o czym w życiu mówić, o czym rozmawiać” – zarówno z samą sobą, jak i ze swoimi dziećmi.

To wyraźna zmiana w porównaniu z pierwszymi latami po pamiętnym koncercie, kiedy występ w Operze Leśnej stał się dominującym tematem licznych publikacji oraz komentarzy dotyczących jej kariery.

Mandaryna i jej powrót do Sopotu

Historia Mandaryny i sopockiej sceny rozpoczęła się we wrześniu 2005 roku podczas 42. edycji Sopot Festivalu. Wykonanie utworu „Ev’ry Night” szybko stało się jednym z najczęściej komentowanych i przypominanych występów polskiej popkultury początku XXI wieku.

Wokalna część wykonania wywołała falę krytyki, a nagranie przez kolejne lata było wielokrotnie udostępniane i przerabiane. Mimo negatywnych komentarzy Mandaryna zajęła w głosowaniu publiczności drugie miejsce.

::addons{"type":"youtube","url":"https://www.youtube.com/watch?v=aehNWGscU3Y"}

Dwie dekady później historia zatoczyła koło. 29 czerwca 2025 roku Marta Wiśniewska ponownie stanęła na scenie Opery Leśnej podczas jubileuszowego koncertu z okazji 30-lecia zespołu Ich Troje. Wróciła wówczas do „Ev’ry Night”, a na scenie towarzyszyła jej córka Fabienne. Tym razem występ został przyjęty przez sopocką publiczność niezwykle ciepło.

::addons{"type":"youtube","url":"https://www.youtube.com/watch?v=eVCMZHYw6qM"}

Powrót można było odczytać jako symboliczne domknięcie historii, która przez lata żyła własnym życiem. Mandaryna nie próbowała udowodnić, że koncert z 2005 roku nigdy się nie wydarzył. Stanęła przed publicznością ze świadomością tego, jakie znaczenie miał on dla jej kariery.

„Schowanie dumy w kieszeń to jest duża siła”

Tytuł podcastu nawiązuje do słów Mandaryny dotyczących dojrzałości, wybaczania i relacji z byłym mężem. Artystka opowiedziała, że po latach potrafi przyjaźnić się z Michałem Wiśniewskim i słuchać jego opinii również w sprawach zawodowych.

– I nauczyłam się tego, że czasem schowanie dumy w kieszeń to jest duża siła. I absolutnie nie uważam, że to jest jakaś słabość i podkulenie ogona – powiedziała.

Jak wyjaśniła, taki krok wymaga poczucia własnej wartości, a nie rezygnacji z godności. Podkreśliła, że aby schować dumę w kieszeń, „trzeba znać swoją wartość” i mieć świadomość, że nie oznacza to uszczerbku na honorze.

– To jest naprawdę spora siła – oceniła.

Choć wypowiedź odnosiła się przede wszystkim do relacji z Michałem Wiśniewskim, dobrze oddaje również sposób, w jaki Mandaryna mówi dziś o własnej karierze. Nie wypiera się trudnych wydarzeń, ale też nie pozwala, aby pojedynczy występ nadal określał całe jej życie.

Sopocki koncert pozostaje częścią historii, ale nie jej zakończeniem

Mandaryna podkreśla, że jest obecnie osobą spełnioną, choć nadal chce tworzyć i podejmować nowe wyzwania. W podcaście opowiedziała między innymi o dalszej pracy nad muzyką oraz projektami scenicznymi.

Występ z 2005 roku pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych momentów polskiej popkultury początku XXI wieku. Z perspektywy Mandaryny nie jest już jednak otwartą raną ani wydarzeniem, przed którym trzeba uciekać. Jest jedną z „rys”, o których artystka mówiła Annie-Marii Siekluckiej, częścią drogi prowadzącej od nagłej popularności, przez bolesną ocenę publiczną, aż do momentu, w którym może powiedzieć bez potrzeby dalszego tłumaczenia: „To jestem ja. I tyle”.

::news{"type":"see-also","item":"34217"}

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%