W poniedziałek, 23 lutego, w godzinach porannych na podwórzu kamienicy przy Al. Niepodległości 825 doszło do groźnego zdarzenia. Z dachu budynku spadły duże bryły lodu, które poważnie uszkodziły dwa samochody zaparkowane przy wejściu do klatki. W jednym z aut rozbita została szyba i uszkodzona karoseria, w drugim doszło nawet do załamania dachu.
Z nadesłanych do redakcji zdjęć wynika, że uszkodzenia są rozległe: na jednym z pojazdów widać rozbitą przednią szybę z rozległą „pajęczyną” pęknięć, a w drugim przypadku zniszczenia obejmujące także elementy nadwozia. Z relacji właścicieli aut wynika, że samochody do czasu dokonania oględzin przez rzeczoznawcę i dopełnienia formalności stały na podwórzu w miejscu zdarzenia.
Poszkodowani podkreślają, że tym razem skończyło się na stratach materialnych, ale sytuacja mogła zakończyć się tragedią.
Do redakcji Dzień Dobry Sopot – esopot.pl napisał pan Grzegorz, właściciel jednego z uszkodzonych pojazdów. Wskazuje, że w momencie zdarzenia przed budynkiem nie było widocznych żadnych zabezpieczeń ani ostrzeżeń, a sytuacja była szczególnie niebezpieczna, bo bryły lodu mogły spaść na osoby wychodzące z budynku.

Podobnie sytuację opisuje żona pana Grzegorza w rozmowie telefonicznej z naszą redakcją. Podkreśla jednak, że najbardziej poruszyła ich nie sama szkoda w aucie, lecz realne zagrożenie dla życia i zdrowia:
„Nie chodzi o samochód, bo to jest rzecz materialna. Chodzi o to, że nikt nawet tu się nie pofatygował. Bryły lodu leciały jeszcze wczoraj [red. tj. 24 lutego] z dachu. (…) Jakby spadło człowiekowi na głowę, to by zabiło” – usłyszeliśmy.
Oba uszkodzone pojazdy są spoza Trójmiasta, przy czym jeden z nich, jak wskazują tablice rejestracyjne, pochodzi ze Szwecji. Poszkodowani wynajmowali mieszkanie w tej kamienicy krótkoterminowo, a auto zaparkowali na podwórzu, w miejscu, gdzie zwyczajowo parkują stali mieszkańcy.

Administracja przekazała również, dlaczego nie zlecono odśnieżania dachu.
"W związku z faktem, że śnieg w dn. 23 lutego topił się dość szybko, mieszkańcy wspólnoty budynku Niepodległości 825 podjęli decyzję, że nie podejmują działań związanych z usunięciem pozostałego śniegu z dachu. Na dachu pozostało niewiele śniegu, który nie stwarzał zagrożenia" – czytamy w przesłanym oświadczeniu.
W kwestii zabezpieczenia terenu administracja wyjaśnia, że wspólnota ma umowę z firmą sprzątającą na odśnieżanie dojścia do klatki schodowej, a teren w dniu zdarzenia miał być odśnieżony i zabezpieczony. Jednocześnie wskazano, że do budynku prowadzą dwa wejścia: od frontu i od strony podwórza.
Administracja poinformowała też, że podczas zgłoszenia poszkodowani mieli otrzymać numer polisy ubezpieczeniowej oraz nazwę towarzystwa, a szkody właściciele zgłaszają już samodzielnie. Administracja ma potwierdzać wystąpienie szkody na wniosek ubezpieczyciela.
W stanowisku administracji pojawia się też opis procedur zimowych: przy obfitych opadach pracownik ma sprawdzać nieruchomości pod kątem nawisów śnieżnych i sopli, a w razie zagrożenia kontaktować się z zarządem wspólnoty. Administracja zaznacza przy tym, że sople powstają na budynkach z niedocieplonymi dachami i stwierdza, że na tym budynku sople nie powstają. Dodaje też, że wcześniej nie miała zgłoszeń od mieszkańców o zagrożeniu od strony podwórza.
"Ewentualne zagrożenie spadnięcia sopli od strony podwórka zgłaszają zazwyczaj mieszkańcy. Na każde zgłoszenie wysyłany jest wykonawca celem usunięcia sopli i śniegu. W bieżącym roku z każdego budynku, na którym zwisały sople, były one usuwane" – informuje administracja budynku.
To bardzo ważne w kontekście obowiązujących przepisów. Te zaś są jednoznaczne. Właściciel lub zarządca nieruchomości ma obowiązek usuwać z dachu śnieg, lód i sople mogące zagrażać ludziom lub mieniu. W przypadku zaniedbania może grozić zarówno odpowiedzialność cywilna, jak i karna.

To jeden z najważniejszych punktów sporu. Z jednej strony mamy poszkodowanych, którzy ufając w bezpieczeństwo ogólnodostępnego podwórza, liczyli na właściwe zabezpieczenie terenu przez zarządcę. Z drugiej administrację, która operuje w ramach przyjętych procedur, budżetów wspólnoty i subiektywnej oceny ryzyka.
Poszkodowani twierdzą, że w dniu zdarzenia nie było ostrzeżeń, a samochody stały w miejscu, gdzie człowiek wychodząc z budynku mógłby znaleźć się w strefie zagrożenia. Zgłosili oni sprawę do ubezpieczyciela i liczą na jej wyjaśnienie.
Administracja natomiast odpowiada, że wspólnota ma umowę z firmą sprzątającą na odśnieżanie dojść, a teren w dniu zdarzenia miał być odśnieżony i zabezpieczony.
Sytuacja ta pokazuje, że w czasie odwilży zagrożenie wciąż jest realne, szczególnie przy starych, stromych dachach, których w Sopocie nie brakuje. Sprawa zapewne znajdzie swój dalszy bieg w postępowaniu ubezpieczeniowym i w wyjaśnieniach między stronami.
Zdarzenie to jest gorzką lekcją dla nas wszystkich. Tym razem skończyło się tylko na wgniecionej blasze i zbitej szybie. Co gdyby jednak na linii spadku lodu znajdował się nie samochód, lecz człowiek? Historia z sopockiego podwórka jest przestrogą, że czasem od tragedii dzieli nas jedynie łut szczęścia i kilka centymetrów.
Zimą i w okresach odwilży sytuacje związane ze spadającym śniegiem i lodem potrafią zmieniać się z godziny na godzinę. Jeśli widzicie niebezpieczne nawisy śnieżne lub bryły lodu nad wejściami, chodnikami czy miejscami parkowania: omijajcie zagrożoną strefę, zawiadomcie administrację lub zarządcę budynku, a jeśli zagrożenie jest bezpośrednie (np. lód odpada na bieżąco), dzwońcie pod numer alarmowy 112.
[ZT]39833[/ZT]
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu esopot.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz