Zamknij
REKLAMA

"W Sopocie potrafimy rozmawiać. Dobrze, gdyby w Polsce było podobnie" - wywiad z Jackiem Karnowskim

09:44, 11.01.2020 | Emil Bogumił
REKLAMA
Skomentuj

Po Święcie Trzech Króli na dobre weszliśmy w 2020 rok. Styczeń to najlepszy miesiąc na podsumowanie minionych 12 miesięcy. Dla sopocian był to okres wprowadzenia uchwały krajobrazowej, walki z piecami kaflowymi oraz oddania do użytku m.in. szpitala geriatrycznego. 2019 rok to także wybory parlamentarne i tzw. pakt senacki, w którego powstanie angażował się Jacek Karnowski. Jak Prezydent Miasta Sopotu ocenia minione miesiące?

W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach, w Sopocie wiele się wydarzyło. Miasto walczyło o czyste powietrze, niedawno odbyło się spotkanie dotyczące zagospodarowania terenów dookoła Ergo Areny, wprowadzano zmiany związane z uchwałą krajobrazową. Pan zaangażował się w funkcjonowanie sztabu Koalicji Obywatelskiej. Co Pan uważa za sukces miasta, a co za Pański osobisty sukces?

Myślę, że największy, najbardziej widoczny sukces miasta to wprowadzenie zmian związanych z uchwałą krajobrazową. To uporządkowało przestrzeń, „uwolniło” elewacje wielu pięknych, sopockich budynków od szpecących wielkopowierzchniowych reklam.  Zrobiliśmy to jako jedno z pierwszych miast w Polsce. To krok w dobrą stronę.

Kolejnym sukcesem minionego roku  było z pewnością otwarcie szpitala geriatrycznego. Widzę tu rolę służebną Sopotu wobec  całej metropolii. Myślę, że wielu sopocian czekało na ten szpital. To bardzo potrzebna inwestycja.

Cieszy mnie również rosnące zainteresowanie naszymi wydarzeniami kulturalnymi. Staramy się by miały naprawdę wysoki poziom i to się udaje. Literacki Sopot czy Sopot Classic to festiwale o zasięgu międzynarodowym. Literacki Sopot każdego roku przyciąga do kurortu kilkanaście tysięcy uczestników.

A patrząc szerzej, cieszę się, że mogłem uczestniczyć w doprowadzeniu do paktu senackiego. Mamy dzięki temu choć pewną równowagę we władzach centralnych. Nie istnieje przegięcie w jedną stronę. W Sopocie, w Radzie Miasta, potrafimy ze sobą rozmawiać i dobrze byłoby, gdyby w Polsce było podobnie. Pakt senacki jest zdecydowanym sukcesem.

Na jednym z protestów w obronie sądów mówił Pan o potrzebie wychodzenia do rządzących z propozycją porozumienia, mimo że PiS całkowicie lekceważy opozycję.

W Sopocie mamy sytuację odwrotną. To my jako odpowiedzialni za miasto musimy i wychodzimy do opozycji, szukamy porozumienia. Choć czasami nie jest łatwo. Jednak nie możemy popełniać tego samego błędu, który popełnia rządzące Polską PiS. Oczywiście są tacy, którzy nie chcą rozmawiać i widzą tylko swój prywatny interes, sprzeczny z interesem miasta i mieszkańców. Szanujemy tych, którzy przestrzegają prawa. Pamiętajmy, wszyscy jesteśmy mieszkańcami Sopotu, a niezależnie od poglądów, każdy z nas jest również mieszkańcem Polski. Nikogo nie można wykluczać.

Centralnie każda narracja wydaje się inna, ale wydaje się, że w Sopocie jest inaczej. Czy ta komunikacja z innymi opcjami jest możliwa tylko na posiedzeniach Rady Miasta?

Nie, nie tylko na posiedzeniach rady. Na przykład wszyscy radni, poza jednym, pojawili się na spotkaniu wigilijnym. Było to szczególnie ważne, bo uczestniczyli w nim zaproszeni Polacy - repatrianci z Gruzji i Kazachstanu, których przyjęliśmy. Potrafimy także wspólnie czcić ważne dla naszego kraju rocznice, składać kwiaty  np. 11 listopada pod pomnikiem.  W wielu kwestiach się nie różnimy.

Powiem szczerze, że bardzo miło zaskoczyli mnie „Mieszkańcy dla Sopotu”, którzy przynieśli dary dla Polaków na Białorusi,  które zawieźliśmy do Grodna.  Pokazali w ten sposób, że mimo różnic możemy coś razem zrobić. To sensowne, konstruktywne działanie. Niestety, na co dzień nie jest już tak różowo.  Złą robotę robią tu media elektroniczne, które wyzwalają agresję i doprowadzają do tego, że ludzie obrzucają się błotem.

Miasto to przede wszystkim mieszkańcy. Jak Oni odczują zmiany, których trzeba było dokonać w budżecie przez m.in. zmiany w rozliczeniach podatkowych, czy potrzebie dopłacania do wynagrodzeń nauczycieli?

To będzie wyzwanie  w nowym roku. Należy przede wszystkim powiedzieć, że nikt nie jest przeciwny, by nauczyciele dostawali podwyżki, czy by młodzi ludzie korzystali z ulg podczas rozliczania PIT-u. Miasto w swoim zakresie podwyższa  pensje  nauczycielom.  Nauczyciele mają w Sopocie dodatki motywacyjne, mają zajęcia dodatkowe, wypłaciliśmy im pieniądze za straty  spowodowane strajkiem. My dajemy swoją część. Dobrze byłoby, żeby Państwo nie sięgało po pieniądze Mieszkańców Sopotu, kiedy chce przekazać swoją. To są elementy budżetu, które powinny być przeznaczone na zieleń, drogi, oświatę, czy pomoc społeczną.

Tak samo wygląda sytuacja z ulgą dla młodych. Dobrze byłoby, gdyby była ona finansowana z części, którą otrzymuje budżet centralny. My im pomagamy, np. budując mieszkania komunalne. W praktyce wygląda to tak, że przez zmiany wprowadzone przez PiS  nie powstanie w Sopocie jedna droga, będzie np. gorsza nawierzchnia na ulicy Parkowej, czy w mniejszym stopniu wyremontowana ścieżka rowerowa na Armii Krajowej. 

W Sopocie oświata nie musi się obawiać o pieniądze. Ale w Polsce są już takie gminy, które nie są w stanie wypłacić pensji nauczycielom. To jest bardzo niebezpieczne. My, jako miasta zjednoczone w Związku Miast Polskich, bijemy się, by każdy miał jednakowy dostęp do oświaty. Na tym nam bardzo zależy.

Wychodząc w przyszłość, widzi Pan pewne inwestycje, które z powodów problemów z budżetem nie zostaną w 2021 roku zrealizowane?

Obecnie myślimy o tym, by nie zaczynać zbyt wielu nowych inwestycji. Oczywiście te nowe inwestycje wymagają zgody mieszkańców. Cieszę się z tego, że na spotkanie, na dyskusję o planie zagospodarowania terenów wokół Ergo Areny przyszło tak wielu mieszkańców. Chciałbym, żeby na każde spotkania przychodzili tak licznie, nawet gdyby dyskusja była tak samo burzliwa. Być może, tę inwestycję ze względu na obcięte finanse trzeba będzie odłożyć w czasie. Może na razie zrobimy tylko plan.

Patrząc z kolei na kwestie zepsutej przez  „deformę” oświaty, do szkół podstawowych poszli 7- i 8-klasiści i w niektórych placówkach sale gimnastyczne są zbyt małe. Chodzi tu o SP nr 1 i SP nr 8. Powinniśmy wybudować tam większe sale, ale nie wiemy, czy nam się to uda i czy dostaniemy dotacje. Niestety, polski rząd przyznaje dotacje według uznania politycznego.  To bardzo smutne i przeczy idei państwa prawa.

Wspomniał Pan o budownictwie komunalnym. Czy poza tym istnieją jakieś plany rozwiązywania sopockich problemów demograficznych?

Chodzi przede wszystkim o to, by młodzi ludzie nie wyjeżdżali do innych miast, by zostawali w Sopocie. Poza mieszkaniami rozpoczniemy budowę drugiego żłobka, by dzieci sopocian miały zapewnione miejsca i opiekę. Nieustannie dbamy o zieleń i czyste powietrze, o wysoki poziom oświaty i kultury, o to, by utrzymać wysoki standard życia w naszym mieście.  To dobre powody do tego by ludzie chcieli żyć i mieszkać w Sopocie.

Ostatnio doszło do zmian kadrowych w Urzędzie Miasta. W ich wyniku stanowisko wiceprezydenta objęła Pani Magdalena Czarzyńska-Jachim. Czy gdyby tego typu zmiany miały dotyczyć Pana, potrafiłby Pan wskazać swojego następcę?

Myślę, że wskazanie następcy byłoby wskazaniem pewnej grupy. Platforma Sopocian to ugrupowanie, które ma większość w Radzie Miasta. Warto popatrzeć, jak taki ewentualny kandydat, czy kandydatka, byliby odbierani przez Sopocian. Nie chciałbym uzurpować sobie prawa do wskazywania następcy.  Ale też nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek ingerowania w działania przyszłego prezydenta. Muszę jednak powiedzieć, że na razie się nigdzie nie wybieram.

Przemawiając w trakcie protestu w obronie sądów, przyznał Pan, że od wyjazdów do Warszawy woli Pan powroty do Sopotu. Zmiana otoczenia z lokalnego na Warszawę mocno psuje dotychczasowych samorządowców?

Praca w samorządzie ma przede wszystkim ten plus, że jest się blisko ludzi i bardzo szybko widać tu jej efekty. Samorządowcy są na miejscu i lepiej niż władze centralne rozpoznają potrzeby mieszkańców. Człowiek nie jest odgrodzony płotem, a taka sytuacja występuje w Sejmie, co jest haniebne. Tutaj każdy może przyjść, umówić się i porozmawiać. Samorządowca można również  spotkać na ulicy. Sopot jest miastem, w którym każdy chciałby mieszkać. Może my sopocianie czasami za mało to doceniamy?

Muszę przyznać, że kocham góry, lubię wyjechać do Zakopanego i przy okazji zatrzymać się w Krakowie. Dla mnie to miejsca kultowe. Wydaje mi się, że my sopocianie często zapominamy o naszych możliwościach. Kto ostatnio był na plaży zimą, żeby pospacerować?  Kiedy ostatni raz patrzyliśmy na kamieniczki, na wspaniałą architekturę, czy sopocką zieleń? To dla nas codzienność, której nie dostrzegamy. Lubię wyjść w sobotę, czy niedzielę na ścieżkę do lasu i pojeździć na rowerze. Lubię zimą  założyć biegówki i wyjść na plażę. Nie ma drugiego takiego miejsca, gdzie możemy biegać na nartach i patrzeć na morze. Świetne jest również to, że po naszym mieście możemy poruszać się na piechotę lub rowerem. Myślę, że naprawdę jest sporo kwestii, których nie doceniamy.

Kończąc karierę polityka, chciałby Pan dokonać tego tu, w samorządzie, czy dopuszcza Pan inne możliwości?

Trudno powiedzieć, bo nie czuję się na tyle staro, by planować emeryturę. Wydaje mi się, że wszędzie można pracować dla ludzi.

Myślę, że w tym momencie warto powiedzieć, co nam się w Sopocie w ostatnim roku nie udało. Na pewno nie udał nam się rower metropolitalny. Trafiliśmy na nieuczciwego kontrahenta i musieliśmy odstąpić od umowy, by chronić publiczne środki przeznaczone na finansowanie tego projektu.  To był jedyny sposób i szansa na ratowanie idei roweru metropolitalnego. Wierzę, że uda się wypracować nowe rozwiązania, a ja będę się bił, by był to rower elektryczny. Konsultujemy te kwestie i przyglądamy się miastom, w których takie systemy z powodzeniem funkcjonują. Dobrym przykładem może być np. Kopenhaga.

Musimy również przyspieszyć budownictwo komunalne. Zgadzam się tutaj z opozycją, że powinniśmy to robić szybciej. Trochę nas blokują plany zagospodarowania przestrzennego.

Jeśli chodzi o przyszłość, to na pewno czeka nas jeszcze większy rozwój komunikacji miejskiej i ograniczenie liczby samochodów. Ważną kwestią jest też utrzymanie dobrej jakości powietrza. Do końca 2023 r. z Sopotu znikną piece opalane węglem. Zrobiliśmy już bardzo dużo w tym zakresie. W 1995 r. takich kopciuchów było ok. 8 tysięcy, teraz zostało ich około 350. Przez najbliższe dwa lata miasto w stu procentach będzie finansowało wymianę pieców węglowych na ogrzewanie proekologiczne. Na nasz wniosek dla Sopotu tworzona jest uchwała antysmogowa.

Mówiąc o ograniczeniu zanieczyszczenia i samochodów ma Pan na myśli na przykład wprowadzenie stref bez diesla?

Absolutnie uważam, że przyszłość to właśnie takie strefy bez diesla, a może nawet będziemy zmuszeni wyodrębniać strefy bez samochodu. Na pewno powinniśmy podnieść opłatę parkingową, o ile będzie taka możliwość. Wtedy musi być dużo sprawniejsza komunikacja miejska.

Strefy bez samochodu to coś, co w przyszłości być może nas czeka.  Ale wprowadzenie  ich wymaga zmiany naszej mentalności. Na początku musimy przede wszystkim chcieć odstawić samochody.

Ma Pan przesłanie do sopocian, które chciałby Pan przekazać z okazji wejścia w Nowy Rok?

Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że warto się uśmiechać. Szkoda też czasu na  kłótnie z sąsiadami. W Polsce mamy z tym problem. Z tego co pamiętam - Szwedzi mają nam oddać to, co zabrali podczas Potopu, Litwini Wilno, Białoruś jest zła, południowi sąsiedzi powinni zwrócić Zaolzie, Niemcy to wrogowie od zawsze… Chciałbym, żebyśmy patrzyli na ludzi inaczej. Wiem, że czasami mamy w sobie poczucie krzywdy, ale warto spojrzeć na niektóre kwestie z innej perspektywy. Zwrócić uwagę, że od niektórych wydarzeń minęło 70, a od niektórych i 400 lat. To przecież są już zupełnie inni ludzie…

Chciałbym, żebyśmy potrafili być gościnni, tak jak dla nas byli gościnni ludzie z Bliskiego Wschodu podczas II wojny światowej. Byśmy dla osób np. z Kazachstanu, Białorusi, Ukrainy, ale także z Bliskiego Wschodu byli bardziej otwarci.  Chcemy być goszczeni, jak w Wielkiej Brytanii, Holandii czy w Stanach Zjednoczonych, ale nie zawsze potrafimy być gościnni. Może warto wziąć sobie do serca słowa księdza Jana Kaczkowskiego, który słysząc nienawistne wypowiedzi wobec przybyszów z Afryki, powiedział: „jestem pewien, że Świętej Rodziny nie wpuszczono by do Unii Europejskiej. Po pierwsze, święty Józef dziwnie wyglądał. Miał przecież brodę. Można więc pomyśleć, że to talib. Mówi w jakimś dziwnym języku, ma ciemną karnację. Matka Najświętsza też jakaś dziwna. Ma dziecko, ale pozostała dziewicą. Stary osioł też pewnie ma jakieś choroby”.

Wiem, że sopocian to nie dotyczy. My jesteśmy gościnni. Życzyłbym sobie i wszystkim, żeby to promieniowało na cały kraj.

(Emil Bogumił)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (2)

sopocianka 73sopocianka 73

1 2

obysmy byli lepsi dla siebie w tym roku, pozdrawiam pana prezydenta 19:00, 11.01.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

greg43greg43

3 0

szkoda, ze to tylko piekne slowa, niestty w sopocie nie wszystko tak ladnie wyglada i z tym dialogiem tez jest roznie, jest wiele do zrobienia, infratrukura przy plazy, atrakcje zimowe, lepsza promocja oferty dla sopocian.. 19:03, 11.01.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© esopot.pl | Prawa zastrzeżone