Zamknij

Władza, pieniądze i korty tenisowe – gorąca dyskusja w Telewizji Gdańsk

13:20, 05.12.2018 | Ewa Podlasińska
REKLAMA
Skomentuj

Trzeciego grudnia, gospodarze programu Pomorze Samorządowe, Maciej Boryń i Łukasz Sitek, zaprosili sopockich radnych, dziennikarzy, działaczy i samorządowców na cotygodniową, realizowaną na żywo debatę w studiu Telewizji Gdańsk. Gośćmi programu byli radny Bartosz Łapiński, po raz pierwszy wybrany do Rady Miasta Sopotu Tomasz Petkowski, członkini stowarzyszenia Mieszkańcy dla Sopotu – Małgorzata Tarasiewicz, redaktor naczelny Gazety Gdańskiej – Marek Formela oraz prezes Sopockiego Klubu Tenisowego – Bartłomiej Błaszczyk. Debacie przysłuchiwali się zebrani w studiu mieszkańcy Sopotu.

Z powodu niedyspozycji, w spotkaniu nie wziął udziału prezydent Jacek Karnowski. Na zaproszenie nie odpowiedział prezes Sopot Tenis Klubu, Wiesław Pedrycz.

Po wyemitowaniu materiału na temat nowego składu Rady Miasta i aktualnie dręczących sopocian problemów (z naciskiem na spór toczony pomiędzy prezydentem Jackiem Karnowskim, a Sopockim Klubem Tenisowym), autorzy programu oddali gościom głos.


Debata rozpoczęła się pytaniem o możliwość współpracy radnych ponad podziałami związanymi z przynależnością do partii lub ruchu społecznego. Jako pierwszy, w dyskusji wypowiedział się w radny Prawa i Sprawiedliwości, Bartosz Łapiński:

„Przede wszystkim, to będzie zależało od postawy klubu, który dominuje w Radzie Miasta Sopotu, czyli od Platformy Jacka Karnowskiego. Pierwsza sesja, która się odbyła, te początkowe obrady, od razu nie pozostawiały złudzeń. Pierwotne głosowanie w sprawie prezydium rady i wyborów przewodniczących, świadczyły o tym, że w sopockim samorządzie nic się nie zmieni. Refleksja nastąpiła później, ponieważ przedstawiciele opozycji będą reprezentowani jako przewodniczący komisji. Między innymi, przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości będzie pełnił funkcję w komisji rewizyjnej. To bardzo ważna komisja, która sprawuje bezpośredni nadzór nad organem wykonawczym. Wykorzystując to narzędzie będziemy patrzyli władzy na ręce. (…) Liczymy na to, ze mieszkańcy Sopotu będą mogli być odpowiednio reprezentowani w radzie poprzez swoich przedstawicieli i deklarujemy, że będziemy w tej kadencji bardzo ciężko pracować.” – zapewniał radny.

Padło też pytanie dotyczące kwestii finansowych:

„Zostały przyjęte pierwsze opłaty lokalne na terenie gminy miasta Sopotu. Budżet będzie procedowany 20 grudnia. Trwają prace w komisjach nad poszczególnymi zapisami, więc na razie pierwsza sesja, to pierwsze opłaty, które będą funkcjonowały w przyszłym roku.”
 

Łapiński oświadczył, że w budżecie zapisanym na bieżący rok pojawił się deficyt wysokości 30 milionów złotych, a poziom zadłużenia sięga 100 milionów, pomimo wzrostu dochodów miasta z podatku PiT .

„Mieszkańcy po raz kolejny ratują budżet Sopotu, ponieważ dochody z PiT -u w Sopocie wzrastają o 1/5 czyli o 20 procent. Mimo to, będziemy borykali się z dużym poziomem zadłużenia. Jest to taka smutna pointa jeśli chodzi o rządy Platformy Sopocian Jacka Karnowskiego w naszym mieście. Przyszła kadencja najprawdopodobniej nie będzie z tego powodu należała do łatwych.”

O ocenę sytuacji budżetowej oraz koncepcję zapowiadanych przez Karnowskiego inwestycji zapytano radnego PiS, Tomasza Petkowskiego. Chodziło o plan rozbudowy mariny, która – jak stwierdził redaktor – przynosi sopocianom więcej szkód niż pożytku, ze względu na sięgające kilkuset tysięcy złotych koszty wywozu piasku tworzącego się w wyniku efektu tombolo.

Świeżo upieczony rajca wyraził nadzieję, że głos opozycji, w tym Prawa i Sprawiedliwości, będzie przez prezydenta Jacka Karnowskiego „bardziej słyszalny”. Zadeklarował monitorowanie działań włodarza, zapewniając jednocześnie otwarcie PiS na podjęcie dialogu w celu wspólnej pracy dla dobra mieszkańców i Sopotu.

Na temat rozbudowy sopockiej mariny wypowiadała się również liderka stowarzyszenia „Mieszkańcy dla Sopotu”, Małgorzata Tarasiewicz:

„Wielokrotnie podawaliśmy w mediach taką kalkulację, że marina, która teraz spowodowała szkody dla ekologii, dla środowiska, będzie zwracała się przez 507 lat. Ta inwestycja była niewątpliwie inwestycją chybioną. (…) zaburza pływy morskie, co dla miasta ma katastrofalne  konsekwencje. Teraz prezydent chce ją dalej rozbudowywać. Ma to być inwestycja wysokości mniej więcej 3 mln 300 tys. złotych, która spowoduje, że pojawi się 28 nowych miejsc na przystani jachtowej. Sopocianie z istniejącej mariny korzystają w znikomym stopniu. Nie jesteśmy miastem bogaczy z mnóstwem jachtów, które tam cumują, więc wybudowanie dodatkowych miejsc postojowych jest następną chybioną inwestycją.”

Dopytana o opłacalność projektu, stwierdziła:

„Myślę, że jest to obracanie pieniędzmi, tworzenie nowych inwestycji i możliwości ukrycia wydobywania tego piachu, za który prezydent Karnowski jest krytykowany, ponieważ w tej chwili, dwa razy w ciągu roku trzeba wydobywać, żeby molo nie znalazło się całkowicie na piasku. Do tej dodatkowej inwestycji pewnie wkalkulowana jest kwota na pogłębianie toru wodnego, i to będzie w ten sposób ukryte. To już nie będzie niwelowanie skutków chybionej inwestycji, tylko tor wodny do nowej mariny.”
 

Bardzo ostre słowa pod adresem Jacka Karnowskiego padły z ust redaktora Gazety Gdańskiej, Marka Formeli.
 
Wydaje mi się, że płonne są nadzieje, że współpraca z prezydentem Karnowskim poprawi się…(…) Charakter pana prezydenta nie wskazuje  na to, żeby był to polityk, który samorząd traktuje jako płaszczyznę porozumienia. Traktuje samorząd jako wykładnię „ja tu rządzę” – stwierdził Formela. -Pierwsza sesja, podczas której wybierano wiceprzewodniczących rady pokazała, że prezydent świetnie by się odnalazł w dekoracjach Frontu Jedności Narodu w latach osiemdziesiątych, bo palcem wskazywał(…) kogo (przyp.red.ugrupowanie) może wybrać do prezydium rady miasta. Jest to przypadek – moim zdaniem – bez precedensu, że kluby, które mają prawo zgłaszać własnych kandydatów są deprecjonowane przez prezydenta publicznie. „Wydłubuje” tych radnych, którzy wydają mu się bardziej przyjemni, z którymi on (prezydent - przyp.red.) woli negocjować, więc uważam, że już na starcie mamy falstart demokracji sopockiej.


Redaktor obawiał się również o kwestie budżetowe oraz niejasności finansowe dotyczące Ergo Areny i sprzedaży „działki Wierzbickiego:

Wydaje mi się też, ze zapisana na przyszły rok kwota 30 paru milionów przychodu ze sprzedaży mienia pokazuje, że prezydent tak naprawdę poza pomysłem na wyprzedaż Sopotu ma pewne kłopoty z konstruktywnym myśleniem. Jeśli chodzi o wyprzedaż, ma duże doświadczenie. Ostatnie lata i jego kombinacje operacyjne wynikające z uprawnień prezydenta pokazują, że sprzedaż jest właściwie takim, powiedziałbym, hobby politycznym, więc Sopot stoi przed bardzo trudną pięciolatką. Nie wiem, czy powierzenie przez mieszkańców Sopotu prezydentowi tego mandatu było decyzją racjonalną czy wynikało po prostu z sentymentalnego zasiedzenia Karnowskiego w wyobraźni Sopocian.

 Jeśli chodzi o Ergo Arenę, to miasta Gdańsk i Sopot dopłacają do kapitału (…) Ma niewątpliwie funkcje kulturotwórczą, nie można powiedzieć, żeby w hali się niewiele działo, ale przynosi straty, poza delegatami do rady nadzorczej tej hali. Z jednej strony, są tam sponsorzy koszykówki, prezes lotniska. Z drugiej strony pan prezydent jest w radzie nadzorczej lotniska (…) W rachunku ogólnym, są kłopoty, ale w rachunku prywatnym, wybrani przedstawiciele konstelacji politycznej Jacka Karnowskiego nie ponoszą żadnych strat, wręcz przeciwnie. Tak, jak Karnowski wykazują kilkadziesiąt tysięcy rocznie z tytułu miejsca w radzie nadzorczej.

Co do działki pana Wierzbickiego: wszyscy wiedzą, że tam nic nie powstało, i wszyscy znają treść aktu notarialnego, z którego wynikały daty zabudowania tej działki, jakie tłumaczyły preferencyjne warunki, na których pan Wierzbicki otrzymał ten grunt. Nie wykorzystał go na budowę hali, a następnie skorzystał z pretekstu, że jedną halę, a następnie drugą, wielką, wybudowało miasto, natomiast gruntu nie zwrócił, a miasto tego gruntu nie zażądało.

O powody, dla których Jacek Karnowski nie upomniał się o zwrot gruntu, Marek Formela radził zapytać samego prezydenta.

„A więc jest na tyle rozmowny, że kiedy jest program na żywo, to niestety nie może przybyć do programu, gdzie wiele tych pytań chcielibyśmy prezydentowi zadać?” – uciął prowadzący.

 
Redaktorzy programu wysunęli hipotezę o możliwości wybudowania osiedla na terenie działki, i potencjalnym czerpaniu korzyści z takiej inwestycji przez Jacka Karnowskiego. Bartosz Łapiński podzielił obawę dziennikarza, i zadeklarował, że komisja rewizyjna będzie precyzyjnie obserwować podejmowane wobec działki działania.

„Istnieje zagrożenie, że rzeczywiście, z jednej strony grunt do miasta nie wróci, a z drugiej strony, może powstać tam jakaś inwestycja, która w ogóle nie będzie w żadnym wypadku miastotwórcza. Jako radni, będziemy zobowiązani do tego, aby to precyzyjnie monitorować.” – zapowiedział radny.

W przeprowadzonej przez reporterów Telewizji Gdańskiej ulicznej sondzie, pytani o oczekiwania wobec radnych mieszkańcy wskazywali kwestie, które powinny być potraktowane przez radnych priorytetowo. Sopocianom zależy na rozwiązaniu problemów związanych z ruchem samochodowym, parkowaniem, zalegającymi śmieciami, czystością tunelu, bezpieczeństwem oraz stanem ulic i chodników. Według mieszkańców, w mieście zbyt wiele betonu, a zbyt mało zieleni. Sugerują rozbudowę sieci ścieżek rowerowych.

Piłka w grze

Ostatnim poruszonym w trakcie debaty tematem był toczony pomiędzy prezydentem, a klubem SKT spór wokół kortów tenisowych.

„Dziś dostałem informację od syndyka, że dopiero otrzymał wypis i wyrys. – poinformował prezes klubu, Bartłomiej Błaszczyk . -„Myślę, że prezydent tego dokumentu nie wydał, tylko został zmuszony przez prokuratora. Natomiast jeśli chodzi o postępowanie karne, nie ma to żadnego znaczenia. Uważam, że do końca roku będziemy o nim (o prezydencie Karnowskim – przyp.red.) mówili Jacek K.”

„W jaki sposób prezydent traktuje prywatne grunty wiemy doskonale. – kontynuował prezes – Wystarczy spojrzeć na Centrum Haffnera, dworzec Sopotu i  - chociażby - działki Wierzbickiego.
Blisko pięćdziesiąt lat stowarzyszenie zarządzało tym obiektem. To ten klub budował cały tenis w Polsce. (…) Nie rozumiem, dlaczego próbuje nam się go odebrać. Jesteśmy chyba jedynym stowarzyszeniem, które stoczyło taką walkę z miastem. Mam straszny żal do radnych o wsparcie pana prezydenta, żeby korty zostały dalej w mieście. Przecież pan prezydent wytransferował za pomocą pana Wiesława Pedrycza majątek Sopockiego Klubu Tenisowego do swoich kolegów z STK.

(…) W momencie, kiedy pan prezes składał wniosek o rozwiązanie Sopockiego Klubu Tenisowego, pan Karnowski miał postawione zarzuty i korzystał z domniemania niewinności, więc jest to dosyć kuriozalna sytuacja. Miał wtedy zarzuty korupcyjne.
Wracając do tematu wypisu i wyrysu: tak, mamy już akt notarialny złożony jest wniosek do ksiąg wieczystych. Mam nadzieję (..), że wpis zostanie uwidoczniony w księdze wieczystej, i będziemy mogli z powrotem zarządzać naszym obiektem, że radni zdecydują się przeczytać dokumenty, zobaczyć w jaki sposób pan prezydent procedował wojnę z SKT.
 

Bartosz Łapiński nadmienił, że bardzo dobrze pamięta czasy, kiedy zarząd SKT bardzo blisko współpracował z prezydentem. Obie strony były bliskie porozumienia, aby korty zostały zabudowane. Ostatecznie jednak do porozumienia nie doszło. „Z tej wymiany zdań wynikało, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze” – podsumował radny. Przyznał, że PiS popierało stanowisko pozostawienia kortów w rękach miasta.”

Głos w sprawie kortów zabrała również Małgorzata Tarasiewicz:

Słyszeliśmy od prezydenta Karnowskiego, jakoby zmiana planu spowodowała, że zabudowy deweloperskiej na kortach nie będzie. Obawiam się, że gdyby STK dalej pozostawało na kortach i byłyby zarządzane zgodnie z wolą prezydenta Karnowskiego, wszystko zmierzałoby ku temu, żeby ta zabudowa była. W momencie, kiedy jak można się domyślać, sprawa idzie ku dobremu dla SKT, prezydent Karnowski decyduje się na wprowadzenie takiego zapisu w planie, który uniemożliwi zabudowę, ponieważ to już nie jego zaprzyjaźniony klub będzie tymi kortami zarządzał. W taki sposób rozumuje. Oczywiście nie znam wszystkich faktów, i myślę, że mieszkańcy Sopotu też czują się zagubieni w całej tej sytuacji. Dobrze byłoby, gdyby ten konflikt zakończył się jak najszybciej.

Ponownie w ostry ton uderzył Marek Formela:

„Prezydent non stop okłamuje mieszkańców Sopotu, w tym także radnych, ponieważ nikt z klubu nie miał zamiaru wywieść kortów z Sopotu. (…) Próba wmówienia mieszkańcom Sopotu, że SKT, jego zarząd i członkowie są zainteresowani likwidacją kortów, to jest ordynarne kłamstwo upowszechniane przez prezydenta przy każdej możliwej okazji.

To, że był pomysł wybudowania kilku pokoi, aparthotelu przy starej hali, bierze się także z uzgodnień z panem prezydentem, w których on czynnie uczestniczył. Nic się nie działo za plecami pana prezydenta, nadto pozostałe kluby sopockie mają hotele przy swoich siedzibach. Być może są bardziej zaprzyjaźnione z panem prezydentem, i hotele są po to, żeby kluby miały jakieś źródło dochodów, skoro miasto nie wspiera w wystarczający sposób Sopockiego Klubu Tenisowego.


Kłamstwo i manipulację zarzucił prezydentowi przemawiający w imieniu zgromadzonych w studiu mieszkańców Sopocianin. „Prezydent kieruje się kłamstwem i manipulacją, powrót SKT, oznacza powrót sportu.”

Po wysłuchaniu skargi wzburzonego mieszkańca, prowadzący debatę redaktor Telewizji Gdańskiej wyraził opinię, że istnieje potrzeba zreformowania wymiaru sprawiedliwości w Trójmieście, aby można było tego typu sprawy załatwiać w sposób cywilizowany.

 

(Ewa Podlasińska)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© esopot.pl | Prawa zastrzeżone