Zamknij
REKLAMA

Sopoccy maturzyści przystąpili do egzaminów! Paweł Lęcki: "Przyszłość nie zamyka się w tych czarno-białych arkuszach"

10:08, 04.05.2021 | P.S
Skomentuj Z lewej na zdjęciu Paweł Lęcki. Z prawej zdjęcie poglądowe
REKLAMA

Rozpoczęły się tegoroczne matury. O godzinie 9 młodzież z sopockich szkół przystąpiła do pisemnego egzaminu z języka polskiego na poziomie podstawowym. Osoby, którym stres daje się we znaki, uspokaja Paweł Lęcki, nauczyciel z II Liceum Ogólnokształcącego w Sopocie. "Logika nie jest mocną stroną matury, dlatego trzeba podchodzić do niej z pewnego rodzaju dystansem" - przekonuje.

Na rozwiązanie wszystkich zadań zdający mają 170 minut. To oznacza, że ostatni maturzyści złożą wypełnione arkusze o godzinie 11.50. Pozostałe obowiązkowe egzaminy - z matematyki oraz języka obcego - odbędą się w środę i czwartek. W przeciwieństwie do lat ubiegłych na tegorocznych maturach zdający nie są zobligowani do zdawania egzaminów z języka polskiego oraz języka obcego w formie ustnej. Zniesiono również obowiązek przystąpienia do co najmniej jednego egzaminu na poziomie rozszerzonym.

Jak co roku matura wiąże się z ogromnym stresem wśród świeżo upieczonych absolwentów szkół średnich. Słowem otuchy na ten trudny czas podzielił się ze zdającymi (i nie tylko) Paweł Lęcki. Nauczyciel zdecydował się opowiedzieć historię o własnych przeżyciach sprzed lat, podkreślając, że "przyszłość nie zamyka się w tych czarno-białych arkuszach".

Źródło: Paweł Lęcki - Facebook
 

"W 1998 roku mój dobry kolega doszedł do wniosku, że matura to najlepszy moment, żeby zacząć palić. Gdy siedzieliśmy na sali gimnastycznej, on wyszedł i w ramach walki z maturalnym stresem, skorzystał z gościnności bardziej doświadczonych w tej materii klasowych palaczy i zaciągnął się w toalecie.

 

Kiedyś, jak to mówią, toalety na maturach to było piekło i niebo jednocześnie. Nie to co teraz. Niby była jakaś kontrola, ale raczej służyła względnie dobremu samopoczuciu pilnujących, niż przynosiła realne efekty, choć czasem udało się kogoś złapać na nielegalnej działalności.

 

Ściąganie na edukacji zdalnej było niczym wobec ściąg podawanych przez okno w toalecie. Dwadzieścia trzy lata temu system ściągania może był bardziej analogowy, ale za to bardzo wydajny, o czym wielu zdążyło zapomnieć, gdy oburzali się na dzieciaki XXI wieku. No i toalety jeszcze służyły za pokątne palarnie. Mój kolega wiedziony mitycznymi historiami, jak to fajki rozluźniają, poprosił o fajkę, to i dostał. Po czym zaczął przypominać tęczę, jeszcze zanim stała się wrogiem numer jeden ojczyzny.

 

Był zmiennobarwny przez parę minut i istniało ryzyko, że nie wróci w ogóle do pisania egzaminu. Gdy barwa twarzy ustabilizowała się na względnie bladą, trochę chwiejnym krokiem dotarł do stolika i jakoś napisał, choć stresu miał więcej niż przed inicjacją w palenie. To były czasy, kiedy jakoś specjalnie nie przestrzegano procedur, więc można było czuć się trochę swobodniej. Na dodatek prace sprawdzali w domach ci sami nauczyciele, którzy nas uczyli, więc było różnie. Mogli podciągnąć, gdy coś nie wyszło, mogli dowalić, gdy kogoś nie lubili. Magia dawnych czasów dobrze wygląda tylko w ramach nostalgii. W rzeczywistości bywało mniej cudownie, niż to się wydaje.

 

Mój kolega i jego blada twarz zdali maturę, ja zresztą też. On od razu został kierowcą ciężarówki, a ja po dłuższym czasie nauczycielem. On jeździł w różne strony, ja uczyłem się o stronie biernej. Zmieniał pracę, nie zawsze było lekko, ale założył rodzinę i chyba jest w miarę szczęśliwy. Ja nie zmieniałem pracy, nie założyłem rodziny, nie jestem szczęśliwy.

 

Morał z tego taki, że palenie szkodzi, głównie na maturze, więc lepiej nie ufać bardziej doświadczonym, że wszystko będzie dobrze. Inny morał wskazuje, że matura nie jest sama w sobie nośnikiem szczęścia, a pojęcie przyszłej kariery, która z nią stoi, jest bardzo względne i różnorodne. I że w zasadzie nic się w tej materii nie zmieniło. Napisanie matury może być sukcesem, ale nie może być porażką, gdyż porażki ponosi się w zupełnie innym zakresie.

 

Czasem sobie myślę, że denerwuję się bardziej od moich uczniów, gdyż znam losowość tego egzaminu. Można zrobić dużo, a i tak coś może pójść trochę krzywo, zwłaszcza z języka polskiego, którego losowość przypomina Koło Fortuny Wojciecha Pijanowskiego. To jedyny egzamin, który udaje, że istnieje coś takiego, jak błąd kardynalny, czyli taki, który oblewa z automatu maturę. Jakby pomylenie Wokulskiego z Hamletem było większym grzechem niż stwierdzenie, że dwa plus dwa równa się osiem. W życiu jest dokładnie na odwrót.

 

Logika nie jest mocną stroną matury, dlatego trzeba podchodzić do niej z pewnego rodzaju dystansem. Przyszłość nie zamyka się w tych czarno-białych arkuszach, choć mogą sprawiać wrażenie, jakby były Genesis i Sądem Ostatecznym jednocześnie.

 

O wiele ciekawsze i bardziej twórcze jest wszystko, co dzieje się przed maturą. W zasadzie tylko w zawodzie nauczyciela można poznać grupę ponad trzydziestu osób w danej klasie, które w szkole średniej na twoich oczach stają się praktycznie dorosłe. I choć nie są idealni, robią głupoty, to wiesz, że zdali egzamin dojrzałości o wiele wcześniej niż na maturze.

 

Proszę Pana, gdybyśmy wiedzieli, że popełniamy błąd, to byśmy go nie popełniali, powiedziała mi kiedyś uczennica. Jest to pewnie bardziej życiowe stwierdzenie, niż cała matura razem wzięta".

[ZT]8258[/ZT]

(P.S)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
0%