Zamknij
REKLAMA

Trefl Sopot z pewnym awansem do fazy play-off! Żółto-czarni pokonali Pszczółkę Start Lublin

11:30, 10.03.2021 | P.S
Skomentuj Fot. Trefl Sopot
REKLAMA

Trefl Sopot z pewnym awansem do fazy play-off! Żółto-czarni w zaległym meczu 22. kolejki pokonali Pszczółkę Start Lublin 91:80 (23:23, 22:20, 26:23, 20:14). Drużyna z Sopotu znajdzie się w najlepszej ósemce ligowej po raz pierwszy od sezonu 2014/2015. Spotkanie było wyjątkowe również ze względu na występ Pawła Leończyka, który po raz 500. pojawił się na ekstraklasowym parkiecie! 

W wyjściowym zestawieniu Trefla Sopot po raz pierwszy znalazł się Nikola Radicević. Obok niego mecz z Pszczółką Start Lublin rozpoczęli Karol Gruszecki, Darious Moten, Nuni Omot i Dominik Olejniczak. Serbski rozgrywający już w inaugurcyjnych dwóch minutach odwdzięczył się za zaufanie, notując 2 punkty oraz dwie asysty, co dało sopocianom prowadzenie 6:0. Gospodarze odpowiedzieli trafieniem Sherrona Dorsey-Walkera, ale po chwili za trzy celnie rzucił Karol Gruszecki, a żółto-czarni poszli za ciosem. Świetną akcją „2+1” popisał się Darious Moten, kolejne bardzo dobre podanie Radicevicia wykorzystał Dominik Olejniczak i przy wyniku 4:14 trener David Dedek poprosił o czas. Jego wskazówki przynisoły oczekiwane rezultaty. Run 7-0 zredukował straty do trzech oczek. Wówczas swoją przerwę postanowił wykorzystać Marcin Stefański. Była to dobra decyzja – złą passę celną trójką przerwał Nuni Omot (11:17). W siódmej minucie spotkania byliśmy świadkami ważnego wydarzenia – na ekstraklasowym parkiecie po raz 500. pojawił się Paweł Leończyk! Tymczasem w Hali Globus oglądaliśmy wyrównaną rywalizację z lekkim wskazaniem na gospodarzy, którzy gonili wynik i w końcu dopięli swego – punkty Kacpra Borowskiego dały remis 21:21. Oba zespoły dorzuciły jeszcze po dwa oczka i inauguracyjna kwarta zakończyła się rezultatem 23:23.

Dzięki dobrej akcji Borowskiego zespół Startu po raz pierwszy w meczu wyszedł na prowadzenie, lecz sopocianie szybko pozbawili rywali tego atutu – trójka Łukasza Kolendy oraz punkty Dariousa i Martynasa sprawiły, że to Trefl miał pięć oczek zapasu (25:30). Dzięki skutecznym zagraniom braci Kolenda i Martynasa Paliukenasa żółto-czarni powiększyli przewagę do ośmiu punktów różnicy (31:39), lecz gospodarze dość szybko zredukowali te straty o połowę. Wówczas na wzięcie drugiego dziś czasu zdecydował się trener Marcin Stefański. Niestety, kolejna punktowa akcja należała do Startu, a konkretnie Dustina Ware, który trafił za trzy, a tablica pokazała wynik 38:39. Gospodarzom udało się doprowadzić do remisu dzięki wykorzystaniu trzech rzutów wolnych po odgwizdaniu w jednej akcji zwykłego faulu i przewininia technicznego Dominikowi Olejniczakowi, ale nasz center szybko zrehabilitował się zdobywając cztery punkty z rzędu. Lublinianie odpowiedzieli za sprawą Ware’a, lecz na przerwę to żółto-czarni schodzili z prowadzeniem 45:43.

Od początku drugiej połowy w Hali Globus oglądaliśmy wyrównaną rywalizację, a zespoły naprzemiennie wymieniały się prowadzeniem. W drużynie Trefla Sopot dobrze prezentował się Nuni Omot, który w premierowych 20 minutach zdobył dla sopocian najwięcej, bo aż 11 punktów. W kolejnych 240 sekundach gry dołożył do tego jeszcze siedem oczek, trafiając 5/5 z linii rzutów wolnych. To zresztą była bardzo mocna strona całego zespołu Trefla. Żółto-czarni nie pomylili się w żadnej z dwunastu im przyznanych prób! Przy remisie 57:57 bardzo dobry fragment zanotował Karol Gruszecki, który dwukrotnie trafił zza linii 6.75 metra, a sopocianie zyskali sześć oczek zapasu. Co prawda gospodarzom udało się zmniejszyć tę stratę o połowę, ale dzięki trzeciej trójce Łukasza Kolendy oraz punktom w kontrze Nuniego Omota, który miał już na swoim koncie 20 oczek, Trefl ponownie miał atut komfortowego prowadzenia (61:69). Gospodarze jednak wciąż walczyli i udało im się zredukować część strat. Na 10 minut przed końcem spotkania sopocianie mieli pięć punktów więcej (66:71).

Czwarta kwarta rozpoczęła się od skutecznej akcji Yannicka Franke. Sopocianie zripostowali dzięki czwartej trójce Karola Gruszeckiego, ale po chwili tym samym popisał się Ware i Treflowi zostały trzy oczka przewagi. Taki stan rzeczy utrzymał się do 35 minuty meczu. Wówczas do kosza trafił Dorsey-Walker, a żółto-czarni mieli już tylko punkt zapasu. Reagował prosząc o czas Marcin Stefański, ale po powrocie na parkiet faulowany był Roman Szymański, a center Startu wykorzystał szansę i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 77:76. Trefl odpowiedział za sprawą Dominika Olejniczaka, lecz kolejny kosz należał do gospodarzy. Na niespełna trzy minuty do końca spotkania Pszczółka Start prowadziła 80:78 i wszystko wskazywało na emocje do ostatnich sekund. Tak się jednak nie stało… na szczęście! Dwa celne rzuty wolne Dominika doprowadziły do wyrównania, a prowadzenie udało się odzyskać dzięki akcji „2+1” Nuniego Omota. Żółto-czarni nie zatrzymali się na tym. Punkty spod kosza zdobył Łukasz Kolenda, a kiedy dwa przyznane wolne wykorzystał Karol Gruszecki stało się jasne, że to Trefl wyjdzie zwycięski z rywalizacji. Sopocianie bezwzględnie wykorzystali zrezygnowaną postawę gospodarzy i ostatecznie triumfowali 91:80. Było to 16. zwycięstwo Trefla Sopot w rozgrywkach EBL 2020/2021, ale jak na razie najważniejsze, gdyż dało żółto-czarnym pierwsze od sześciu lat miejsce w fazie play-off!

  • Pszczółka Start Lublin: Sherron Dorsey-Walker 18, Kacper Borowski 7, Kamil Łączyński 5, Roman Szymański 4, Thomas Davis 2 oraz Dustin Ware 14, Yannick Franke 13, Devin Searcy 6, Mateusz Dziemba 6, Damian Jeszke 5
  • Trefl Sopot: Nuni Omot 25, Karol Gruszecki 16, Dominik Olejniczak 12 (7 zb.), Darious Moten 7, Nikola Radičević 3 (9 as.) oraz Łukasz Kolenda 11, Michał Kolenda 7, Martynas Paliukenas 6, Paweł Leończyk 4

Trefl Sopot 

 
 

[ZT]7881[/ZT] 

 
 
(P.S)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%